Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Batman: Początek (Batman Begins)

08 Sierpień 2005, 23:05 
Kompozytor: Hans Zimmer
James Newton Howard

Rok wydania: 2005
Wydawca: Warner Sunset Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Batman: Początek (Batman Begins)

Legendarny film „Batman” Tima Burtona doczekał się prequelu. Wytwórnia Warner Bros wyprodukowała kolejną część o mrocznym rycerzu p.t. „Batman Początek” i od razu można powiedzieć, że zrehabilitowała się nią za dwa nieudane *sequele Joela Schumachera – „Batman Forever” oraz „Batman i Robin”. Reżyserię najnowszego „Batmana” powierzono Christopherowi Nolanowi, twórcy tak nietuzinkowych thrillerów, jak „Memento” czy „Bezsenność”. Artysta wykonał zadanie znakomicie! Otrzymaliśmy bardzo inteligentnie opowiedzianą historię o początkach człowieka – nietoperza, wyjaśniającą dość przekonująco (w ramach przyjętej konwencji) motywy podjęcia przez niego walki ze złem, źródła jego nadludzkiej siły oraz niezwykłych umiejętności i możliwości działania. Akcja filmu rozwija się logicznie i płynnie, a całość zachowuje stylistyczną jednorodność. Miłośnicy mocnych wrażeń i efektów specjalnych nie będą zawiedzeni. Pościgi, walki i katastrofy (szczególnie runięcie z gigantycznej estakady kolejki miejskiej) zapierają dech w piersiach, nie będąc przy tym efekciarstwem, lecz umotywowanym rozwojem wypadków. Imponująco prezentuje się niezwykle ważny bohater filmu, jakim jest miasto Gotham City. Zasługa w tym przede wszystkim twórcy efektownych zdjęć, Wally’ego Pfistera. W filmie obok Chrisiana Bale’a – odtwórcy Bruce’a Wayne’a vel Batmana – wystąpiła cała plejada gwiazd, takich jak: Morgan Freeman, Michael Caine, Liam Neeson, Katie Holmes, Gary Oldman czy Rutger Hauer. Wszyscy oni stworzyli wyraziste i przekonujące kreacje. Tak naprawdę żaden element filmu mnie nie rozczarował, łącznie z „klimatyczną” muzyką Hansa Zimmera i Jamesa Newtona Howarda.

Z początku skomponowanie muzyki zaproponowano tylko Hansowi Zimmerowi, który zgodziwszy się, zaprosił do projektu równie znakomitego kompozytora, Jamesa Newtona Howarda. Wprawdzie jego wkład jest tu niewielki, jednak mimo to znacznie wzbogaca dzieło. Jaka jest zatem omawiana partytura? Można ją określić jako mroczny, poważny underscore, w którym nacisk położono na brzmienie (w znacznej mierze elektroniczne) i jak największe zharmonizowanie z obrazem. I właśnie to ostatnie udało się artystom osiągnąć w stu procentach, muzyka tworzy ze zdjęciami i akcją filmu jedność. Oglądając „Batmana” byłem pod jej ogromnym wrażeniem i tak naprawdę gdyby nie odbiór na płycie byłbym skłonny jej wystawić maksymalną ocenę. Niestety w oderwaniu od obrazu muzyka nie tylko znacznie traci na atrakcyjności, ale i ujawnia wady, które podczas seansu w ogóle nie rażą.

Większość krytyków zarzuciło kompozytorom, że nie stworzyli żadnego tematu przewodniego dla Batmana. Istotnie, próżno szukać jakiejkolwiek frazy, która charakteryzowałaby głównego bohatera. Wychwycić można jedynie często powtarzający się, tajemniczy, dwu-nutowy motyw instrumentów dętych blaszanych, oparty na pulsujących akordach sekcji smyczkowej. Uważam, że jest to rozwiązanie uzasadnione, gdyż wyraźny heroiczny temat byłby w tym filmie nielogiczny. Obserwujemy w nim przecież dopiero kształtowanie się osobowości Batmana i powody, dla których obrał drogę walki ze złem, zatem fanfarowy theme kompletnie by do niego nie pasował.

Materiał zamieszczony na płycie to sześćdziesiąt minut muzyki podzielonej na dwanaście utworów zatytułowanych łacińskimi nazwami gatunków nietoperzy. Pomysł oryginalny, ale w przypadku tego typu czysto ilustracyjnej muzyki utrudnia orientację w dziele. W całej partyturze można wyodrębnić kilka przeplatających się stylów. Dominuje muzyka tajemnicza, groźna, z dużą dozą elektroniki i przeróżnych odgłosów, imitujących na przykład trzepot skrzydeł nietoperzy. Niestety, o ile w filmie brzmi to znakomicie, o tyle poza nim nie ma racji bytu. Nawet najbardziej wytrwały słuchacz będzie zniecierpliwiony przyprawiającymi o zawał serca nagłymi uderzeniami w bębny czy gwałtownymi i ciągnącymi się bezustannie samplami. Na szczęście nie wypełniają one całkowicie soundtracku. Mamy tu bowiem również przyjemne dla ucha, spokojne tematy Zimmera, niestety strasznie podobne do jego wcześniejszych, szczególnie z „Pearl Harbour” i „Ostatniego Samuraja”. Podobnie jest z *action scorem, gdyż to jedynie doskonale nam znane motoryczne rytmy i proste melodie rodem z *Media Ventures. Ten ewidentny „selfplagiating” w połączeniu z obrazem w ogóle nie razi, jednak na płycie strasznie denerwuje.

W albumie zdecydowanie najlepiej prezentują się delikatne, liryczne utwory autorstwa Jamesa Newtona Howarda, szczególnie wzruszający „Marcrotus”, zaaranżowany na *smyczki z pięknie doprowadzoną kulminacją w charakterystycznym dla kompozytora stylu. Przeczyłoby to tezie, że Howard jest najtrudniej rozpoznawalnym kompozytorem w Hollywood. Mimo wielu wad najnowsze dzieło duetu Zimmer – Howard i tak mnie usatysfakcjonowało, bo dawno nie słyszałem muzyki tak dobrze zharmonizowanej z obrazem. Szczerze powiedziawszy, lepiej by było, gdyby w ogóle nie została wydana na płycie. Dlatego zakupu jej odradzam, a pieniądze radzę przeznaczyć na bilet do kina.


Pozostałe recenzje serii:

Batman
Powrót Batmana
Batman Forever

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Vespertilio - 2:52
2. Eptesicus - 4:20
3. Myotis - 5:46
4. Barbastella - 4:45
5. Artibeus - 4:19
6. Tadarida - 5:05
7. Marcrotus - 7:35
8. Antrozous - 3:59
9. Nycteris - 4:25
10. Molossus - 4:49
11. Corynorhinus - 5:04
12. Lasiurus - 7:27

Razem: 60:26

Dyrygent: Gavin Greenaway
Orkiestracje: Brad Dechter, Bruce Fowler
Dodatkowa muzyka: Ramin Djawadi, Mel Wesson



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Jak dla mnie stanowczo za wysoka ocena... Ja tego nie moge słuchać :) Dla mnie brzmi to jak ilustracja muzyczna do scenerii kanałów ściekowych, ciemnych ulic - jak z pierwszego Batmana :P Może ze dwa utwory są w miarę, ale to, jak wspomniał Olek, tylko zasługa Howarda. Obecnie uważam ten score chyba za największy zawód tego roku, bez względu na to czy pasuje ta muza do obrazu czy nie.

Babuch:

Moja ocena:

I tutaj dochodzimy do ciekawej kwestii. Jaka ma być funkcja muzyki filmowej i w jakim kierunku powinna on zmierzać. Od strony słuchacza płyta Zimmera i Howarda jest beznadziejna (no może nie tak do końca, ale na pewno słaba). Od strony widza jest genialna. Jak to więc zatem jest? W latach 90 dało się zauważyć wyraźne dążenie do usamodzielnienia partytur filmowych (mam na myśli prace Hornera, Goldsmitha, Willimasa, Barryego, czy Zimmera i spółki którzy zalewali nas tematycznymi ścieżkami mogącymi istnieć zupełnie poza kategorią filmu). Obecnie od tematyki się odchodzi (czemu poświęcona była ostatnia dyskusja na forum filmmusic.pl), stawia się w Hollywoodzkich blockbusterach na dopasowanie. Chyba znamienne jest że jeden z największych mistrzów tematycznych (John Williams) w swym nowym dziele nie raczy nas żadnym chwytliwym utworem. Stąd pojawia się kolejny problem recenzenta. Jak ma oceniać. Czy ma być słuchaczem czy kinomanem, bo po ostatnich dokonaniach wielkich wymiataczy nie wiem czy da się połączyć obie te kwestie. A co do samej płyty, to tak jak napisał Olek (z którym zgadzam się niemal w 100%) w filmie brzmi niesamowicie i to są w stanie dostrzec nawet laicy (mój brat stwierdził że muza ma genialny klimat). A co do tego tematu, to Zimmer podobno napisał motyw heroiczny który nie wszedł potem do obrazu. Nie pasował do koncepcji Nolana i tak jak napisał recenzent nie miałby by logicznego miejsca w nowym Batmanie.

MaciekG.:

Moja ocena:

Muzyka w filmie wypada znakomicie. Na płycie jak dla mnie to na 3, jak sie przesłucha kilka razy to nie jest aż tak źle. A do Babucha, miejmy nadzieje że to nie koniec tematycznych ściezek dźwiękowych bo by była kicha na maksa :)

Piotr Rachwaniec:

Moja ocena:

Nie zgodzę się, że muzyka z nowego Batmana jest słaba. O ile pamiętam, trzy ostatnie utwory są naprawdę znakomite, no i ten siódmy Howarda! Słabe opinie spowodowane są może tym, iż na soundtracku istotnie sporo jest underscoru. No ale po co się nim męczyć, skoro mamy prześliczny temat Howarda i mega-dynamiczny Zimmera. Zamiast wyciągać średnią cieszmy się utworami które oceniam na min. 4. Użycie elektroniki w tym przypadku jest jak najbardziej na plus.

Mefisto:

Moja ocena:

nie wiem, może ja i moi znajomi jesteśmy jacyś nie teges, a może to właśnie wszyscy recenzenci są nie teges, ale dla mnie (i kilku innych osób) ta muzyka jest naprawdę świetna, a nie jesteśmy wcale "najbardziej wytrwałymi słuchaczami". Co do recenzji, to duże brawa za to, że w końcu ktoś darował sobie porównania (zupełnie bez sensu) do dzieł Elfmana.


  Do tej recenzji jest jeszcze 18 komentarzy -> Pokaż wszystkie