Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Zathura: Kosmiczna przygoda (Zathura)

26 Luty 2006, 19:46 
Kompozytor: John Debney

Rok wydania: 2005
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Zathura: Kosmiczna przygoda (Zathura)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Równo dziesięć lat po premierze kinowego hitu Jumanji w Hollywood postanowiono zekranizować książkę Chrisa van Allsburga o zbliżonej tematyce. W Zathurze grupka dzieci odnajduje pudełko ze starą grą planszową, za pomocą, której przeżyją serię niewytłumaczalnych zdarzeń. Ich dom zostaje przeniesiony w przestrzeń kosmiczną, gdzie będą musieli zmierzyć się z kosmicznymi piratami i dziwacznymi stworami nie z tej ziemi. Oprawę muzyczną Jumanji stworzył James Horner i popełnił jedną ze swoich gorszych prac. Twórcy Zathury nie zdecydowali się skorzystać z jego usług. Sięgnęli po człowieka, któremu śmiało można przypisać tytuł najbardziej rozchwytywanego kompozytora filmowego w Hollywood A.D. 2005. Mowa o Johnie Debneyu, któremu sukces muzyki do Pasji Mela Gibsona niestety nie pomógł znaleźć zatrudnienie przy bardziej ambitnych filmach niż te które wcześniej ilustrował, za to spowodował, że dostał mnóstwo propozycji zilustrowania rozmaitych komercyjnych produkcji, a wśród nich komedii i filmów familijnych. Debney w minionym roku firmował swoim nazwiskiem blisko 10 filmów, z czego warto wymienić: Zathurę, Sin City, Dreamera, Kurczaka Małego oraz Rekina i Lavę: Przygoda w 3D. Żadna z tych ilustracji nie dorównała największym dziełom kompozytora, czyli Wyspie piratów i Pasji, ale najbliżej nich była właśnie Zathura.

Dla opisania tej barwnej, pełnej rozmachu produkcji mającej za teren akcji kosmos, Debney całkiem przewidywalnie zdecydował się sięgnąć po olbrzymią orkiestrę symfoniczną i masywny chór. Równie przewidywalne było to, że Amerykanin wykorzysta tu przygodowy styl komponowania, jaki od czasów Star Wars dominuje we wszelakiej maści kosmicznych produkcjach. W pewnym momencie byłem nawet przekonany, że Debney wyprowadzi z dynamicznej muzyki akcji temat z Nowej nadziei albo Supermana i niewiele się w sumie pomyliłem. Kompozytor zaprezentował tu melodię skrojoną według tej samej maniery - przebojowy, szybko wpadający w ucho temat naprzemiennie prowadzony przez sekcje: dętą i smyczkową, przybierający momentami postać trąbkowych fanfar. I to właściwie jedyny temat główny, jaki ma do zaoferowania Zathura. Debney stosuje tu również kilka pomniejszych motywów. Zathura dziełem oryginalnym stylistycznie nie jest. Znać tu inspirację muzyką Williamsa i Goldsmitha, co w przypadku kina z pogranicza przygody i sci-fi jest jak najbardziej naturalne i Debney nie ma się czego wstydzić. Amerykanin zaprzągł tu dużą orkiestrę, największą w karierze od czasów Wyspy piratów i Króla Skorpiona. Pobrzmiewają tu zresztą echa tamtych partytur, szczególnie, jeśli chodzi o *orkiestracje dętych blaszanych i partie chóralne.

Elementem, który zasługuje na uwagę w partyturze Debneya są właśnie partie chóralne. Że potrafi on używać chóru, udowodnił chociażby w dwóch powyżej wymienionych dziełach. W Zathurze pojawia się kobiecy chór i brzmi bardzo inspirująco, mimo, że jego funkcja jest bardzo standardowa, czyli zasugerować widzowi, że ma do czynienia z czymś pozaziemskim i nieopisanym. Tym połączeniem kobiecych chórów i orkiestry Debney bardzo zbliża się tu do muzyki Davida Newmana z Galaxy Quest i Alana Silvestri z Otchłani, chociażby w Finding The Game i Shooting Star Card. Pochwalić należy Johna Debneya, że nie skroił jakichś efekciarskich chóralnych partii skażonych syndromem Carminy Burany. W Zathurze Debney wykorzystał również chór mieszany. Partie chóralne zarówno prowadzą tu orkiestrę jak i potęgują dramatyzm uzupełniając wielko-orkiestrowe brzmienie w action-score – kłania się coś w stylu Jądra ziemi Christophera Younga. To właśnie muzyka akcji zdominowała Zathurę. Nie doznałem jednak zmęczenia słuchając jej. Mamy tu do czynienia z doskonale zorkiestrowanym materiałem akcji, pełnym ciekawych rozwiązań rytmicznych i zmian tempa. W środkowej części score`u akcja ustępuje mrocznemu underscore i nagłym wybuchom orkiestry budującym napięcie. Pewne sekwencje bardzo przypominały mi muzykę Goldsmitha z Mumii i Lekcji przetrwania, zwłaszcza momenty z użyciem zachrypłych *waltorni i tub wspartych powoli kroczącymi potężnymi kotłami w Zargons Appearance i Zargons Return. Świetna jest końcówka albumu, gdzie Debney wchodzi z nieziemsko brzmiącym chóralno-symfonicznym materiałem i bardzo przyjemną, optymistyczną liryką.

