Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Hammett

01 Wrzesień 2006, 14:50 
Kompozytor: John Barry

Rok wydania: 1982/2000
Wydawca: Prometheus

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Hammett

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Na przedmieściach San Francisco, w dzielnicy Chinatown, eks-detektyw – obecnie pisarz powieści kryminalnych Dashiel Hammett, właśnie stuka w klawiaturę swojej wysłużonej maszyny do pisania...

Początek lat `80 ub. wieku to mały renesans „film-noir” – gatunku powszechnego w Hollywood w czasach Golden Age. Kryminał powrócił. Jak zwykle to bywa w takich przypadkach – fala nowości niesie ze sobą tyle dobrego co i złego. Oprócz typowych obrazów, będących kroniką czasów prohibicji lat międzywojennych w USA („Cotton Club”) zdarzały się również produkcje-hybrydy, będące połączeniem dwóch lub i więcej gatunków w jednym. Takim właśnie filmem jest „Hammett” znanego niemieckiego reżysera Wima Wendersa. Tytułowy bohater to postać jak najbardziej realna, prawdziwa z krwi i kości – to jeden z trzech klasycznych już autorów najbardziej znanych i poczytnych kryminałów w historii literatury – Dashiel Hammett. Oprócz niego w panteonie „Wielkiej Trójki” stoją Raymond Chandler i James Cain. Sam Hammett najbardziej chyba znany jest ze swojego „Sokoła Maltańskiego”. Film Wendersa to historia z życia pisarza, historia stricte kryminalna, bowiem sam życiorys Hammetta dostarczył inspiracji do tworzenia licznych powieści spod znaku rewolwera...

Film o Dashielu Hammecie powstawał w ogromnych mękach – mówi się, że ponad 80% materiału zostało ponownie nakręcone z zupełnie nową ekipą i nową obsadą. Stało się tak podobno za sprawą producenta Francisa Forda Coppoli, który był niezadowolony z finalnego wyniku prac swoich podwładnych. Produkcja obrazu rozpoczęta już w 1975 roku przeciągnęła się aż do 1982 kiedy to w końcu ujrzał on światło dzienne (albo lepiej – światło projektora). Hammett został nakręcony w technice video – wówczas bardzo jeszcze nierozwiniętej. Co ciekawe – większość zdjęć została wykonana w dekoracjach w studio filmowym. W końcu gdy film został ukończony nie spotkał się niestety z ciepłym przyjęciem krytyków co miało najprawdopodobniej wpływ na słabe wyniki również w kinach. Film był nominowany do Złotej Palmy w Cannes – za reżyserię Wima Wendersa – ale tylko na tym skończyły się nagrody dla tego obrazu. I tak do dziś dnia zapadł on w zapomnienie a niesłusznie bowiem to inteligentnie skonstruowana historia kryminalna, z dobrą obsadą, świetnym montażem i zdjęciami i wreszcie doprawiona stylową muzyką angielskiego weterana Johna Barry`ego.

Hammett opowiada o fikcyjnej historii z życia Dashiela Hammetta – pisarza powieści kryminalnych, który sam onegdaj był detektywem. I właśnie ten etap życia pisarza, który zazębia się z początkami jego pisarstwa jest ukazany w filmie. Bez pretensji do tworzenia autobiografii czy nawet quasi-autobiografii. Główną rolę znakomicie zagrał charakterystyczny aktor Frederic Forrest – znany również np. z Dnia Apokalipsy – etatowo zatrudniany przez Coppolę w jego własnych filmach. Partneruje mu urodziwa Marilu Henner a oprócz tego możemy oglądać Petera Boyle. Akcja osnuta jest wokół śledztwa prowadzonego przez Hammetta w sprawie tajemniczego zniknięcia chińskiej aktorki kabaretowej z chińskiej dzielnicy San Francisco. Ślady prowadzą do najwyższych władz w mieście a finał ujawnia prawdę o powiązaniach biznesu, mafii i ratusza SF. Skomplikowana fabuła potrafi czasami sprowadzić na manowce aczkolwiek film ogląda się bez przymrużenia oka. Jest to również zasługa świetnego montażu i dobrze prowadzonej narracji ponieważ film jest jakby opowieścią prowadzoną zza maszyny do pisania, która gra główną „rolę” w sekwencji otwierającej film jak i zamykającej. Dużo tu „flashbacków” czyli tymczasowych „powrotów do przeszłości”, cytatów z przeszłości – są one ważnym elementem fabuły. Wszystko to w połączeniu z dobrej klasy zdjęciami stało się niewątpliwie mocną inspiracją do napisania muzyki, wyjątkowej muzyki dla Johna Barry`ego...

