Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Casino Royale

22 Listopad 2006, 09:55 
Kompozytor: David Arnold

Orkiestracje, dyrygent: Nicholas Dodd

Rok wydania: 2006
Wydawca: Sony Classical

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Casino Royale

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Po premierze jubileuszowego 20 Bonda Śmierć nadejdzie jutro wielu recenzentów w swoich tekstach było wyjątkowo nieprzychylnych tej produkcji. Przeciwko twórcom filmu wytoczono ciężkie działa, krytykując, za co tylko się dało i twierdząc nawet, iż jest to najgorszy Bond w cyklu. Ostateczny werdykt brzmiał: formuła się wyczerpała, czas na zmiany, bo inaczej dojdzie do katastrofy i najdłuższa filmowa seria w światowym kinie może zakończyć swój żywot w nieciekawy sposób. Mimo, iż Śmierć nadejdzie jutro przyniósł wytwórni MGM/UA krociowe zyski producentka serii Barbara Broccoli wzięła sobie do serca głosy krytyki i zapowiedziała duże zmiany. Świat obiegła wiadomość, iż podziękowano Pierce`owi Brosnanowi, a jego miejsce zajął kilkanaście lat młodszy Anglik Daniel Craig. Wkrótce okazało się również, że 21 Bond będzie znacząco odbiegać konwencją od poprzedników, miała to bowiem być ekranizacja pierwszej powieści Iana Fleminga Casino Royale, gdzie James Bond dopiero staje się agentem Jej Królewskiej Mości i otrzymuje licencję na zabijanie. Zanim jeszcze Daniel Craig pojawił się w bondowskim wcieleniu, bardzo wielu fanów Bonda wydało już na niego wyrok, twierdząc, że jest brzydki, ohydny i w ogóle nie ma charyzmy. Jakże niesłusznie go krytykowano – Craig znakomicie sprawdził się w swoim pierwszym występie w charakterze 007, pokazał znakomite zdolności aktorskie, charyzmę, a niewątpliwy brak urody przyćmił swoim urokiem osobistym. Sam film zaś to moim zdaniem jeden z najlepszych Bondów w cyklu (choć Szpieg, który mnie kochał ani Goldfinger to to nie jest). Już dawno film z serii produkowanej przez klan Broccolich nie przyniósł mi takiej satysfakcji. Podobnie jak w 1969r (W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości) czy w 1981r gdy po zupełnie idiotycznym i pełnym nieprawdopodobieństw Moonrakerze przyszedł realistyczny, odmieniony Tylko dla twoich oczu także i w 2006r doszło do zmian w bondowskiej formule, lecz nigdy wcześniej nie były one tak duże, tak odczuwalne i tak dobrze nie zrobiły tej serii. Pomijając już szczegóły w tej materii, Bond nr 21 wyróżnia się przede wszystkim znakomitym aktorstwem i charakterami postaci, lecz główną zaletą niespodziewanie okazały się być przepyszne dialogi (zwłaszcza wymiany zdań i cięte riposty między Bondem a Vesper Lynd). Spore wrażenie robią także dopieszczone do ostatniego szczegółu sekwencje akcji (imponująca jest zwłaszcza sekwencja na lotnisku w Miami jakby żywcem wyjęta z jednej z części Szklanej pułapki), chociaż pierwsza z nich zrealizowana w Afryce jest wyraźnie zbyt długa i nużąca, a twórcom po raz kolejny nie udało się uniknąć błędu dwóch kulminacji, podobnie jak w ostatnim Bondzie czy Ośmiorniczce gdzie po kapitalnej, pełnej napięcia scenie z rozbrajaniem bomby w cyrku twórcom nie udało się już wyzwolić w widzach napięcia w następnej sekwencji finałowej.

