Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Obcy – 8 pasażer Nostromo (Alien)

02 Wrzesień 2006, 12:00 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Rok wydania: 1979/1988
Wydawca: Silva Screen

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Obcy – 8 pasażer Nostromo (Alien)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Gdy Ridley Scott rozpoczął produkcję swojego (obecnie kultowego) horroru science – fiction Alien (tytuł polski – Obcy – 8 pasażer Nostromo), zaczął się też zastanawiać – kto napisze muzykę do jego nowego filmu? Niezbędny był tu kompozytor mający odpowiednie doświadczenie w kinie grozy i science – fiction. Wybór padł na Jerry`ego Goldsmitha – twórcę ilustracji do m.in. Planet of the Apes, The Omen, Capricon One i oczywiście Star Trek – The Motion Picture. Tylko te cztery tytuły dały kompozytorowi statuetkę Oskara i kolejne dwie nominacje. Bagaż doświadczeń rzeczywiście zrobił na reżyserze wrażenie, choć współpraca obu panów nie miała przypominać „rodzinnej sielanki”.

Jerry Goldsmith uwielbiał oglądać gotowy film, nim przystępował do pracy nad muzyką. To pozwalało mu lepiej wczuć się w klimat obrazu i dostroić się do ewentualnego odbiorcy. Jak sam powiedział, po obejrzeniu roboczej wersji filmu był bardzo wystraszony. To był dla niego niezwykły bodziec twórczy. Niestety, od początku pojawiły się różnice dotyczące wizji muzyki w filmie na linii reżyser – kompozytor. Ridley Scott chciał, aby ilustracja muzyczna była przede wszystkim przerażająca i mroczna. Jerry Goldsmith, zwłaszcza po Star Trek`u uważał, że kosmos jest piękny i nawet w mrocznym Obcym chciał tą urodę bezkresnej przestrzeni opisać.

Kolejnym punktem spornym stał się temat główny, szczególnie ten rozpoczynający film. Goldsmith napisał Main Title, który stanowił jego wizję kosmosu – a więc połączenie tajemniczości z melodyjnym liryzmem. Reżyser z miejsca odrzucił ten temat i zażądał po prostu napisania nowego pod jego dyktando. Tym razem miał być bardziej mroczny, bez żadnej romantyki. Kompozytor wywiązał się z obowiązku – Scott był zadowolony, Goldsmith już mniej, ale musiał się pogodzić z decyzją „z góry”.

Jaki więc jest temat główny (Main Title), o który niemal doszło do poważnej kłótni? Trzeba przyznać, że stanowi jeden z najmocniejszych punktów partytury, gdzie Goldsmith i tak „przemycił” kilka swoich pomysłów. Główną, bardzo dramatyczną, ale niepozbawioną owej liryki, melodię prowadzi solowa trąbka oraz odpowiednio dostosowana *sekcja smyczkowa – najpierw subtelna, niemal funkcjonująca w tle, aby z czasem „przebić się” na pierwszy plan. W miarę upływu czasu klimat grozy powiększa się w wyniku uruchomienia sekcji dętej blaszanej (to z pewnością „twór” Scotta). Ciekawym rozwiązaniem klimatycznym jest obecny w finale tajemniczy motyw z subtelnymi kotłami i spokojnymi wejściami fletów, które tworzą doskonałe uzupełnienie tematu kosmicznego. Nie mogło oczywiście zabraknąć tematu głównego jako rekapitulacji muzycznej filmu w ostatnim tracku - End Title. Tutaj zasadnicza różnica polega na samym zakończeniu, które przybiera postać eksplodującego finału. Bardzo ciekawą wariację tego tematu przedstawił kompozytor w The Landing, gdzie pojawiają się partie zarówno solowe (na flet), jak i całą orkiestrę. To z pewnością najbardziej optymistyczna kompozycja na albumie. W przerwach między nimi Jerry stosuje przemyślany i niepozbawiony linii melodyjnej „suspense” oparty na instrumentach dętych drewnianych i sekcji smyczkowej. Stanowi to przykład doskonałego kompromisu między „pokazami siły” orkiestry, a stonowanym „suspense`em”. Fragmenty tematu głównego Goldsmith umieścił też w innych kompozycjach – The Droid i The Recovery

Jerry Goldsmith, obok tematu głównego – kosmicznego, postanowił również napisać osobny temat dla Obcego, tzw. Alien Theme. Tym razem nie było mowy o żadnych konflikcie interesów. Temat musiał być mroczny, agresywny i podnoszący adrenalinę. Goldsmith posłużył się tutaj nie tylko „przerażająco” brzmiącą sekcją smyczkową, ale jeszcze odpowiednio „podrasowaną” sekcją *waltorni. Maestro sięgnął także po perkusonalia pochodzące ze starszego o 11 lat Planet of the Apes, które świetnie spisywały się w świecie małp, ja i w świecie Obcego – Face Hugger. Temat Obcego w sposób nieunikniony będzie potęgował klimat grozy w niezwykle sugestywnych i pełnych przemocy kompozycjach akcji. Nawet tutaj Goldsmith nie ograniczył się do ciągłego straszenia odbiorcy nieprzerwanymi zmianami orkiestry. Tradycyjnie wręcz dla siebie stworzył osobny temat akcji, choć moglibyśmy nazwać go też drugim tematem Obcego – Breakaway. Jest on jeszcze lepszy niż poprzednik. Słyszymy tu zarówno prężną sekcję smyczkową, dosłownie szalejące sekcje instrumentów dętych blaszanych (waltornie, puzony, trąbki i tuby), zaś całość nie tylko wzajemnie się uzupełniała, brzmiało to niemal tak, jakby każda sekcja orkiestry rywalizowała ze sobą – kto wybije się na plan pierwszy? Aby ograniczyć ewentualną *atonalność, Jerry postarał się o utrzymanie miarowego rytmu, á la marszowego, przez co całość się „nie rozłazi”. Temat ten usłyszeć możemy również w The Recovery, choć tutaj pojawia się nieco więcej *dysonansów orkiestrowych.

Będąc przy muzyce akcji należałby również wspomnieć o The Droid. Już sam tytuł wskazuje, że nie usłyszymy w nim tematu Obcego. Nie usłyszymy też tematu Droida. Tym razem Goldsmith postawił na bardziej ilustracyjną formę opisu, typową dla horroru. Przez prawie 4 minuty z głośników straszą nas pełne jakiejś nieokrzesanej furii sekcje dęte blaszane oraz *pizzicato na smyczkach. Całość przyjmuje formę niezwykle agresywnego, ale też w dużej części atonalnego brzmienia orkiestry, świetnie spisującego się w filmie, ale nieco chaotycznego na albumie. Całość kończy się subtelnym podaniem tematu głównego na klarnet, sekcję smyczkową i basową oraz tego charakterystycznego motywu „suspense`owego” na flet. Nie ma co ukrywać. Końcówka The Droid jest bardzo interesująca, ale reszta zbyt ilustracyjna.

Obracając się cały czas w muzyce grozy, Jerry Goldsmith postanowił nadać jej też bardziej rozpoznawalnego oblicza, bez ciągłego „bombardowania” atonalnym „suspense`em”. Dlatego postanowił stworzyć prosty konstrukcyjnie, ale bardzo efektywnie brzmiący temat – prym wiedzie w nim idealna dla horroru sekcja wiolonczeli i kontrabasów z towarzyszącym akompaniamentem dętych blaszanych. W dodatku kompozytor ponownie sięgnął do Planet of the Apes, choć tym razem po charakterystyczne „nawoływania” instrumentów dętych. Po raz pierwszy możemy go usłyszeć w Acid Test, jednak tylko w części utworu. Resztę wypełniała mroczna i tajemnicza muzyka ilustracyjna, która w pewnych momentach przypominała mi The Swarm z 1978 roku. Po raz kolejny temat grozy prowadzi „suspense” w The Shaft, choć tym razem Goldsmith użył także jako instrumentu prowadzącego tuby z jej jakże niskim brzmieniem.

