Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Sułtani westernu (City Slickers)

30 Marzec 2007, 14:58 
Kompozytor: Marc Shaiman

Orkiestracje: Hummie Mann, Mark McKenzie, Frank Bennett, Thom Sharp, Brat Detchler

Dyrygent: Hummie Mann, Mark McKenzie

Rok wydania: 1991
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Sułtani westernu (City Slickers)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Komedia Rona Underwooda City Slickers była dopiero trzecim poważnym projektem kompozytora Marca Shaimana. Zadebiutował on dwa lata wcześniej, tworząc oprawę dźwiękową do kultowej już komedii When Harry Met Sally (1989). Znakomite umiejętności kompozytorskie spowodowały, iż kompozytor w roku ukończenia komedii Underwooda miał już w kolejce dwa inne projekty (w śród nich słynny *remake Rodziny Addamsów), w roku następnym popełniwszy takie klasyki, jak Sisters Act czy Ludzie Honoru (rewelacyjny film tak na marginesie). Mówiąc krótko, Shaiman na początku lat 90. był rozchwytywany. Dzisiaj niestety trochę zapomniano o tym utalentowanym artyście, co moim skromnym zdaniem jest faktem smutnym. Shaiman świetnie porusza się w wielu rozmaitych konwencjach filmowych: od horroru, przez dramat i na komedii kończąc, lecz od ostatnich kilkunastu lat producenci, jeśli w ogóle widzą go na liście płac, to tylko w mało ambitnych komediach romantycznych, których ścieżek dźwiękowych i tak nie mamy szans usłyszeć na płytach.

Ale wróćmy do Sułtanów westernu (sorry, ale to nie ja przełożyłem ten tytuł, choć to i tak lepiej niż we Francji: Życie, miłość i krowy). Film jest rewelacyjną komedią (zresztą chyba nie widziałem słabego filmu z udziałem Billy`ego Cristala, szczególnie w roli producenta) opowiadającą o trójce przyjaciół z wielkiego miasta, którzy marzą o oderwaniu się od śródmiejskiej rzeczywistości. Doskonałą ku temu okazją jest agroturystyczny spęd bydła z Nowego Meksyku do Colorado (wszakże porządny Amerykanin powinien choć raz w życiu trochę popędzić… bydło) . Cała wyprawa pokazana jest w sposób komiczny (czyli „mieszczuchy na wsi“), ale także emocjonujący. Dość prostą fabułę w wystarczającym stopniu wynagradzają świetny scenariusz oraz rewelacyjne kreacje aktorskie, szczególnie Billy`ego Cristala, Daniela Sterna (pamiętnego włamywacza z Home Alone) oraz przede wszystkim charyzmatycznego Jacka Palance`a, który otrzymał za tę rolę Oscara. Omawianą produkcję darzę wielkim sentymentem i wszystkim, którzy jej nie widzieli szczerze polecam (nasza telewizja chyba ma również do tego filmu słabość, ponieważ przypomina go średnio dwa razy w roku).

W 1994 roku Paul Weiland nakręcił *sequel Sułtanów westernu. Czemu o nim wspominam? Ponieważ obie produkcje są bardzo ściśle ze sobą powiązane muzycznie. Co prawda różnią się w pewnym stopniu *orkiestracjami, lecz tylko mając świadomość jak rewelacyjną partyturę stworzył Shaiman do City Slickers 2, można z odpowiednim szacunkiem docenić jego pracę przy części pierwszej.

W bezpośrednim porównaniu obu dzieł, wspomniany sequel jest tym wszystkim, czym powinien być oryginał. Jednakże City Slickers 2 nie byłoby tak wspaniałą muzyczną przygodą, gdyby nie tematy i specyficzny slapstickowo - pastiszowy styl, jaki zaprezentował Shaiman w 1991 roku. Sułtani westernu są kameralni, nie usłyszymy w nich wielu instrumentów. Jednak mimo niewielkiego aparatu wykonawczego, zespół orkiestratorów z Hummie Mannem i Markiem McKenzie na czele, wyciska z tego składu muzyków wszystko co możliwe.

Specyficznym znakiem rozpoznawczym obu filmów są animowane czołówki zrealizowane w bardzo podobny sposób, jak słynne animacje z serii Różowa Pantera. Kiedy się pojawiają, kompozytor od razu rzuca na nas fenomenalny temat główny filmu, pierwszorzędnie rozpisany zgodnie z zasadami ilustracji kina rysunkowego. Błyskawiczne zmiany rytmu, błyskotliwe *synkopy i skomplikowane podziały, a wszystko zinstrumentalizowane w stylu klasycznych westernów Bersteina czy Newmana. Pod koniec utworu słyszymy drugi, epicki temat filmu, trochę wcześniej zasygnalizowany przez *waltornie. W pełnej krasie usłyszymy go w Find Your Smile. Jest to ewidentne nawiązanie do Siedmiu wspaniałych Bernsteina. W dalszej części tego utworu natrafimy na spokojny temat z charakterystycznymi motywami na harmonijce, przy udziale obowiązkowej gitary klasycznej. To już trzecia, nieprawdopodobnie wpadająca w ucho melodia. A dalej jest jeszcze lepiej. Dwie fenomenalne kompozycje następują jedna po drugiej: Walking Funny rozpisany w stylu animowanej czołówki z czarującym klarnetem i energetycznymi wejściami dęciaków. Cowabunga wręcz policzkuje na wstępie słuchacza intrygującymi „brudnymi“ akordami bluesowego fortepianu. Gospelowy chór i fantastycznie nabijany *beat, który słyszymy kilka chwil później, sprawia, że aż nogi rwą się do skakania. Niesamowita jest ilość energii drzemiąca w tej miniaturze muzycznej. Słychać w niej też nieprawdopodobne wyczucie aranżacyjne Shaimana, którym zazwyczaj są obdarzeni czarnoskórzy muzycy. Tymi umiejętnościami Pan Shaiman w pełni wykaże właśnie we wspomnianym Sister Act (Zakonnica w przebraniu) gdzie zaaranżuje i skomponuje kilkanaście zjawiskowych soulowo-gospelowych numerów. W branży muzyki filmowej jest w tym momencie niewielu muzyków, którzy czują „bluesa“ w tak niesamowity sposób, jak właśnie Shaiman.

Kompozytor momentami wykorzystuje jeszcze jeden temat słyszalny na przykład na początku Find Your Smile, będący ilustracją do rodzinnych rozmów Mitcha (Cristal) z żoną jeszcze w Nowym Jorku. Na jego bazie Marc skomponował piosenkę, którą znajdziemy na końcu albumu.

Trochę mniej atrakcyjnie prezentują się action score w utworze The River. Przedstawia on bowiem dość standardowe podejście do ilustracji dramatycznych scen, czym przywodzi na myśl styl Randy`ego Edelmana („płasko“ brzmiące *smyczki). To zapewne „zasługa“ Marka McKenzie, często współpracującego z Edelmanem, i jestem pewien, że to on orkiestrował tę część partytury.

Płytę wydało Varese Sarabande w 1991 roku i wydanie to prezentuje się tradycyjnie, jak na lata 80. i 90. tego producenta. Trochę archaiczna jest także konstrukcja i ułożenie materiału, który przedzielony jest w środku piosenką (standard: Young At Heart) oraz równie klasycznie piosenką zakończony. Ów zakończenie stanowi kompozycja Shaimana (na podstawie wspomnianego wcześniej tematu), śpiewana przez popularnego w latach 80. Jamesa Ingrama. Utwór jest bardzo udany, choć dość nietypowy jak na Shaimana, w późniejszych latach bardzo często imający się tworzenia utworów śpiewanych. Przypomina bardziej twórczość Alana Menkena (bardzo disnejowskie budowanie napięcia), a przyglądając się głębiej lirycznym elementom, można odkryć dużo więcej podobieństw ze wspomnianym oscarowym rekordzistą. O wkładce płyty wypowiadać się nie będę, zresztą wiecie jak wyglądają stare wydania Varese. Jedyne, co może zwrócić uwagę, to bardzo ciekawa grafika frontowa, zaczerpnięta z oryginalnych plakatów.

Partyturę Marca Shaimana do City Slickers ocenić mi trudno. Z jednej strony co najmniej cztery rewelacyjne tematy - muzyczne strzały w dziesiątkę – stawiają tę muzykę na mocnej pozycji. Osłabiają ją jednak czasem nie najszczęśliwsze *orkiestracje, skromna liczba muzyków oraz przeciętne i krótkie wydanie. Jest to jednak niewątpliwie jedno z najciekawszych osiągnięć Amerykanina, rewelacyjnie rozwinięte w sequelu Złoto dla naiwnych. Płyta w Polsce chyba nigdy nie była dostępna, jednak na zachodzie można ją dostać za bezcen (ok. 1$). Więc jeśli się na nią kiedyś natkniecie, polecam po nią sięgnąć, choć poszukiwać warto też (a nawet bardziej) City Slickers 2. Ale to już temat na kolejną recenzję.

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Title - 2:42
2. Career End - 2:11
3. Find Your Smile - 6:07
4. Walking Funny - 1:25
5. Cowabunga - 2:29
6. Young At Heart (Jimmy Durante ) - 2:48
7. Birth of Norman - 5:23
8. The River - 5:48
9. Mitchy the Kid - 4:19
10. Where Did My Heart Go? (James Ingram ) - 3:52

Razem: 37:04



Komentarze czytelników:


Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy!