Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Omen (The Omen)

18 Sierpień 2005, 14:53 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Rok wydania: 1976
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Omen (The Omen)

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
Ta muzyka otrzymała nagrodę Oscara
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plZrealizowany w 1976r. „Omen” w reżyserii Richarda Donnera przeszedł do historii kina jako jeden z najwybitniejszych filmów grozy. Jego pojawienie się wskrzesiło kontrowersyjny nurt horroru satanistycznego, zapoczątkowany przez słynne „Rosemary’s Baby” Romana Polańskiego. Fabułę „Omenu” stanowią konsekwencje potajemnego adoptowania dziecka przez pewnego amerykańskiego dyplomatę. Z czasem okazuje się, że chłopiec jest wcieleniem szatana i zagraża przybranym rodzicom. Jak nietrudno się domyślić, tak niesamowita historia trzyma widza w ogromnym napięciu. Jest to zasługą i scenarzysty, i reżysera, i aktorów, z Gregorym Peckiem na czele. Jednak wszyscy krytycy są zgodni, że film nie miałby tego niepowtarzalnego nastroju, gdyby nie muzyka - Jerry’ego Goldsmitha.

Kompozytor stworzył dzieło niezwykle oryginalne, znacznie odbiegające od konwencji muzyki do filmu grozy. W typowej kompozycji do tego gatunku słyszymy zwykle orkiestrę symfoniczną grającą suspensowy albo skrajnie dynamiczny underscore. Jest to sztampowa ilustracja dramatycznych wydarzeń na ekranie i z reguły bez obrazu trudno jej słuchać. Natomiast muzyka do „Omenu” prawie w całości została oparta na ekspresyjnym chórze, wzbogaconym o *kontrapunkt orkiestry. Goldsmith położył szczególny nacisk na melodykę, nadając swemu dziełu formę samodzielnej, klasycznej kompozycji, w której znalazło się miejsce na pełne rozwinięcia tematyczne. Zastosował też wyraźny podział na utwory bardzo mocne, niosące w sobie niepokój i zapowiedź zła, oraz spokojne, przynoszące chwile wytchnienia. Balansowanie tymi nastrojami daje wrażenie różnorodności stylistycznej.

Zarówno płytę, jak i film otwiera „Ave satani” utwór będący czymś w rodzaju demonicznego hymnu. Już od pierwszych jego taktów możemy się spodziewać, że wysłuchamy soundtracku nietuzinkowego. „Hymn” śpiewany jest po łacinie przeszywającym *piano. W jego wstępie słyszymy prosty, ale niezwykle kunsztownie rozpisany na głosy, motyw. Szybko przerywają go dwa interwały fortepianu, lecz po chwili znowu powraca, wzbogacony już o kontrabasy, które pełnią rolę dodatkowego głosu wprowadzającego do tematu przewodniego utworu. Ów temat został oparty na groźnym ostinato kontrabasów oraz fortepianu i prowadzony jest przez dwie wyraźne grupy głosów męskich i żeńskich, a ekspresję potęgują w nim krótkie frazy skrzypiec i kotłów. Potęga brzmienia i diaboliczny spokój chóru robią piorunujące wrażenie. Na płycie jest jeszcze kilka utworów o tym charakterze, które mogą wywrzeć na słuchaczu podobne wrażenie. Są to na przykład „The Altar” z mrożącymi krew w żyłach „podszeptami” chóru czy „The Demise of Mrs Baylock” z histerycznymi wręcz sopranami „podsycanymi” wyjątkowo szybkimi melodycznymi sekwencjami smyczków.

Kontrastem dla muzyki opisanej wyżej są utwory bardzo spokojne, sielskie i romantyczne, które ilustrują błogie chwile szczęścia kochających rodziców dziecka szatana. Oparte zostały praktycznie na jednym, ale jakże cudownym temacie, który poznajemy już w drugim utworze – „The New Ambasador”. Wykonują go kolejno *smyczki z akompaniamentem figuracji harfy, fortepian solo, flet, obój i na koniec wszystkie instrumenty razem. Słuchacz będzie mógł śledzić ów temat z bogatymi przetworzeniami jeszcze wiele razy. Stanowi on kojące wytchnienie po złowieszczych częściach dzieła.

Cały *score trwa zaledwie trzydzieści pięć minut, ale dzięki temu uniknięto niepotrzebnych powtórek. Największym walorem muzyki Goldsmitha jest to, że będąc doskonałą ilustracją filmu jest jednocześnie dziełem autonomicznym.

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę, że nie każdy zaakceptuje nie tylko mroczny klimat muzyki, ale i satanistyczny tekst śpiewany przez chór. Wprawdzie nie ma on dla kompozycji większego znaczenia, jednak wersy „Ave satani, versus Christus” są wyraźne i zapewne wielu mogą zgorszyć. Mnie też z początku raziły, ale po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty przestałem na nie zwracać uwagę i skoncentrowałem się na kontemplowaniu doskonałości partytury. Uważam, że omawiany score powinien znaleźć się w płytotece każdego miłośnika muzyki filmowej. Jest to bowiem jedyna praca Goldsmitha, spośród siedemnastu nominowanych, nagrodzona przez członków Akademii Filmowej statuetką Oscara. Pozycja obowiązkowa, Goldsmith w najwyższej formie!

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Ave Savani - 2:38
2. The new ambassador - 2:36
3. Killer`s storm - 2:56
4. A sad message - 1:46
5. The demise of mrs. Baylock - 2:59
6. Don`t let him - 2:48
7. The piper dreams - 2:43
8. The fall - 3:45
9. Safari park - 2:09
10. The dog`s attack - 5:55
11. The homecoming - 2:48
12. The altar - 2:02

Razem: 35:05



Komentarze czytelników:

Balu:

Moja ocena:

Muza jest świetna ( nie wspominając o filmie ) ... Bardzo mi się podoba ... jest straszna i słuchając ją późno w nocy potrafi naprawdę przestraszyć ... polecam ją wszystkim którzy lubią sie troszQ pobać :]

Adam Krysiński:

Moja ocena:

No muzyka jest rzeczywiście genialna. Oskar zasłużony. Mnie nie podchodzi jednak ten styl, ale szanuję ten score. Po prostu horror to nie jest mój ulubiony filmowy gatunek...

Caparso:

Moja ocena:

"Omen"to najlepszy score Jerrego Goldsmitha a także jeden z najlepszych jakie kiedykolwiek powstały.To arcydzieło,muzyka,która zapiera dech w piersiach.Film "Omen" napewno nie odniósłby takiego sukcesu gdyby nie muzyka Goldsmitha.Jest niewyobrażalnie mroczna,straszna,przerażająca a także romantyczna i refleksyjna.Score jest podzielony na dwie części(jedna-mroczna,druga-romantyczna)."Omen"to muzyka bardzo bogata i wybitna.To nie jest muzyka,to już jest legenda.

MaciekG:

Moja ocena:

"Ave Satani" mrozi krew w żyłach (szczególnie w nocy). Całość jest rewelacyjna. Straszna muzyka ale wciąga jak diabli (heh). Szczególnie polecam wydanie Deluxe Edition (ciężkie do zdobycia ale dla chcącego nic trudnego:) Zresztą co będe tu nawijał moja ocena mówi sama za siebie. A ja rzadko daje piątke (chyba że Williamsowi).

Olek Dębicz:

Moja ocena:

Wybaczcie, ale przez moje roztargnienie zrecenzowałem pierwsze wydanie, zamiast wersji "Deluxe". W najbliższej przyszłości uzupełnię tekst zmieniając go tym samym na opis wydania z 2001r.


  Do tej recenzji jest jeszcze 9 komentarzy -> Pokaż wszystkie