W zasadzie jedynym elementem, który można by równocześnie umieścić na szali zalet i wad okazała się być muzyka Davida Arnolda. Gdy zabierał się on za pisanie muzyki do Casino Royale „uroczyście” obiecywał rewolucyjne zmiany w bondowskiej muzyce – miało przyjść coś zupełnie nowego i świeżego. Powiedziałem sobie wówczas, że z tej obietnicy przede wszystkim rozliczę angielskiego kompozytora. Szczerze mówiąc nie liczyłem na wiele po ilustracji Casino Royale, bo czegoż można się spodziewać po twórcy popadłemu od kilku lat w wyraźną przeciętność, który od czasu Dnia Niepodległości nie stworzył dzieła, któremu z czystym sumieniem można by przyznać więcej niż 4 gwiazdki, a jego każda kolejna ilustracja napisana do filmu o 007 okazywała się być ciut gorsza od poprzedniej. Zgodnie z przewidywaniami nie powstało dzieło, które zapisze się złotymi zgłoskami w historii Bonda, za to stworzona została kompozycja przynosząca dość mieszane uczucia, wobec której trudno wydać jednoznaczny werdykt. Nie ma zapowiadanej rewolucji, za to są niewielkie zmiany. Nie ma czegoś całkowicie odświeżającego i powalającego na kolana, za to Arnold usunął pewne elementy, które nie pasowały do konwencji Casino Royale i fabuły filmu. Pomijając na chwilę sam film, na albumie nie ma napisanej przez Chrisa Cornella przy udziale Davida Arnolda piosenki You Know My Name - ten odważny krok, który na pewno spowoduje drastyczny spadek sprzedawalności soundtracku Casino Royale został podyktowany względami prawnymi. Po prostu prawa do piosenki miała inna wytwórnia, która nie wyraziła zgody na umieszczenie songu na płycie. Doszło więc do ciekawego precedensu, oto pierwszy raz na soundtracku z filmu o 007 została umieszczona wyłącznie muzyka ilustracyjna, a jest jej bagatela, aż 74 minuty.

Pierwsza rzecz, na jaką natkniemy się słuchając albumu Casino Royale to muzyka akcji. W tym elemencie David Arnold nie wprowadził jakichś drastycznych zmian. Jest to w zasadzie typowy action-score spod ręki Arnolda – muskularny, nadęty i dynamiczny ze znacznymi zaburzeniami harmonii. Symfonika z dominującą sekcją dęta, rytmicznymi smyczkami oraz elektroniką (wszystko w proporcjach mniej więcej takich jak w The World is Not Enough) otrzymuje w Casino Royale również wsparcie od etnicznej perkusji w African Rundown i Stairwell Fight - w tym ostatnim Arnold wprowadza także ostry gitarowy riff i przeszywające brzmienie fletu razem z dynamiczną afrykańską perkusją mające uczynić muzyką bardziej agresywną, dziką i duszną. Podczas kinowego seansu Casino Royale dynamiczna muzyka akcji Arnolda sprawiła na mnie wrażenie szalenie rozbuchanej, agresywnej i głośnej – nie jednemu widzowi podczas sensu włos się od niej zjeżył na głowie, lecz na albumie co ciekawe ta ściana dźwięku okazała się zmaleć, a muzyka wydała się mniej ekscytująca. Tym razem action-score Arnolda na albumie niezbyt dobrze się słucha. Jego muzyka akcji, choć jest niezwykle rozbudowana i złożona technicznie to pozbawiona została mocnej podstawy w postaci James Bond Theme i pewnej atrakcyjności brzmieniowej (brak mi tych krzykliwych bondowskich dęciaków) a stała się bardzo jednostajna, jeśli chodzi o barwy i bardzo mroczna, momentami chaotyczna oraz pozbawiona ciekawych rozwiązań harmonicznych i interesujących motywów, które pozwoliłyby jej zapaść w pamięć słuchacza. Może w pełni zadowolić, co najwyżej mało wymagających słuchaczy, którzy lubią, gdy muzyka głośno dudni im w pokoju. Natomiast działanie action-score w filmie to już zupełnie inna historia. Tutaj kompozycje Arnolda okazują się być prawdziwą siłą napędową scen akcji, czynią ich oglądanie szalenie ekscytującymi – czym byłaby sekwencja akcji w Miami bez muzyki Arnolda. Nie raz Anglik był często krytykowany przez część fanów serii za chorobliwe rozdęcie i prymitywną ścianę dźwięku w swojej muzyce akcji z Bonda, która nie pasowała do wizerunku Bonda, który nie jest silnorękim i pustogłowym klockiem za to wychodzi z każdej opresji działając intelektem. Ale w przypadku Casino Royale stylistyka action-score Arnolda okazała się idealnie pasować do sekwencji akcji, tym razem, bowiem mamy dużo typowej hollywoodzkiej akcji, zaś Bond wali po pyskach swoich adwersarzy jak nigdy wcześniej – prawdziwy strzał w dziesiątkę. Action-score to niewątpliwie bardzo mocny punkt tej ilustracji w filmie.

Kolejny element tej ilustracji, z jakim spotkamy się słuchając albumu to mroczno-liryczny underscore. Początkowe kompozycje z albumu przypominają swoim brzmieniem i klimatem muzykę Arnolda z Bonda Świat to za mało - *smyczki, fortepian, harfa i łagodna elektronika w tle nawiązujące chociażby do Elektra czy Access Denied. Innym razem znać inspirację inną, bardzo przeciętną kompozycją Arnolda z filmu Michaela Apteda Enough. Niestety także i w tym przypadku Arnoldowi nie udaje się zainteresować na dłużej słuchacza, głównie ze względu na wtórność kompozycji i brak ciekawych pomysłów. Apogeum niesłuchalności muzyki wypada w środku albumu gdzie pojawiają się ilustracje bardzo długiej sekwencji gry w pokera w tytułowym Casino Royale w Czarnogórze. To przykład skrajnie funkcjonalistycznego, psychologicznego underscore mającego na celu ukazać wewnętrzne emocje pokerzystów grających o horrendalne stawki i wyzwolenia w widzach napięcia – wyjątkowo źle funkcjonujące na albumie połączenie mrocznej elektroniki i minimalistycznie wykorzystanych klasycznych instrumentów, które przygotowuje słuchacza na porcję symfoniczno-syntetycznej kakofonii i chaosu w bardzo niestrawnym wydaniu w Dirty Martini.

W tym morzu męczącego underscore pojawia się jednakże to, czego w bondowskiej muzyce nigdy nie powinno zabraknąć czyli tematyczna liryka. Arnold napisał dwa tematy dla filmowych kobiet Bonda – tajemniczy, intrygujący temat smyczkowo-harfowy dla przepięknej ciemnowłosej Solange, a także bardziej radosny i sielski temat napisany dla Vesper Lynd, funkcjonujący także jako temat miłosny. Bardzo mnie uradowało, że tym razem Arnold nie papugował melodii z You Only Live Twice ani innej lirycznej melodii Johna Barry`ego z Bonda, lecz w temacie Vesper dyskretnie nawiązuje on do tematów z Frances i Pożegnania z Afryką, temat zaś jest skrojony i zaaranżowany w typowy dla Barry`ego sposób – w ruch idą: *róg, smyczki i flet. Są to kolejne solidne tematy liryczne spod ręki Davida Arnolda, które jednakże nie zapiszą się do bondowskiej klasyki. Warto także powiedzieć o melodii z piosenki You Know My Name - jako, że Anglik był jej współautorem mógł wreszcie wpleść jej elementy do swojej ilustracji, lecz moim zdaniem nie uczynił tego należycie. W zasadzie tak jak w Świat to za mało używa fragmentów melodii, gdy akcja przenosi się w nowe lokacje i widzimy na ekranie barwny pejzaż – w tym wypadku są to Blunt Instrument, I`m The Money i Aston Montenegro. Żal nie wykorzystanej szansy, aż chciało by się usłyszeć pełne rozwinięcie tej melodii choćby w jednej kompozycji.

Na koniec nie można nie wspomnieć o legendarnym James Bond Theme Normana i Barry`ego, bez którego nie sposób wyobrazić sobie bondowskiej ilustracji. Ze względu na fabułę filmu, to że postać i charakter ekranowego agenta dopiero kształtują się w Casino Royale David Arnold nie mógł użyć tej słynnej melodii w całej okazałości ani w scenach akcji, które zawsze opierał na tym temacie ani w innych sekwencjach. Prezentuje nam w ilustracji elementy James Bond Theme np. w dwóch, trzech utworach rozpoczynający zwykle ten temat cztero-nutowy podkład melodyczny zaś w Dinner Jackets pojawia się swingująca perkusja i seksowna bondowska trąbka grająca refren tematu połączony z urywkiem melodii z You Know My Name. James Bond Theme w pełnej krasie zostaje zaprezentowany w finalnym The Name`s Bond... James Bond i jest to wersja dosyć wierna oryginałowi z 1962r.

Jak wspomniałem ilustracja Casino Royale Davida Arnolda może wywoływać mieszane uczucia. Z jednej strony kompozytor nie wywiązał się z pokładanych obietnic i nie dokonał rewolucyjnych zmian, o których mówił, za co należy mu się duży minus. Nie pierwszy i za pewne nie ostatni raz górę wzięło przywiązanie do własnego stylu komponowania. Lecz z drugiej strony to co skomponował zaskakująco dobrze zadziałało w filmie – zarówno psychologiczny underscore w scenach gry w pokera, czarno-białych scen morderstw z początku filmu czy otrucia Bonda, przekonująca liryczna muzyka w romansie Bonda, a przede wszystkim idealnie trafiona muzyka akcji – muzyka w filmie naprawdę może satysfakcjonować. Lecz równocześnie o ilustracji Casino Royale można powiedzieć, iż jest to znak naszych czasów – muzyka bardzo funkcjonalistyczna i nastawiona prawie wyłącznie na działanie w filmie, a zarazem niestety mająca bardzo wiele wad i mocno zawodząca, jeśli chodzi o jej byt w oderwaniu od obrazu. Wiele razy już to przerabialiśmy, lecz w przypadku Bonda zdarzyło się to dopiero drugi raz. Jest to muzyka przeciętna, jeśli chodzi o oryginalność - takie odarte z własnego charakteru, powstające taśmowo ilustracje są w Hollywood na porządku dziennym. Muzyka mocno zatraciła bondowski charakter i odrębność gdyż tak musiało być w tym przypadku ze względu na wspomnianą fabułę i „narodziny” Bonda – taka koncepcja ilustracji sprawdziła się w filmie. Lecz poprzez to zatracenie charakteru, brak oryginalności, nadmierną ilustracyjność, a także totalnie przesadzoną długość albumu i nietrafione proporcje mogę Casino Royale polecić głównie fanatycznym miłośnikom Davida Arnolda.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. African Rundown - 06:52
2. Nothing Sinister - 01:27
3. Unauthorized Access - 01:08
4. Blunt Instrument - 02:22
5. CCTV - 01:30
6. Solange - 00:59
7. Trip Aces - 02:06
8. Miami International - 12:43
9. I`m The Money - 00:27
10. Aston Montenegro - 01:03
11. Dinner Jackets - 01:52
12. The Tell - 03:23
13. Stairwell Fight - 04:12
14. Vesper - 01:44
15. Bond Loses It All - 03:56
16. Dirty Martini - 03:49
17. Bond Wins It All - 04:32
18. The End Of An Aston Martin - 01:30
19. The Bad Die Young - 01:18
20. City Of Lovers - 03:30
21. The Switch - 05:07
22. Fall Of A House In Venice - 01:53
23. Death Of ....... - 02:50
24. The Bitch Is Death - 01:05
25. The Name`s Bond ... James Bond - 02:49

Razem: 74:07



Komentarze czytelników:

Łukasz Remiś:

Moja ocena:

Zgadzam się z oceną Damiana. Na płycie jest zbyt dużo suspensu i brakuje tematu. Skoro Arnold nie mógł użyć James Bond Theme, to powinien szerzej wykorzystać temat z You Know My Name. Moim zdaniem to bardzo dobra melodia, zorkiestrowana w bondowskim stylu.

Janusz Pietrzykowski:

Moja ocena:

Niestety ale wg mnie ten score zasługuje jedynie na 3 kę zarówno w filmie jak i na płycie. Action-score jest zbyt hałaśliwy i nawet w scenie na lotnisku nie pasuje całkowicie do obrazu - dominuje nad obrazem zamiast go wspomagać. Jedynie tematy Solange i Vesper są niezłe z lirycznej części scoru ale też bez rewelacji. African Rundown to kawałek dobrej roboty zwłaszcza wprowadzenie bębnów które wspaniale pasują do pogoni na Madagascarze. Reszta muzyki nie pozostawia żadnego śladu po sobie a You Know My Name to słaba piosenka i użycie jej jako lejtmotivu w filmie nie sprawiało mi satysfakcji w odbiorze. Swoje opinie wyraziłem już na forum ale powtórzę - to nieciekawy score i poza kilkoma przebłyskami talentu Arnold nic nowego nie zaprezentował wbrew swoim zapowiedziom. Gdyby nie konwencja filmu - presequelowa -możnaby było użyć częsciej JB Theme. Niestety nie było to możliwe zgodnie z uzasadnieniem, ze CR to wprowadzenie do Bonda. Stąd użycie YKMN jako tematu przewodniego ale to dla mnie kiepska piosenka więc nawet przetransponowanie jej na instrumentalną wersję mnie nie zadowoliło. Za to bardzo dobre moim zdaniem było License2Kills(wersja Itunes - dodatkowe tracki) z pierwszej sceny w filmie - bardzo mroczne, minimalistyczne w dużej mierze - wzorowane na starych ilustracjach do Bondów. Ciekawe jest też CCTV i Unauthorised Access. The Death Of Vesper doskonale ilustruje dramatyczną scenę z finału filmu a The Name`s Bond...James Bond to kolejna świetna aranżacja James Bond Theme, bardzo wierna oryginałowi. Ale to za mało jasnych punktów na płycie i w filmie, żeby zasłużyc na więcej niż trzy...

scoreman:

Moja ocena:

Dla mnie ocena autora recenzji i przedmówców jest zdecydowanie zbyt surowa. Nie mogę pojąć, jak można sytuować score do "Casino Royale" na tym samym poziomie (w sensie ocen) co ilustracja "The World Is Not Enough". Przecież "TWINE" to najbardziej "rzeźniczy", ciężkostrawny i pusty soundtrack z wszystkich Bondów, czego najlepszym przykładem jest to, co Arnold zrobił z James Bond Theme w kawałku "Caviar Factory". Ten i tamten score to niebo i ziemia.
"Casino Royale" wypada na tle innych bondowskich kompozycji Arnolda dobrze, zwłaszcza gdy przesłucha się cały materiał 90-minutowy (razem z bonusami itunes). Bardzo się cieszę, że James Bond theme w całości pojawia się dopiero na końcu (zresztą w bardzo ciekawej aranżacji). Nie należę do tych, którzy muszą słyszeć ten kawałek w każdej scenie. Zadanie było trudniejsze niż zwykle. Do jej pory Arnold po mistrzowsku potrafił wpleść temat Bonda w muzykę akcji (np. "Come In 007, Your Time Is Up" albo "Hovercraft Chase"), a teraz nie mógł po niego sięgnąć. A mimo to udało mu się napisać ciekawy action score - dla mnie najlepszy w "African Rundown".
Cieszę się, że o wiele więcej niż zwykle u Arnolda jest tematów lirycznych, w tym jeden 5-minutowy (traktowane przeze mnie razem "Im Yours" i "City of Lovers"). Prawdziwa gratka, dawno nie było tak długiego i ciekawego tematu miłosnego. Brawa dla Davida.
Jedyne, czego mi brakuje - i tu zgadzam się z autorem recenzji - to brak pełnego rozwinięcia melodii z piosenki "You Know My Name". Według mnie fragmenty, jakie słyszymy w "Im the Money" czy "Dinner Jackets", sytuują te melodię bardzo wysoko w całej historii muzyki bondowskiej. Tym motywem Arnold rewelacyjnie wywiązał się z obietnicy, że powstanie całkowicie nowy temat muzyczny, przewijający się przez cały film (tak jak w "On Her Majestys Secret Service"). Tylko dlaczego to są tylko kilkunastosekundowe urywki?
Nie zgadzam się z opinią, że po wyjściu z kina albo przesłuchaniu płyty nic z muzyki nie zostaje. Za mną "chodzi" wiele kawałków z tej płyty.
Nie bardzo rozumiem narzekania na jej długość. Dla mnie to wymarzona sytuacja, że całego materiału mogę posłuchać już dzisiaj, a nie muszę czekać na jakiś bootleg 2 lata. Celne posunięcie Sony Music. Soundtrack mógłby być nawet dłuższy - powinien zawierać filmową, silnie orkiestracyjną odsłonę piosenki Cornella. Żałuję, że się nie dogadali.
Całość oceniam na silną czwórkę i uważam za jedną z lepszych płyt filmowych drugiego półrocza 2006.

Janusz Pietrzykowski:

Moja ocena:

Porównywanie CR z OHMSS to lekkie nieporozumienie. Po tamtym scorze zostało więcej do dziś niż tylko jedna ścieżka, co prawdopodobnie będzie miało miejsce w przypadku CR. Z OHMSS "ocalała" piosenka Louisa Armstronga, genialny temat instrumentalny, który do dzisiaj jest uważany za najlepszą kompozycję w historii sagi o 007, świetne source cues typu "Try" czy "Bond Meets Girls" albo "Who Will Buy My Yesterdays?" nie mówiąc o takich kawałkach jak "Escape from Piz Gloria" czy "Gumbold Safe". Podaj mi chociaż takich kilka w CR, które się mogą równać z tamtymi? Casino Royale to zręczne rzemiosło, nic więcej, a piosenka jest strasznie słaba i naprawdę Arnold się nie wysilił pisząc ją z Cornellem. Ponoć do następnego Bonda ma być zatrudniony ktoś z jazzowego repertuaru więc może doczekamy się w końcu kawałka na miarę 007.

scoreman:

Moja ocena:

W żadnym razie nie chciałem porównywać muzyki z "Casino Royale" do "OHMSS". To oczywiste, że ten score nie jest kopalnią pomysłów i melodii na taką skalę, jak dzieło Barryego. Zależało mi tylko na podkreśleniu, że bardzo podoba mi się główny temat Arnolda do nowego filmu, który - podobnie jak temat instrumentalny z "OHMSS" - jest udaną ucieczką od James Bond Theme, stworzeniem czegoś nowego, konkurencyjnego. Chętnie bym usłyszał ten kawałek w rozbudowanym fragmencie.


  Do tej recenzji jest jeszcze 17 komentarzy -> Pokaż wszystkie