Najbardziej mroczną kompozycją na albumie jest tajemniczy, atonalny, wręcz „zimny” w odbiorze muzyczny opis planety ze statkiem Obcego – The Alien Planet. To typowy, ale niesamowicie klimatyczny „underscore” stworzony w oparciu o perkusję i wtrącenia instrumentów dętych. Choć doskonale oddaje atmosferę grozy, słuchając tego kawałka na płycie nie znajdziemy tu raczej momentów, które sobie zanucimy. Mówiąc krótko – ten utwór może nas nieco znudzić.

Omówione tu 35 minut muzyki ilustracyjnej (a więc niezbyt imponujący czasowo materiał) prezentuje tę część partytury, którą Jerry Goldsmith skomponował, zanim Ridley Scott zakończył produkcję samego filmu. Niestety, na tym kłopoty kompozytora się nie skończyły.

Kolejny poważny problem i wyzwanie, przed którym musiał stanąć Jerry Goldsmith do kwestia tzw. „temp-tracku”, czyli prowizorycznej i tymczasowej ilustracji muzycznej do filmu. Jak powiedział sam kompozytor: „Reżyserzy i montażyści używając tymczasowej muzyki w swoich filmach nie wiedzą, że jest to przysłowiowy „pocałunek śmierci” dla kompozytora”. Goldsmith nie znosił tej praktyki z prostego powodu – chciał oglądać film bez żadnej muzyki, aby samego wyrobić sobie pogląd na jej charakter. Ale najgorsze jest to, gdy reżyser podkłada fragmenty partytur, których autorem jest kompozytor piszący akurat muzykę do jego nowego filmu. Niestety, nie ominęło to nawet Goldsmitha, który oglądając roboczą wersję Alien`a wiedział, co może zaraz nastąpić na ekranie, bo znał doskonale podłożoną muzykę. Ridley Scott „wepchnął” do Obcego ilustrację Goldsmitha do Freud`a (był to nominowany do Oskara za muzykę thriller psychologiczny z 1962 roku). Reżyser i producenci byli zachwyceni tym „temp-trackiem’ i nawet pytali się Jerry`ego: „Czy to nie jest wspaniałe?”. Cóż, Goldsmith powiedział tylko jedno: „Nie!”. Postanowił czym prędzej napisać partie demo, wiedział bowiem, że czas jest przeciwko niemu. Scott i reszta ekipy „żyli” z „temp-trackiem” od miesięcy i muzyka ta coraz bardziej im odpowiadała. Gdy skończył pracę i zaprezentował jej owoce, powiedział: „To jest wspaniałe!”. Cóż, kompozytora czekała jeszcze jedna niemiła niespodzianka.

Ridley Scott nie chciał ustąpić. W efekcie, ponad połowa gotowej muzyki została usunięta w filmu i zastąpiona „temp-trackiem”, zwłaszcza tym nieszczęsnym Freud`em. Dodajmy również, że na polecenie Scotta całość napisów końcowych została opatrzona muzyką klasyczną – 2. Symfonią Howarda Hansona (The Romantic). O decyzji reżysera o tak drastycznym zubożeniu muzyki kompozytor dowiedział się po fakcie. Był oburzony, ale nic nie mógł już zrobić. Nie ma co ukrywać, że Ridley Scott nie zachował się zbyt uczciwie wobec kompozytora i to takiej klasy jak Jerry Goldsmith. Można sobie nawet zadać pytanie: skoro współpraca z reżyserem była tak stresująca, dlaczego Maestro zaryzykował 6 lat później pracę na planie Legend? Z jeszcze gorszym wynikiem.

Alien stanowi obecnie muzyczny klasyk w gatunku horroru science – fiction, który w fenomenalny sposób oddaje klimat filmu, który też stał się klasykiem. Jerry Goldsmith pisał muzykę do wielu horrorów, ale tylko kilka z nich znalazło się w panteonie partytur grozy – trylogia The Omen, dwie części Poltergeist i właśnie Alien. Możemy się tylko domyślać słuchając tych 35 minut „original score”, jak zabrzmiałby Obcy, gdyby Goldsmith mógł „przemówić swoim językiem”, bez interwencji reżyserskich. Samo brzmienie nie jest łatwe w odbiorze – dominuje w nim mrok, przemoc i tajemnica. Uwagę zwraca od razu niezwykle urokliwy jak na ten film temat główny – Kosmosu, ale kompozytor poszedł dalej, nie ograniczając się do przerażającego „underscore`u”. Mowa tu o temacie Obcego, a raczej dwóch jego tematach oraz kilku innych – akcji, grozy i „suspense”. Trzeba jednak mocno wczuć się w partyturę, aby odkryć jej oryginalność i urok. Nie spotkamy tutaj heroizmu głównych bohaterów, wojskowych marszy i muzyki romantycznej. Choć Goldsmith z pewnością chciał więcej liryki w filmie. Całość jednak odpowiada bezkompromisowej wizji Ridley`a Scotta nastawionej na atmosferę klaustrofobii, „suspense`u” i przemocy.