John Barry skomponował muzykę do Hammetta za namową samego Francisa Forda Coppoli, który „wmusił” go reżyserowi Wimowi Wendersowi. Ten przekonał się o słuszności wyboru producenta po przesłuchaniu taśm demo a jego zachwyt nad muzyką był tak wielki, że zadzwonił do Barry`ego w środku nocy tylko po to żeby powiedzieć mu jak dobra to muzyka. Bo i Barry stworzył rzeczywiście perełkę wśród kompozycji do filmów. Hammett, powstały w 1982 roku, świeżo po Body Heat – filmie kontynuującym tradycję czarnego kryminału ma wspaniały klimat ale kompozytor w żadnym razie nie popada w kopiowanie swojego wcześniejszego dokonania. Gros materiału w Hammecie to przepiękny bluesowo-jazzowy score, oparty o dwa dominujące instrumenty – fortepian i klarnet. Na obydwu grali mistrzowie jazzowych wykonań – Michael Lang i Ronny Lang – bracia-muzycy, którzy jeszcze wielokrotnie współpracowali z Johnem Barrym.

Soundtrack do Hammetta został po raz pierwszy wydany w kompletnej formie dopiero w 2000 roku nakładem wydawnictwa Prometheus. Żeby było ciekawiej – w limitowanej edycji. Powodem takiego stanu rzeczy była jak zwykle klapa finansowa filmu – wcześniej nie było funduszy na wydanie muzyki do filmu, który nie odniósł sukcesu. Jednak warto było czekać aż muzyka trafi na krążek, ponieważ sprawia prawdziwą przyjemność i jest niewiarygodnie stylowa. Barry zawsze komponuje jeden mocny temat, który musi unieść ciężar całego filmu – tak się stało i tym razem – ale ten temat to coś wyjątkowego ze względu na jego niepospolity czar i charakter. To nie jest Barry romantyczny, to nie jest Barry – Bond. To Barry – nostalgik. Muzyka, w której wybrzmiewa melancholia i smutek, która idealnie pasuje do klimatów gangsterskich i wpasowuje się w tradycję muzyki dwudziestolecia międzywojennego. Temat główny – Main Title to wykonywana tylko przez fortepian i klarnet melodia w dosyć wolnym tempie. Obydwa instrumenty prowadzą ze sobą swoisty dialog jak to zazwyczaj bywa w kompozycjach Anglika. Nie brakuje miejsca na ożywcze improwizacje, które bardzo wzbogacają tę niewątpliwą perełkę muzyczną. Ten temat jest przez Barry`ego wykorzystywany tylko do introdukcji głównego bohatera w filmie. Po raz pierwszy słyszymy go w napisach początkowych , gdzie fantastycznie uzupełniają stylową czołówkę filmu, a potem w scenach filmu aż po end titles gdzie Michael Lang daje upust swym improwizatorskim zdolnościom.

Drugim ważnym tematem w Hammecie jest temat „przypisany” zabójcy („The Punk” – gra go David Patrick Kelly) – wprowadzony po raz pierwszy w „Hammett`s Dream” – tym razem orkiestrowy, z obowiązkowym *staccato na fortepianie, które przynosi większe napięcie muzyczne. Nie zabrakło w soundtracku również elementów czysto etnicznych, bowiem akcja filmu toczy się w chińskiej dzielnicy San Francisco. I pierwszy raz możemy posmakować takiej muzyki w „Chinatown Incident”. który jest również trzecim głównym tematem filmu – towarzyszy zawsze tajemniczym i groźnym wydarzeniom. Rytmiczne uderzenia w perkusję a potem wejście bardzo nisko grającej sekcji smyczkowej z wyraźnym wybiciem na plan pierwszy wiolonczel – Barry tworzy wspaniałą ilustrację dla pogoni wśród ciemnych uliczek nędznej dzielnicy Chinatown. Utwór kończy się fenomenalną solówką na fortepianie, która de facto jest repryzą tematu Hammetta. Barry nieprzypadkowo użył tego tematu w tym miejscu bowiem zilustrował samotną wędrówkę Dashiela Hammetta po chińskim domu uciech. Ekstremalnym przykładem orientalnego brzmienia jest natomiast „Wild Pipa” gdzie mamy do czynienia z typową muzyką Dalekiego Wschodu i jest to po prostu „source-cue” czyli muzyka źródłowa.

Trochę bondowskich klimatów mamy okazję zasmakować w dynamicznym ale i mrocznym „You Can`t Forget Her/Don`t Be A Chump Let Her Go!”. Tutaj znowu powtarza się drugi temat z filmu, skomponowany dla zabójcy. Jednak charakterystyczne *smyczki *unisono i przeciwstawione im szarpnięcia strun na harfie przypominają atmosferę późnych Bondów Barry`ego a po trosze i The Man With The Golden Gun. Dodane do tego motywy na fortepianie, bardzo nisko grane akordy i ultraciemne brzmienie wiolonczel i znowu mamy wprowadzenie w mrok gangsterskiego półświatka. Jeden z najlepszych kawałków na płycie to „The Opium Den/Escape From Fong`s”, gdzie Barry serwuje nam piekielnie szybką grę na skrzypcach i wolno zawodzące wiolonczele – to ilustracja ucieczki Hammetta z pułapki, w którą złapali go gansterzy. Najdłuższy na krążku „The Wrap Up/ Finale” ponownie prezentuje wcześniejsze podejście Barry`ego do charakteru ilustracji filmu. Niskie akordy na fortepianie, soczyste brzmienie sekcji smyczkowej unisono plus – tym razem klarnet - a to wszystko zakończone wariacją – solówką fortepianową na temacie Hammetta. Podobną zresztą jak w urokliwym „Hide And Seek”, które jest tak naprawdę chyba najlepszą wersją tematu głównego w wykonaniu na fortepian i klarnet. Muzykę ilustracyjną zamyka równie stylowy co reszta End Titles oparty na dwóch instrumentach Hammetta - fortepianie i klarnecie. Barry idealnie wręcz wpasował się w klimat filmu wybierając takie instrumentarium i aranżację. Wykreował niewiarygodnie seksowny temat Hammetta, tworząc zarazem perłę wśród kompozycji do filmów. Dystyngowany i jazzowy, wpadający w ucho, smutny i nostalgiczny. Po prostu perfekcyjny.

Oprócz tego materiału John Barry stworzył też na potrzeby obrazu kilka ścieżek typowej muzyki źródłowej, która pojawia się jako towarzysząca w scenach rozgrywających się w barach czy restauracjach. Żaden z tematów nie nawiązuje do scoru Hammetta, ale dobrze wypełnia swoje przeznaczenie.

Hammett jak wiele innych soundtracków jazzowych Barry`ego prezentuje wysoki poziom i jest bardzo oryginalny. Nie znajdziemy w żadnym innym scorze takiego brzmienia, takiego doboru instrumentów i takich wspaniałych wariacji zalatujących jazzem. Muzyki nie jest dużo bo zaledwie ciut ponad 40 minut razem z kompozycjami źródłowymi ale warta jest ona każdych pieniędzy... Przyjemność płynąca z jej słuchania jest nieopisana. Kompozytor na dodatek perfekcyjnie nadał klimat filmowi dzięki swojej muzyce – *score spisuje się idealnie i jest użyty w odpowiednich momentach a sceny, w których mamy ukazane wspomnienia bohatera to po prostu przykład urzekającego wprost mariażu muzyki z filmem. Barry wykrzesał z siebie bardzo dużo i do dziś dnia ten soundtrack jest wyjątkowy i nie zestarzał się ani o jotę.

Recenzję napisał(a): Janusz Pietrzykowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Titles - 02:02
2. Hammett`s Dream - 02:35
3. Chinatown Incident - 02:08
4. Wild Pipa - 01:47
5. You Can`t Forget her / Don`t Be A Chump, Let Her Go! - 02:16
6. Hide And Seek - 02:26
7. The Opium Den / Escape From Fong`s - 02:20
8. Waterfront Rendezvous - 01:53
9. The Wrap Up / Finale - 04:57
10. End Titles - 02:53
11. Potted Palms - 04:08
12. Gumshoe Piano - 02:13
13. Cookie`s Speakeasy - 02:33
14. Look For Me At Fong`s - 01:01
15. Shoeshine Blues - 00:44
16. Do You Like Bad Girls? - 01:29
17. Dixieland Tune - 04:55
18. Last Call - 01:02

Razem: 43:22



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Klasyk... I to wcale nie tylko w dyskografii Barry`ego. Te nostalgiczne kompozycje... Hmm...

Damian Sołtysik:

Moja ocena:

Bardzo lubię ten score i często do niego wracam, ze względu na świetną tematykę (szczególnie temat główny to po prostu perełka), doskonałe wykonanie muzyki oraz tą niezapomnianą nostalgiczną atmosferę. Szczególne wrażenie zrobił na mnie The Wrap Up/Finale ze sceny rozstania, gdzie jedyny raz pojawia się chwytający za serce klarnetowy motyw - podobnie jak we Frances, tam też scena finałowa i napisy końcowe otrzymały podobnie skonstruowaną bardzo wzruszającą oprawę. Moja ocena muzyki w filmie to 4,5 gwiazdki, samego scoreu na płycie słucha się świetnie, lecz końcową ocenę zaniżają trochę nierówne kompozycje źródłowe - Barry miewał już na koncie zdecydowanie lepsze source cues. Mimo tego polecam wszystkim Hammetta, którego stawiam na równi z Body Heat i Farewell My Lovely.

Mefisto:

Moja ocena:

Bardzo dobra kompozycja - na plus idealnie skrojony album, który ani trochę nie nudzi. Początek dość niemrawy co prawda, ale im dalej w płytę, tym lepiej. Arcydzieło to nie jest, ale bardzo solidna kompozycja, do której aż chce się wracać.