Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Air Force One

08 Sierpień 2007, 01:22 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Dyrygent: Jerry Goldsmith
Orkiestracje: Alexandre Courage

Rok wydania: 1997
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Air Force One

Odtwarzaj / Zatrzymaj

SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plGdy w 1990 roku Jerry Goldsmith napisał muzykę do futurystycznego obrazu Paula Verhoevena Total Recall wydawało się, że od tej pory ilustrację do każdego filmu reżysera napisze właśnie on. Potwierdził to rok 1992 i thriller Basic Instinct (nota bene nominowany do Oskara za muzykę). Jednak gdy w 1997 roku Verhoeven kręcił kosmiczny „western” pt. Starship Troopers, nieoczekiwanie poprosił o napisanie muzyki swojego starego współpracownika Basila Poledourisa (Flesh + Blond z 1985 roku i Robocop z 1987 roku). Jednak Jerry Goldsmith nie pozostał bezrobotny. W tym samym roku Wolfgang Petersen reżyserował kosztujący 85 mln dolarów powietrzny thriller Air Force One. Początkowo muzykę do filmu miał napisać James Horner, jednak ten odmówił z powodu napiętego harmonogramu. Ostatecznie partyturę skomponował i nagrał Randy Newman. Wybór tego kompozytora był pewnym zaskoczeniem z uwagi na to, że do tej pory tworzył ilustracje głównie do kina familijnego ze studia Walta Disneya i różnej maści komedii. Początkowo wydawało się, że wszystko gra – muzyka brzmiała jak powinna do rasowego kina akcji. Kiedy jednak przyszło do podkładania muzyki pod obraz, reżyser stwierdził, że całość nie pasuje – chodziło rzekomo o to, że w niektórych scenach brakowało dramatyzmu, żeby nie powiedzieć: ilustracja była za mało patriotyczna (czytaj: za mało amerykańskiego patosu). W tej sytuacji, mimo iż termin premiery był już ustalony na 25 lipca 1997 roku, Petersen zwolnił Newmana, odrzucając jego partyturę. Docelową ilustrację w iście rekordowym czasie 14 dni miał teraz skomponować weteran kina akcji Jerry Goldsmith.

Jerry musiał odwalić kawał roboty – obejrzeć film, spotkać się z reżyserem i omówić szczegóły, napisać kilka tematów głównych i szereg mniejszych motywów uzupełniających, spiąć to wszystko klamrą z resztą muzyki ilustracyjnej, rozpisać całość na dużą orkiestrę, a następnie nagrać… i trzymać kciuki, żeby wizja kompozytora była wizją reżysera. Jerry Goldsmith to geniusz, ale nawet on nie mógł napisać ponad 90 minut muzyki w ciągu zaledwie 2 tygodni. Potrzebował pomocy. Jerry poprosił o pomoc swojego syna Joela, z którym tak udanie współpracował rok wcześniej na planie Star Trek: First Contact. Teraz jednak Joel Goldsmith był zajęty pracą na planie widowiska fantasy Kull the Conqueror. W tej sytuacji wybór Maestro padł na Joela McNeely`ego, weterana ilustracji części epizodów The Young Indiana Jones Chronicles (1992-1993) oraz Iron Will i Terminal Velocity z 1994 roku. Styl muzyki Joela, zwłaszcza w muzyce akcji, w dużym stopniu nawiązywał lub inspirował się twórczością Goldsmitha. Dlatego było pewne, że stworzona przez niego muzyka dodatkowa (ok. 25 minut) idealnie zaadoptuje się z główną częścią partytury, którą miał napisać Jerry. Ciekawostką niech będzie fakt, że Goldsmith prosił Petersena, żeby dać mu trochę więcej czasu na montaż, np. miesiąc, a najlepiej kilka. Cóż, nawet Maestro nie stać było na taki luksus.

W dniu 11 lipca 1997 roku Varese Sarabande wydało soundtrack zawierający jednak tylko 35 minut muzyki Jerry`ego Goldsmitha. Mimo, że na płycie widnieje informacja: muzyka dodatkowa – Joel McNeely, nie usłyszymy jej na tym wydaniu. Jest to szczególnie bolesne z uwagi na to, że Joel odpowiadał za większość tzw. motywów rosyjskich, a zwłaszcza doskonały marszowy temat rosyjski z świetnymi partiami chóralnymi, ilustrujący moment zwolnienia zbuntowanego generała Iwana Radka, a następnie jego egzekucji. Na marginesie należałoby dodać, że na albumie Varese (z przyczyn ekonomicznych) nie znalazła się także duża części motywów chóralnych, jakie napisał sam Jerry. Aż prosiłoby się o dłuższe wydanie – osobiście nie miałbym nic przeciwko godzinnemu. Trudno się więc dziwić, że 2 lata później pojawił się 2-płytowy *bootleg zawierający kompletną partyturę z filmu – w sumie prawie 93 minuty z naprawdę doskonałą jakością dźwięku. Niestety, płyta ta jest obecnie trudno dostępna. Trochę lepiej jest w przypadku kolejnego bootlegu zawierającego odrzuconą muzykę Randy`ego Newmana, wydaną rok po premierze filmu i mieszczącą na płycie prawie godzinę muzyki w równie wysokiej jakości. W tej recenzji zajmę się jednak tylko edycją podstawową z Varese.

Mimo „zabójczego harmonogramu” Jerry Goldsmith stworzył dokładnie taką muzykę, jaką Wolfgang Petersen chciał. Jerry skomponował wszystkie tematy i motywy, po czym przekazał je Joelowi, by ten zinterpretował je w ramach swojej „działki” dodatkowej muzyki. Skrytykowane przez reżysera za znikomy dramatyzm trzy tematy główne Newmana – amerykański, rosyjski i familijny musiały być teraz przerobione od podstaw przez Goldsmitha. I trzeba przyznać, że stary mistrz popisał się tutaj imponującym talentem melodyjnym, dramatycznym (dawka patosu jest odpowiednio wysoka) i twórczym jednocześnie. Rdzeniem, na którym opierała się cała konstrukcja partytury to temat Air Force One i amerykańskiego prezydenta (Harrison Ford jako James Marshall), zwany w skrócie – tematem amerykańskim. To potężna melodia, niezwykle heroiczna i wzniosła, emanująca nieprawdopodobnym patosem (czyli tym, czego Petersen pragnął). Goldsmith do jego stworzenia inspirował się tematem głównym ze Star Trek: First Contact z roku poprzedniego. Całość podzielona została na trzy części – pierwszą stanowiła dumna fanfara wykonana przez idealną do tego sekcję *waltorni z mocnym podkładem werbla i kotłów. Centralną pozycję zajmowała główna melodia z silnym, lecz równocześnie ciepłym w wyrazie tematem głównym, rozpisanym na dużą sekcję smyczkową z nieodzownym wojskowym akompaniamentem, której *kontrapunktowały wznoszące się waltornie, by przejąć motyw prowadzący w finale. Ten trzyczęściowy temat amerykański był używany w różnych odmianach (prezentując się jako zwarta całościowo melodia lub kładąc nacisk tylko na wybrany motyw tematyczny) na całym albumie, stanowiąc muzyczną wizytówkę filmu – oczywiście nie zabrakło jego dynamicznej wariacji w podsumowującej całość finalnej fanfarze.

Drugi temat wiodący, którego obecność na tym wydaniu została dość mocno ograniczona, ilustrował tzw. sceny rosyjskie, a dokładniej zbuntowanego generała Iwana Radka (Jürgen Prochnow) i Iwana Korshunova (Gary Oldman), przywódcę fanatycznie oddanego Radkowi grupie terrorystycznej, która przejmuje kontrolę na AFO. Muszę przyznać, że to jeden z lepszych tematów autorstwa Maestro, mimo iż na albumie w pełnej krasie możemy go posłuchać tylko na inaugurację. W dodatku w tej wersji został zaprezentowany na wzniosłą sekcję smyczkową z rytmicznymi uderzeniami dzwonów rurowych, nadającymi tego post-radzieckiego wydźwięku. Podobnie jak temat AFO, także temat Federacji Rosyjskiej ma postać wyważonego, ale bardzo dostojnego marszu; tym razem bez wojskowej perkusji. Żałować można też tego, że prezentacja z Varese pozbawiona jest partii chóralnych, tak często obecnych w wydaniu kompletnym. Ciekawostką niech będzie fakt, że temat rosyjski z AFO stanowił dla Jerry`ego inspirację podobnej melodii w późniejszym o 5 lat The Sum of All Fars, zaś Joel McNeely rozwinął swoje „moskiewskie” motywy chóralne tworząc potężny marsz tematyczny w późniejszym o zaledwie rok Virus.

Ponieważ akcja w filmie Petersena jest elementem niemal wszechobecnym, Goldsmith nie tylko napisał osobny temat pod tego typu sceny, ale też cały szereg prostych, choć wyraźnych motywów odpowiadających za strzelaninę, bijatykę, pojedynki powietrzne i inne. Po raz pierwszy temat akcji został zaprezentowany w scenie ilustrującej uprowadzenie gen. Radka przez amerykańskie siły specjalne. Jerry zaczerpnął inspirację do niego z głównej fanfary, nadając mu jednak większej gwałtowności poprzez użycie szybkiego werbla i wybijających rytm kotłów. Podstawową wersję stanowi typowa dla Goldsmitha „wznosząca” sekcja dęta blaszana, w ramach której Jerry na przemian operował waltornią, puzonem i trąbką, nie zapominając oczywiście o właściwej dawce sekcji smyczkowej; czasem samodzielne, czasem jako kontrapunkt do innej sekcji. Ten temat był następnie używany w każdej kompozycji akcji, oczywiście w zmiennych *orkiestracjach, nadających mu odpowiedniego klimatu.

Obok głównego tematu akcji Goldsmith napisał kilka mniejszych, prostszych motywów, którymi ilustracja ta była dosłownie najeżona. Ciekawie zabrzmiała typowo Goldsmithowska melodia ilustrująca scenę, gdy prezydent po raz pierwszy nawiązał „bezpośredni kontakt” z jednym z terrorystów – towarzyszył mu rytmiczny, nisko brzmiący fortepian z nadającym tonu wojskowym werblem i bijącymi kotłami. Niby nic wielkiego, ale brzmi naprawdę świetnie. Z kolei moment uprowadzenia Air Force One to prawdziwa esencja agresywnej, wręcz pełnej złości, no i bardzo głośnej muzyki akcji. Konstrukcje te są naprawdę proste i opierają się na powtarzających się sekwencjach z użyciem sekcji smyczkowej, która w jednej wersji jest uzupełniania kontrapunktującymi trąbkami, zaś w innej „szybującymi” waltorniami. W kulminacyjnej fazie sceny Jerry dodał jeszcze jeden motyw; najbardziej wojowniczy, mroczny, wręcz przerażający – „wznosząca” sekcja dęta blaszana w pełnej krasie oraz przeciągłe, rodem z thrillera, *pasaże smyczkowe lub szorstkie dęciaki. Nad każdą tego typu konstrukcję „czuwał” dynamiczny akompaniament perkusyjny – werble i kotły. Przez cały czas, każdemu nowego motywowi akcji towarzyszył główny temat akcji w kolejnych odsłonach aranżacyjnych.

Taki układ pozwalał Jerry`emu tworzyć melodyjną i uporządkowaną muzykę akcji, która nie przypominała tylko chaotycznej ściany dźwięku. Choć to oczywiście kwestia gustu. Nie zabrakło także nowych melodii w scenach ewakuacji samolotu prezydenckiego – obok pełnej gracji i polotu prezentacji tematu głównego i głównego tematu akcji, Jerry wprowadził także dwa wybuchowe motywy towarzyszące rosyjskim terrorystom: główny walor pierwszego z nich opierał się na dynamicznych pokazach siły sekcji smyczkowej z nieodzownym akompaniamentem reszty orkiestry – bijąca po uszach perkusja i kontrapunktujące waltornie w swojej typowej „wznoszącej” formie; drugi motyw to pełna dramatyzmu i przemocy kompilacja użycia na przemian smyczków i dętych blaszanych. To dzięki takiemu podejściu do kina akcji Jerry Goldsmith stał się niekwestionowanym mistrzem tego gatunku – powinien być częściej wzorem do naśladowania dla młodszych kompozytorów, którym obecnie starcza jeden temat lub motyw, a czasem tylko chaotycznie poskładane nuty w stylu „im głośniej, tym lepiej”.

Na albumie, prócz obu tematów „narodowych” i muzyki akcji, nie zabrakło także klimatów spokojniejszych i bardziej ilustracyjnych, suspensowych. Ciepłą i nostalgiczną balladę rozpisaną na flet, klarnet i *smyczki mogliśmy usłyszeć w scenie pokazującej niemal idylliczny obrazek amerykańskiej rodziny prezydenckiej już po części oficjalnej – także w tym przypadku słychać pewną inspirację ST: First Contact; jednak nie jest to żadne arcydzieło liryczne – po prostu trzyma poziom, miłe dla ucha. No i daje nieco odsapnąć. W warstwie ilustracyjnej możemy ponadto usłyszeć odrębny motyw zagrożenia, oczywiście rosyjski z charakterystycznymi „pnącymi się do góry” dęciakami, który w tym samym roku został przerobiony na potrzeby The Edge, gdzie pełnił podobną rolę – tyle, że miejsce Rosjan zajął… niedźwiedź. A dwa lata później mogliśmy usłyszeć podobną melodię zwiastującą niebezpieczeństwo w The 13th Warrior.

Jak widać, mimo bardzo napiętego harmonogramu, Jerry Goldsmith nie poszedł na łatwiznę. Wsłuchując się uważnie, nawet w tak okrojone wydanie, możemy dostrzec wkład pracy kompozytora nad tą partyturą, która bez wątpienia stała się jedną z lepszych w jego dorobku w latach 90-tych. Trzy tematy główne – amerykański, rosyjski i akcji – oraz uzupełniające całość: temat liryczny, motyw „zagrożenia” oraz co najmniej sześć wyraźnych motywów akcji. Ta partytura jest (mimo krótkiego czasu) z pewnością przemyślaną konstrukcją tematyczną, która obrazowała styl kompozytora w kinie akcji w tym okresie. Z pewnością wszechobecna muzyka akcji nie należy do arcydzieł Maestro, ale prezentuje naprawdę wysoki poziom, a przy okazji możemy usłyszeć, jak za pomocą prostych motywów i odpowiednich orkiestracji można wykreować energiczną, dynamiczną i pełną adrenaliny ilustrację pod każdą scenę akcji. A gdy dodamy do tego doskonałe w swojej wymowie tematy „narodowe”, uzyskamy pełny obraz stworzonej partytury. Obok First Knight, The Mummy i The 13th Warrior; Air Force One to esencja kina akcji w wykonaniu Jerry`ego Goldsmitha. Ocena jest w pełni subiektywna: dla jednych AFO to ściana dźwięku; bardzo głośna w dodatku; dla innych – rozbudowana tematycznie, potężna partytura akcji typowa dla stylu lat 90-tych.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. The Parachutes - 5:24
2. The Motorcade - 2:45
3. Empty Rooms - 3:53
4. The Hijacking - 7:52
5. No Security - 3:08
6. Free Flight - 4:55
7. Escape from Air Force One - 5:30
8. Welcome Aboard, Sir - 2:11

Razem: 35:38



Komentarze czytelników:

Michał:

Moja ocena:

Bycza recenzja :)
A o rzezi (muzyce) jaką wykonała tu orkiestra mogę jedynie powiedzieć, że jest głośna :) ale o dziwo po wielu przesłuchaniach gdy wychwyci się wszystkie smaczki i zamysły jakie wplótł tu Goldsmith nawet przyjemnie to brzmi. Mimo, iż nie należy do moich ulubionych soundtracków Goldsmitha to nawet czasem do niej wracam - szczególnie do poszczególnych utworów.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Dla mnie klasyk... Chyba moja pierwsza płyta Goldsmitha na półce. Wspaniałe brzmienie, szkoda że niekompletna, no ale tak to było kiedyś za czasów starego Varese....

Rafalski:

Moja ocena:

heh to też mój pierwszy goldsmith na półce, razem z "The Edge". :) klasyczna już ilustracji kina akcji. Bardzo dobra muzyka, do dobrego filmu.

KUSY:

Moja ocena:

Świetny soundtrack zwłaszcza na początku gdy obserwujemy uprowadzenie Radka.Jeden tylko minus czas trwania o wiele za krótki,dlatego tylko4,5 gwiazdki.Polecam wszystkim fanom kompozytora do których i ja się zaliczam(e-mail).