Premiera filmu odbyła się 25 maja 1979 roku. Przyniosła reżyserowi szereg nagród, w tym Oskara za efekty specjalne i nominację za scenografię, zaś Jerry Goldsmith dostał nominację do Złotego Globu za muzykę. Film kosztował 11 mln dolarów, a zarobił 185 milionów. Ciekawostką niech będzie fakt, że w 1978 roku tytuł roboczy filmu brzmiał Star Beast. Oficjalnie soundtrack ukazał się dopiero 9 lat po premierze filmu. Główną słabością była (jest) jakość dźwięku (szumy). Jest jednak bardzo dobre wytłumaczenie – w 1988 roku nie nagrywano jeszcze systemem cyfrowym. Istnieją również dwa „bootlegi” – jeden z 80 minutami muzyki (niestety, jakość identyczna z wydaniem podstawowym) i dwupłytowy zestaw hiszpański wydany na 20-lecie filmu z niemal 110-minutami muzyki zawierającej wszystkie kompozycje użyte w filmie oraz odrzucone.


Recenzję napisał: Szymon Jagodziński



Są filmy, które bez względu na panujące w kinematografii mody nigdy się nie zestarzeją i zawsze będą wywoływać wielkie emocje. Jednym z nich jest na pewno - „Obcy: Ósmy Pasażer Nostromo” Ridley`a Scotta. Historię o załodze statku kosmicznego, która walczy ze śmiertelnie niebezpiecznym stworzeniem, obejrzałem już trzy razy i podczas każdego seansu przechodziły mi po plecach ciarki. Na tak silne oddziaływanie emocjonalne filmu składają się: znakomity, oparty na genialnym pomyśle scenariusz, imponująca wyobraźnią plastyczną scenografia według projektu kontrowersyjnego szwajcarskiego rysownika H.R. Gigera, wzbudzający niepokój, jakby dokumentalny sposób prowadzenia kamery, a także ciężka muzyka Jerry`ego Goldsmitha. Warto też powiedzieć, że w „Obcym” reżyser zadaje ważne filozoficzne pytania, z których najistotniejszym jest chyba to, czy odkrywanie wszechświata zawsze będzie bezpieczne i czy w tym poznawczym pędzie nie przestanie się liczyć człowiek.

Postaram się teraz wyjaśnić, na czym polega wspomniana „ciężkość” muzyki Goldsmitha. Do wykreowania tajemniczego nastroju i gęstego klimatu filmu kompozytor posłużył się potężną orkiestrą symfoniczną z uwypukloną sekcją instrumentów dętych blaszanych oraz ostro brzmiącymi smyczkami. Utwory pozbawione są łatwo wpadających w ucho tematów czy melodii, gdyż kompozytor zdecydowanie postawił na rytmikę i kolorystykę. W partyturze dominują krótkie motywy, często oparte na *dysonującej *harmonice, duże skoki dynamiczne, agresywne rozwiązania aranżacyjne. Jak widać, „Obcy” bliski jest dziełom kompozytorów dwudziestowiecznych. Zastosowany tu rodzaj ekspresji mocno kojarzy się z twórczością Arnolda Schonberga, a nawet artystów wywodzących się z nurtu muzyki elektroakustycznej.

