Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Indiana Jones i Ostatnia Krucjata (Indiana Jones and the Last Crusade)

27 Sierpień 2005, 18:07 
Kompozytor: John Williams

Dyrygent: John Williams
Orkiestracje: John Williams

Rok wydania: 1989
Wydawca: Warner Brothers

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Indiana Jones i Ostatnia Krucjata (Indiana Jones and the Last Crusade)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Ta muzyka była nominowana do Oscara
Ostatnia krucjata Johna Williamsa to soundtrack z trzeciego i ostatniego filmu słynnej trylogii Spielberga, traktującego o perypetiach słynnego archeologa Indiany Jonesa, mającego niezwykłe uzdolnienia do pakowania siebie (i nie tylko) w tarapaty. Jones rzucony jest tym razem w wir poszukiwań świętego Graala, zapewniającego nieśmiertelność kielicha, z którego pił Chrystus. Jak zapewne wiecie planowana jest produkcja „Epizodu 4”, chociaż z każdym rokiem Spielberg i Lucas ją odwlekają, więc można zadać pytania o sens kręcenia filmu. Chyba że „Industrial Light And Magic” zafunduje nam renderowaną komputerowo wersję Harrisona Forda, ponieważ za kilka lat aktor ten nie będzie w stanie zagrać nikogo innego, niż swojego dziadka lub ojca, a film o Indianie Jonesie bez Forda to… może wtedy lepiej już niech nie kręcą takiego obrazu.

Wróćmy jednak do tematu. „Ostatnia Krucjata…” zarówno pod względem fabularnym, jak i muzycznym, jest w mojej opinii istnym majstersztykiem. Film Spielberga/Lucasa z 1989 roku, to znakomicie pomyślana rozrywka, osadzona w realiach końca lat `30, gdy Trzecia Rzesza pod wodzą Hitlera coraz aktywniej panoszy się po Europie a wojna wisi na włosku (ech, nie ma to jak spuszczać manto niezastąpionym Nazistom :P), ze wspaniałymi kreacjami aktorskimi (Sean Connery w roli Jonesa Seniora jest po prostu wyśmienity), i znakomitymi efektami specjalnymi. To według mnie najlepsza, najzabawniejsza i najbardziej emocjonująca część „Jonesowych” przygód. Podobnie rzecz ma się z muzyką słynnego Williamsa, którego partytura jest jego jedną z najlepiej „słuchalnych” płyt w całej karierze, i przebija w tej kategorii nawet oryginalnych „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”. Nie dyskredytuję tu oczywiście wartości jaką jest wspaniała i ponadczasowa muzyka z pierwszego „Indiany”, stwierdzam tyko, że zdecydowanie najlepiej z całej trylogii słucha mi się właśnie muzyki z „Krucjaty…” (przyznam się nawet, że przy słuchaniu przepięknie wydanej przez Silvę, partytury z „Raiders of the Lot Ark”, zdarzyło mi się kilka razy usnąć, natomiast przy „Last Crusade…” drzemać się po prostu nie da).

Co więc jest takiego wspaniałego w tej muzyce, co nie powala przy niej usnąć - spytacie zapewne. Po pierwsze motywy typu „scherzo”, czyli takie karkołomne aranżacje „pogoni” z charakterystycznym szybkim i jednostajnym tempem i bardzo wyraźną linią melodyczną. W latach `80tych i na początku `90 Williams często tworzył do co drugiego projektu, przynajmniej jeden temat „scherzo” (np.: „Jim`s New Life” z „Empire of the Sun”, „Second Chance” z „Accidental Tourist”, „Holiday Flight” z „Home Alone”), ale żaden z poprzednich ani następnych projektów kompozytora, nie zawierał aż tylu tego typu aranżacji; „The Last Crusade…” wraz ze swoimi trzema motywami „scherzo” to faktyczny król w tej kategorii. Pierwszy z nich usłyszymy w pierwszym tracku płyty, czyli „Indy`s Very First Adventure”, ilustrującym początkowe sceny filmu, czyli ucieczkę, młodego jeszcze Jonesa, przed rabusiami zabytków wraz z ich najświeższą zdobyczą. Utwór ten rozkręca się powoli, dumnie ilustrując muzycznie piękno amerykańskich kanionów, następnie wchodzi uroczy temat ucieczki zapoczątkowany fanfarami na trąbkach. Niezwykle żywiołowa i zwariowana aranżacja, która poraża bogactwem tematycznym i kunsztem muzycznej precyzyjności, przeprowadza przez różne poziomy szybki i „fikuśny” temat „Młodego Indiany” - wyborne rozpoczęcie albumu. Drugi temat *Scherzo, to prawdziwy klasyk, można zaryzykować określenie, że to jeden z najlepszych tego typu utworów w karierze kompozytora – mowa tu oczywiście o „Scherzo for Motorcycle and Orchestra”. Melodia prowadzona jest przez flety i skrzypki pizicatto, w tle *smyczki i brass *akcentują szaleńcze tempo, dochodzą wspaniałe werble, krótkie „nabąkniecie” tematu głównego Indiany i już startuje nieprawdopodobnie skomplikowana aranżacja, z melodią graną na zamianę przez trąbki i flety (w środku utworu, przez chwilę da się wyłapać temat-marsz nazistowski). Rozwiązania akordowo, tematyczne jakie stosuje tu John po prostu natychmiast wywołują ciarki na plecach. Utwór ilustruje szaleńczą gonitwę na motocyklach (choć jest używany w filmie także w kilku innych miejscach), jednak nie jest to „trudno zjadliwy” i ostry „action scoring” jaki można byłoby tu zastosować, tylko urocza melodyjna zabawa motywem, który jest na tyle „słuchalny” że można go nawet wygwizdać przy goleniu (proszę mi pokazać jakąś inną aranżację action, która równie łatwo wpadłaby w ucho słuchaczowi; nawet w filmografii Williamsa, trudno doszukać się podobnych przykładów). Została nam jeszcze widowiskowa ucieczka na motorówkach z Wenecji czyli „Escape from Venice”. Także i tym razem kompozytor proponuje nam ekstremalnie charakterystyczną melodię, zabarwioną odrobinę na „Włosko” (tradycyjne „mandolinki”). Sekcja dęta w całej okazałości, *strings wraz z werblami wspomaga rytmikę kompozycji, wybuchy ksylofonu i licznych flecków, ilustrują wodną walkę przy śrubie okrętu – Znakomity i niezwykle satysfakcjonujący kawał muzyki akcji.

Skoro jesteśmy już przy ilustracjach „action” to wspomnę o kultowym „Belly of the Steal Beast”. Utwór ten przypomina odrobinę patenty akcji, jakie zastosował John w oryginalnych „Poszukiwaczach…” np.: w „Airplane Fight”, czy w „Desert Chase” – podobnie jak poprzednicy, utwór jest „ostry” i bardzo agresywny, w nieprzewidywalnymi „wybuchami” rytmicznymi, akcentowanymi przez uderzenia w blachy i gwizdy flecików. W połowie melodia fantastycznie przyspiesza, odkrywając nowe oblicze – bardziej dramatyczne i marszowe (na początku tempo utworu jest dość …toporne) – na końcu usłyszymy dość krótką ale intensywną wariację nad słynnym „Raiders March”, jednak trzeba przyznać że ten momentalnie przez wszystkich rozpoznawalny temat, jest na płycie używany bardzo oszczędnie (da się go usłyszeć w zakamuflowanej wersji w chyba trzech utworach, nie licząc końcowej suity); i to w sumie dobrze, ponieważ ilość nawiązań do tego, co by tu nie mówić, wspaniałego motywu, jaką mieliśmy okazję usłyszeć w oryginalnym soundtracku („Raiders…”), jakby wyczerpała „limit” na jego używanie w następnych częściach (wykorzystywanie tego motywu za każdym razem gdy główny bohater robi coś odważnego lub heroicznego, to lekka przesada; przyznać też trzeba że temat ten został dość poważnie sfatygowany przez kulturę masową – jego częste odtwarzanie na różnego rodzaju koncertach, meczach, audycjach radio i TV czy nawet telefonach komórkowych, skutecznie przyczyniło się do jego lekkiego .. „spowszechnienia”). W każdym bądź razie, Williams ograniczył do minimum aranżacje „Raiders March”, i muszę powiedzieć że kiedyś mi to przeszkadzało. Może dlatego że „Krucjata…” była jedną z moich pierwszych płyt w kolekcji (i pierwszym *score z filmu o Indianie), i wtedy czułem pewnego rodzaju „głód” na ten wspaniały marsz, jednak teraz patrząc z perspektywy całej trylogii „Indiana Jones”, w pełni rozumiem czemu kompozytor postanowił ograniczyć jego używanie, na rzecz skomponowania nowego materiału. Dodatkowo, wart zauważenia jest fakt, że partytura z „Last Crusade” nie zawiera tym razem żadnego tematu miłosnego („Raiders …” miało wspaniały „Marion`s Theme”, „Temple of Doom”„Nocturnal Activities”, natomiast „Last Crusade” nie może poszczycić się żadną osobną aranżacją melodii tego typu).

Równie wysoki poziom doskonałości, trzyma motyw, który możemy umownie nazwać tematem „rodziny Jones”. Możemy go usłyszeć w całości jedynie w „Keeping up with the Joneses” (oraz bardzo fragmentarycznie na początku „The Canyon of the Crescent Moon”). To niezwykłej urody, czarująca, ale niestety dość krótka melodia, prowadzona głównie przez trąbki; *sekcja smyczkowa wraz z tamburynem akcentuje rytm w specyficzny dla Williamsa sposób. Temat powtórzony jest pod koniec utworu, zaaranżowany w piękny, epicki sposób – jak dla mnie to jeden z najjaśniejszych highlightów albumu, szkoda, że nie słychać go częściej. Wspomniany przeze mnie na początku marsz nazistowski, prezentowy jest w „Brother of the Cruciform Sword” – na początku temat zabarwiony jest na melodię typu wschodniego (taki pustynny marsz do oazy), dopiero potem werble i bardziej zdecydowany charakter motywu, pokazuje dogłębnie ze mamy do czynienia z nazistami. Wspomnieć wypada także o znakomitym, lekko sakralnym theme, reprezentującym dwóch braci – rycerzy okrągłego stołu, którzy przed wiekami podjęli się zadania strzeżenia świętego Graala. Po raz pierwszy ten dumny i królewsko dostojny temat można usłyszeć w drugim utworze: „X Marks the Spot”, bardziej stonowaną wersję uświadczymy w „The Keeper of the Grail”.

Nie sposób rozłożyć na czynniki pierwsze każdego kawałka płyty, jednak zapewniam że zabawny „No Ticket”, czy przejmujący „The Penitent Man will Pass”, stoją na równie wysokim poziomie jak pozostałe fragmenty (szczególnie boskiej urody jest pasjonujący „End Credits”, w którym koncertowo wręcz zaaranżowane zostały główne tematy partytury oraz wpleciona w to wszystko pełna wersja „Raiders March”).

Cóż więcej można napisać o tak fenomenalnym i niesamowicie słuchalnym soundtracku jak „Indiana Jones and the LastCrusade”? Żadne słowa nie są w stanie oddać tej nieziemskiej satysfakcji jaka płynie z odsłuchu tego materiału. Jedyne co bym sobie życzył, to lepsze wydanie opisywanego albumu. Do ilości zamieszczonej muzyki nie można się za bardzo przyczepić (niespełna 60 minut, choć nie obraziłbym się gdyby płyta zawierała 10-15 minut więcej, w tym np.: pełną wersję rozpoczynającego film „Indy`s Very First Adventure” – ta na płycie to zaledwie połowa), wkładka wewnętrzna jednak niestety jest wyprodukowana niemalże w stylu Varese – rozkładówka 5 stron, plus dość żenujący design graficzny. Krytycy muzyczni na zachodzie narzekają na jakość dźwięku, jednak ja nie słyszę na tej płycie żadnych audio - niedoskonałości (lecz chodzą słuchy że wydanie Japońskie oferuje odczuwalnie lepszy dźwięk – niestety na razie nie miałem okazji porównania wydania Europejskiego z Azjatyckim). Wspomnę też, że score ten, nominowany był do Oscara za 1989 rok (w tym samym roku, Williams otrzymał także nominację za znakomitego „Born on the 4th of July”), jednak niestety przegrał z banalnie żenującą (przynajmniej pod względem score, ponieważ piosenki są „pierwsza klasa”) muzyką Alana Menkena z Disney`owskiej animacji: „The Little Mermaid”.

„Ostatnia Krucjata” to w sumie jedyne w tym momencie wydanie muzyki z filmu o Indianie Jonesie na CD, które jest możliwe do nabycia bez większego problemu (nawet w naszym kraju) za naprawdę niewielkie pieniądze. Przypomnę, że wznowione w 1995 roku „Raiders of the Lost Ark” wydawnictwa Silva Records już uznawane jest za spory rarytas, nie wspominając o oryginalnym wydaniu Polydoru z 1998 roku, natomiast „Temple of Doom” od lat dostępny jest jedynie jako drogi Japoński import, lub promocyjne wydanie *bootlegowe, więc tym bardziej naprawdę polecam zakupić własną kopię finałowej partytury trylogii „Indiana Jones”. Ta iście epicka przygoda porwie was od pierwszej do ostatniej nuty. Kunszt Williamsa nie pozwoli Wam już nigdy zapomnieć o tym albumie. Absolutnie rekomenduję!

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Indy`s First Adventure - 8:11
2. X Marks the Spot - 3:07
3. Scherzo for Motorcycle and Orchestra - 3:49
4. Ah Rats!!! - 3:36
5. Escape from Venice - 4:21
6. No Ticket - 2:42
7. The Keeper of the Grail - 3:21
8. Keeping up with the Joneses - 3:35
9. Brother of the Cruciform Sword - 1:53
10. Belly of the Steal Beast - 5:26
11. The Canyon of the Crescent Moon - 4:16
12. The Penitent Man will Pass - 3:23
13. End Credits - Raider`s March - 10:36

Razem: 59:00



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Klasyka... wspaniała muzyka, doskonały film - czasami mi się wydaje, że lepszy od jedynki :) Motocykle, stal i końcówka - cudo ;-)

MaciekG.:

Moja ocena:

Dla mnie to najlepszy album z całej trylogii. Polecam.

Olek Dębicz:

Moja ocena:

Według mnie z całej trylogii właśnie "Ostatnia Krucjata" jest najlepsza. Ma bowiem znacznie mniej czysto ilustracyjnych utworów, które dominują w dwóch poprzednich częściach i z tego powodu oceniam je na 4gwiazdki. A utwór "Scherzo for Motorcycle and Orchestra" to istny majstersztyk i w dodatku perfekcyjnie wykonany.

corsito:

Moja ocena:

(-) W przeciwieństwie do "Raiders of the Lost Ark" mało ciekawa płyta, słaba ilustracja, na uwagę zasluguje jedynie temat, który sę pojawia m.in. w "The Penitent Man will Pass "

Silence:

Moja ocena:

Dostałem kiedyś ten album w Empiku w Poznaniu za naprawdę śmieszne pieniądze, jednak i tak byłemk niezadowolony, muzyka typowo ilustracyjna, bez polotu, w filmie sprawuje się ok,ale poza nim bardzo nudna, kilka ciekawszycg utworów, ale to za mało nawet na 3 gwiazdki, ja jednak lubię jak wszystkie utwory są balsamem dla ucha, a nie paplaniną dzwięków...


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie