Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Kobieta w błękitnej wodzie (Lady In The Water)

20 Wrzesień 2006, 16:27 
Kompozytor: James Newton Howard

Orkiestracje: Jeff Atmajian, Brad Dechter, Jon Kull
Dyrygent: Pete Anthony

Rok wydania: 2006
Wydawca: Decca Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Kobieta w błękitnej wodzie (Lady In The Water)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Płytę dostarczyła firma:
Universal Music
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plFilm Kobieta w błękitnej wodzie to chyba największa porażka M. Nighta Shymalana, jednego z najciekawszych współczesnych reżyserów i scenarzystów. Zawiodły w nim elementy, które dotąd stanowiły o atrakcyjności i sukcesie dzieł hinduskiego artysty. Mam na myśli przede wszystkim naciągany scenariusz oraz zaskakująco nieprzemyślaną kompozycję. Brak napięcia, a także absolutnie niewiarygodne poczynania bohaterów, sprawiają, że mimo baśniowej konwencji, widz nie ma szans na dziewicze wejście w wykreowany przez reżysera świat. Całość trochę ratuje naprawdę znakomite aktorstwo, szczególnie perfekcyjnego Paula Giamatti`ego.

Kobieta w błękitnej wodzie może być kolejnym dowodem na doskonałe zrozumienie i zbieżność koncepcji artystycznych Shymalana i kompozytora muzyki, Jamesa Newtona Howarda. Jestem pewien, że Howard w stu procentach sprostał oczekiwaniom reżysera, malując dźwiękami baśniowe, czarodziejskie tło opowieści. Niestety jej niski poziom sprawia, że bardzo trudno zachwycić się ścieżką dźwiękową. Napięcie, jakie starał się wnieść autor muzyki, niszczą absurdalne zwroty fabularne. Dlatego, pomijając sceny ze zbyt dużą dawką patosu, w dużej mierze zbudowanego przez muzyczne tematy, za znikomy wpływ Howarda na klimat filmu obwiniam reżysera.

Na szczęście wytwórnia DECCA wydała płytę i od razu powiem, że aby docenić i odkryć piękno utworów, napisanych do Kobiety w błękitnej wodzie, lepiej wysłuchać ich jako dzieł autonomicznych, czyli właśnie na albumie. Jego odbiór uatrakcyjnia rzadka w muzyce filmowej spójność formalna i stopniowe, bardzo płynne ewoluowanie muzyki, tak w kontekście jednego utworu, jak i całej płyty. W ogóle należy powiedzieć, iż spośród wszystkich kompozycji Howarda, omawiana jest chyba najbardziej ujednolicona pod względem stylistycznym. Nie znajdziemy w niej nagłych, gwałtownych skoków dynamicznych i ciężkich w oderwaniu od obrazu „ataków” instrumentów perkusyjnych, znanych chociażby z Osady, słusznie uznawanej za najznakomitsze dzieło Howarda. Trzeba przy tym podkreślić, że film Shymalana jak zwykle nie pozbawiony jest scen grozy. Zostały one zilustrowane z należytym dynamizmem, ale jednocześnie doskonale komponują się z utworami o spokojniejszym charakterze. Słuchacz nie odczuwa zatem nieprzyjemnego kontrastu.

Jak już wspomniałem muzyka ta jest bardzo przemyślana i spójna, a świadczy o tym chociażby pierwszy utwór, Prologue. Rozpoczynają go delikatne, ale jednocześnie tajemnicze, długie dźwięki żeńskiego chóru, na które nakładają się rozłożone akordy czelesty, nadające brzmieniu baśniowego charakteru. Ta subtelna poświata wprowadza nas do jednej z głównych fraz, chóru i kwintetu smyczkowego. Jest dziewicza, intymna, ale również trzymająca w napięciu. Napięcie to zostaje zaraz rozładowane w niezwykle urzekający sposób. Takiego pięknego rozwiązania u Howarda jeszcze nie słyszałem. Sekret tkwi we wspaniałej instrumentacji. Harmonię i melodykę z poprzedniej frazy rozładowują opadające, niczym małe wodospady, *pasaże fletów, którym *kontrapunktuje pełna przestrzeni, ciepła melodia *waltorni. Brzmienie uzupełniają spokojne współbrzmienia wiolonczel i kontrabasów. Szkoda tylko, że ten odrealniony, niesamowity ciąg przerywają wyjątkowo tandetne, kompletnie nie pasujące do całości rozłożone akordy fortepianu, typowe dla muzyki pop, i w dodatku tej z niezbyt wysokiej półki. Kicz pogłębiają jeszcze kotły, których rola zbliżona jest do funkcji wielkiego bębna zestawu perkusyjnego w popowych pioseneczkach. Fragment krótki (od 1:30 do 1:53), ale strasznie rażący. Na szczęście to jedyny wyjątek, dalej muzyka płynie tak jak wyżej opisałem.

Fenomenalną ciągłość słychać w trochę Zimmerowskim, ze względu na ewolucyjną budowę, instrumentację i motorykę, utworze Charades. Słyszymy w nim nakładające się na siebie różne warstwy: długie dźwięki waltorni, krótkie, figuracyjne motywy fletów oraz dwu-nutowe klarnetów i obojów, krótkie pociągnięcia smyczków wiolonczel i kontrabasów, będących źródłem napięcia, oraz bardzo Elfmanowskie, narastające *smyczki. Styl twórcy „Batmana” podkreślają jeszcze *czelesta i przytłumione, motoryczne kotły. „Charades” to prawie sześć minut nieprzerwanego ciągu - prawdziwa muzyczna rzeka, płynąca spokojnym, jednostajnym nurtem (rytmika, pulsacja), ale skrywająca w sobie jakąś tajemnicę (fascynująca *harmonika). Podobnie skonstruowany jest Cereal Boxes.

Nieco sielski klimat możemy usłyszeć w Ripples in the Pool oraz End Title, utworach o rzewnej melodyce i idyllicznych współbrzmieniach. Natomiast jeśli chodzi o mocniejszą, dynamiczną część partytury, myślę, że warto wspomnieć o Walkie Talkie z ostrymi, suchymi smyczkami, głębokimi dźwiękami fortepianu w niskim rejestrze a także przeszywającymi motywami instrumentów dętych blaszanych. I tu jednak słyszymy stopniowe narastanie, dlatego nie odczujemy specjalnego kontrastu. Ale wyjątkiem jest The Great Eatlon, będący swoistą kulminacją partytury Howarda. Ilustrował zresztą finał filmu. Charakter zmienia się na pełen grozy, a nawet heroiczny (dysonujące i podniosłe współbrzmienia oraz mocne, szybkie motywy smyczków i sekcji dętej blaszanej), a brzmienie na potężne (pełna orkiestra symfoniczna z chórem). Każdy dźwięk, motyw, fraza mają tu w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Tego typu wybuch emocji słyszałem ostatnio w Znakach. Mistrzostwo.

Bardzo dobre wrażenie, jakie pozostawia kompozycja Jamesa Newtona Howarda psują zupełnie bez sensu dołączone piosenki. Wprawdzie zostały użyte w filmie, ale dodanie ich do materiału orkiestrowego jest wyjątkowym idiotyzmem. O ile jeszcze The Times They Are A-Changin, wykonywaną przez A Whisper in The Noise, słucha się przyjemnie, to pozostałe trzy – mocne, rockowe, oparte na ostrych gitarach elektrycznych – wywołują nie tyle konsternację, co niesmak.

Reasumując: moim zdaniem „Kobieta w błękitnej wodzie” jest jedną z najlepszych kompozycji Jamesa Newtona Howarda i na pewno jedną z najciekawszych partytur tego roku. Szkoda tylko, że zmarnowaną w filmie.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Prologue - 02:52
2. The Party - 06:41
3. Charades - 05:50
4. Ripples In The Pool - 01:50
5. The Blue World - 04:26
6. Giving the Kii - 01:49
7. Walkie Talkie - 02:08
8. Cereal Boxes - 02:33
9. Officer Jimbo - 03:31
10. The Healing - 04:04
11. The Great Eation - 04:42
12. End Titles - 01:44
13. The Times They Are A-Changin - 06:00
14. Every Grain of Sand - 04:16
15. It Ain`t Me Baby - 03:46
16. Maggie`s Farm - 03:36

Razem: 59:48



Komentarze czytelników:

Andy:

Moja ocena:

No cóż, spodziewałem sie czegoś więcej po tej muzyce. Zwłaszcza po tym jak na zagranicznych stronach internetowych nzywano ją "na razie najlepszą partyturą roku". Płyta bajkowy, tajemniczy klimat może i posiada, ale wszystko to przyćmiewają kiczowate zagrania aranżacyjne, które recenzent świetnie wskazał.

Jeremi:

Moja ocena:

Film jest faktycznie tragiczny. Shymalan i taki scenariusz? Aż się wierzyć nie chce. Muzyka natomiast trzyma poziom. mocna czwóreczka.

Koper:

Moja ocena:
bez oceny

Ostatnio skrzyczałem Olka za Aliens, to teraz mu pogratuluję dobrej recenzji. :) Tylko chyba nie ma się co czepiać tych fortepianó z Prologu - toż to ledwo słychać. No, ale wierzę Olek, że akurat w tym elemencie słuch masz wyrobiony, więc nie będę dyskutował. Aczkolwiek dla przeciętnego słuchacza te fortepiany nie będą na pewno razić tandetą, czy coś takiego. :) Filmu nie widziałem, ale nie wiem skąd te zdziwienia że jest słaby. Hinduski reżyser zaczął z wysokiego C realizując "Szósty zmysł" a potem było tylko gorzej. Dla mnie już "Znaki" były fatalne. Na "Lady in the Water" absolutnie się nie wybieram.

Mefisto:

Moja ocena:

Naprawdę wspaniała muzyka. Natomiast nie wiem co się tak czepiacie tych piosenek. Po pierwsze są na samym końcu i płynnie przechodzi się z partytury Howarda do tej pierwszej. A po drugie nie są takie złe. To nie to co Tiesto na POTC2 :P

Kajetan:

Moja ocena:

Jak na razie soundtrack roku! Polecam


  Do tej recenzji jest jeszcze 9 komentarzy -> Pokaż wszystkie