Zathura jest jedną z najlepszych ilustracji, jakie wyszły spod ręki Johna Debneya. Zapewne przez klęskę kasową filmu nie usłyszy o niej zbyt wiele fanów muzyki filmowej, a zdecydowanie zasługuje ona na rekomendacje i nagrody. Szkoda, że nie została nominowana nawet do nagrody Saturna, przyznawanej twórcom filmów z gatunku sci-fi i fantasty, a na pewno bardziej zasługiwała na nominację niż takie Kiss Kiss, Bang Bang Ottmana. To dobitnie pokazuje, że niestety w Ameryce przy przyznawaniu wszelakich nominacji liczy się popularność filmu i wynik w box-office, a Zathura na tym polu poniosła porażkę.

Podstawowy i w zasadzie jedyny problem z Zathurą to brak oryginalności. Słuchając jej ma się wrażenie, że wszystko już kiedyś było, natrafimy tu na wiele schematów, podobieństw i zrzynek. Zathura broni się świetnym wykorzystaniem chórów, znakomitymi *orkiestracjami i dużym zaawansowaniem technicznym kompozycji, zwłaszcza, gdy idzie o action-score. Jest to kawał dobrej muzyki w tradycyjnym wielko-orkiestrowym stylu. Cieszy mnie, że w dobie dominacji elektroniki powstają jeszcze takie napisane z rozmachem symfoniczne perełki. Po ten bardzo przyjemny, choć nieoryginalny *score powinni sięgnąć wszyscy fani Johna Debneya, a także słuchacze lubiący testować wytrzymałość sprzętu nagłaśniającego i gustujący w rozdmuchanych, chóralno-symfonicznych partyturach.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Titles - 02:23
2. Finding The Game - 01:30
3. Meteor Shower - 01:24
4. Aftermath - 02:59
5. Robot Grows/Chase/Standoff - 03:59
6. Too Close To The Sun - 02:21
7. Zorgons` Appearance - 01:07
8. They`re Not Friendly - 02:25
9. Couch Decoy - 02:18
10. Astronaut`s Story - 01:45
11. Zorgons` Return - 02:47
12. The Dumbwaiter - 01:46
13. Stealing The Game - 06:03
14. Robot`s Revenge - 01:48
15. Shooting Star Card - 02:27
16. Brother To Brother - 02:16
17. Danny Wins The Game - 01:34
18. Zathura Is A Blackhole - 01:20
19. Back Home - 01:09
20. Home Again - 00:55

Razem: 44:16



Komentarze czytelników:

MaciekG:

Moja ocena:

Mi osobiście nowy album Debneya przypadł do gustu. Nieźle się tego słucha, nie męczy. Ale fakt faktem można śmiało powiedzić że to wszystko już było.

Mefisto:

Moja ocena:

Porządne rzemiosło i tyle. Nie spodziewałem się wiele, a dostałem naprawdę bardzo dobrą oprawę w starym stylu. Aż czuć przygodę.

Michu:

Moja ocena:

Okropna muzyka. Oprócz kilku początkowych utworów, reszta to ściana dźwieku. Pełno dudnienia, wyciszeń, ekspolozji i nic więcej. Taki autopilot nastawiony na akcję. Może to i jest film przygodowy, ale kopiowanie Indiany Johna Williamsa, jest chyba posunięciem wyrwanym z innej epoki. A Debney właśnie to robi. Zrzyna z Williamsa orkiestracje i różne inne elementy muzyki akcji - i niestety robi to w fatalny sposób. Tak fatalny że tej płyt nie da się słuchać. Muzyki tutaj nie ma prawie wcale, tylko ciągła bitwa wewnątrz orkiestry. A to skrzypek walnie w trębacza a te wpadanie na harfę. Gdzie indziej znowu kontrabas przywala waltornię i mam muzykę akcji. Kompletna masakra. Nie polecam. Z Poważaniem Michał.

GoNzO:

Moja ocena:

do poprzedniej wypowiedzi Michała: nie znasz się ;P muzyka musi mieć kopa a u Debneya to jest :D