Oczywiście wszystkie te cechy powodują, że Goldsmithowska muzyka na płycie, poza filmem nie należy do łatwych w odbiorze. Warto jednak jej wysłuchać kilka razy w skupieniu, aby docenić wysoki poziom artystyczny i walory techniczne. Słuchacza powinna do niej przekonać silna ekspresyjność, nieprzerwane napięcie pomiędzy dźwiękami oraz bogactwo brzmieniowe. Kompozytor wykorzystuje tu całą paletę możliwości artykulacyjnych instrumentów – w głosach trąbek, puzonów i waltorni słyszymy dźwięki chropowate, przytłumione, przeciągłe, ostre, *smyczki grają sucho, ascetycznie, a zaraz przeszywająco agresywnie, mocno *akcentując każdą nutę. Ogromną rolę odgrywa też rozbudowana sekcja perkusji, zwłaszcza instrumenty o twardym brzmieniu, takie jak tomy, czy wysoko nastrojone kotły. Zostały one podobnie użyte w „Planecie Małp” Danny`ego Elfmana. Dominująca na płycie muzyka akcji pełna jest ostrych, krótkich motywów zatopionych w gęstej dźwiękowej masie, z której jednak da się wyodrębnić każdy składnik, co świadczy o mistrzostwie warsztatowym Goldsmitha. Słyszymy na przykład, znane z „Omenu”, szaleńczo wirujące skrzypce z częstymi *glissandami, motoryczny rytm kontrabasów i wiolonczel, niejako porządkujący formę, zdecydowane akcenty dzwonów orkiestrowych itp. Tego typu utwory na początku mogą wydawać się chaotyczne, jednak po pewnym czasie szybko się okazuje, że są bardzo przemyślane i przede wszystkim niezwykle ekspresywne. Nie znajdziemy w nich „pustych” dźwięków.

Ale muzyka w „Obcym” nie tylko wzmaga dramatyzm akcji, czasami ma również charakter liryczny, łagodniejszy, przynajmniej pod względem tempa, dynamiki i harmonii. Przykładem niech będą znakomite „Main Titles” i „The Landing”, charakteryzujące się dostojnymi współbrzmieniami, których majestat podkreśla donośny, elegancki dźwięk instrumentów dętych blaszanych. Pojawia się również piękny, trochę liryczny, ale wciąż nie pozbawiony pierwiastka niepokoju temat, wykonywany przez kwintet smyczkowy i samotną trąbkę, a także prosty, dwu-nutowy, ale niezwykle istotny w kształtowaniu dramaturgii filmu motyw fletów – intrygujący, jakby pozornie niewinny.

„Obcy: Ósmy pasażer Nostromo” jest z pewnością jedną z najciekawszych prac w dorobku Jerry`ego Goldsmitha. Zachwyca oryginalnością, nietuzinkową strukturą i sporą dawką emocji. Ale trzeba pamiętać, że jej ciężar gatunkowy wymaga u słuchacza nieco większego niż zwykle skupienia.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Title - 3:34
2. Face Hugger - 2:35
3. Breakaway - 3:04
4. Acid Test - 4:37
5. The Landing - 4:33
6. The Droid - 4:45
7. The Recovery - 2:47
8. The Alien Planet - 2:31
9. The Shaft – 4:00
10. End Title - 3:02

Razem: 35:34

Dyrygent: Lionel Newman
Orkiestracje: Arthur Morton
Wykonanie: The National Philharmonic Orchestra



Komentarze czytelników:

Łukasz Remiś:

Moja ocena:

To co najbardziej podoba mi się w tej muzyce to piękny, liryczny lecz tajemniczy temat przewodni - wspaniały. Orkiestracje i harmonika dość mocno kojarzą mi się z erą Golden Age i pracami np Miklosza Rozsy - to ciekawe brzmienie.

Kajetan:

Moja ocena:

Muzyka absolutnie bombowa, podobnie jak film. No i bardzo fajne recenzje.

Hubert Drobaczewski:

Moja ocena:

Indeed!

Mefisto:

Moja ocena:

Bardzo fajna recenzja podwójna - co do muzyki to niestety jest bardzo okrojona - polecam Spanish Bootleg, gdzie w pełni docenić można dokonanie Goldsmitha.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Ja tam uważam, że Horner w dwójce zmiażdżył wszystkich, i poprzednika, i następców w późniejszych latach...


  Do tej recenzji jest jeszcze 10 komentarzy -> Pokaż wszystkie