Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Francuski łącznik/Francuski łącznik 2 (The French Connection/French Connection II)

26 Październik 2008, 15:58 
Kompozytor: Don Ellis

Rok wydania: 1971/1975/2001
Wydawca: Film Score Monthly

Muzyka na płycie:
Francuski łącznik/Francuski łącznik 2 (The French Connection/French Connection II)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Gdy jakiś czas temu American Film Institute ogłosił listę 100 najlepszych amerykańskich filmów na stulecie tamtejszej kinematografii Francuski łącznik Williama Friedkina znalazł się na 70 miejscu, najwyżej spośród filmów akcji, niejeden zaś z amerykańskich krytyków filmowych uznaje ów obraz za najlepszego przedstawiciela wspomnianego gatunku. Trudno powiedzieć czy to słuszny wybór. Z jednej strony jest to kino perfekcyjnie wręcz zagrane i zrealizowane (nie przypadkowo obraz nagrodzono pięcioma Oskarami), z drugiej dziełu Friedkina trochę brak nowatorstwa, bowiem zrealizowane zostało w paradokumentalnej konwencji, która pojawiła się już we wcześniejszym „police story” wyprodukowanym przez Philipa D’Antoniego, czyli Bullicie (potem styl ten stał się znakiem rozpoznawczym jego produkcji, podobnie zresztą jak karkołomne pościgi samochodowe). Z biegiem lat przybył Francuskiemu łącznikowi jeszcze jeden atut – ponadczasowość. Pozwolę sobie na stwierdzenie, że w dość szczególny sposób przyczynił się do tego reżyser, który usunął znakomitą część ilustracji muzycznej Dona Ellisa, ale zanim jednak dokładnie powiem, co z nią nie tak, wspomnę kim był ten nieznany dziś miłośnikom muzyki filmowej twórca.

Don Ellis to postać legendarna w świecie jazzu, kompozytor i trębacz, któremu swego czasu wróżono karierę na miarę Milesa Davisa. I choć odszedł przedwcześnie, to zdążył porządnie zamieszać w świecie muzyki. Leader jedynego w swoim rodzaju big bandu The Don Ellis Orchestra, eksperymentator obdarzony niemal nieograniczoną wyobraźnią muzyczną tworzył synkretyczne prace sprawiające spory kłopot krytykom muzycznym i wymykające się ówczesnym klasyfikacjom. Dokonywał wyróżniających się inteligencją i polotem fuzji jazzu, awangardy, elektroniki, folku, popu i rocka, naznaczonych egzotyczną rytmiką zaczerpniętą z muzyki Azji, Bałkanów a potem także i Brazylii. Do tego prawdziwy showman i czarodziej trąbki doprowadzający tłumnie gromadzących się na jego występach odbiorców do nieskrępowanej radości swoimi szalonymi improwizacjami (odsyłam tu szczególnie do kompletnie odjechanego coveru Hey Jude *Beatlesów). Nic więc dziwnego, że po tak utalentowanego i popularnego artystę upomniał się Hollywood.

Francuskiego łącznika, pierwszy kinowy projekt Dona Ellisa uznałbym za krok do przodu na artystycznej drodze tego jazzmana, acz nie tak duży jak się spodziewałem - praca, której swego czasu przyznano metkę „klasyka” sprawiła mi pewien zawód. Zetknięcie się z medium filmowym nie skłoniło Ellisa do radykalnych posunięć - powziął decyzję o powiększeniu swego big bandu o sekcję smyczkową i sięgnięciu nie pierwszy raz po awangardowe techniki komponowania, aby surowy realizm obrazu Friedkina wypełnił także ilustrację muzyczną. Amerykanin nie stworzył jednakże kompozycji konsekwentnej i spójnej, poszedł na pewien kompromis sięgając dodatkowo po jazz i funk, aby dać swej ilustracji możliwość pozafilmowej egzystencji. Mimo tego w zestawieniu z innymi przedstawicielami gatunku, w tym fantastycznymi pracami Lalo Schifrina z Bullitta i Brudnego Harry’ego *score Ellisa prezentuje się dość charakterystycznie, choć jednocześnie na tle jego komercyjnych albumów The French Connection nie wydaje się być mocnym powiewem świeżości, a dzieje się tak m.in. za sprawą zastosowanych środków wyrazu i zabaw artysty z modyfikacją brzmień instrumentów. Uwagę odbiorcy na pewno przykuje zwłaszcza częste u Dona Ellisa zwichrowane brzmienie trąbki - od połowy lat 60-tych grywał on na trąbce ćwierćtonowej wyposażonej w dodatkowy zawór. Uzyskana przez Ellisa pewna szorstkość faktury i stosowanie przez artystę *pizzicato dętych blaszanych w muzyce akcji, sprawiają, iż Francuski łącznik wywołuje momentami skojarzenia z późniejszym Taking of Pelham 1 2 3 Davida Shire.

Swego czasu krytycy zarzucali Donowi Ellisowi zbyt jajcarskie i swobodne podejście do tworzenia muzyki. Kompozytorska dezynwoltura wraz z nikłym ilustratorskim doświadczeniem Ellisa, sprawiły, iż reżyser bezpardonowo obszedł się z jego pracą. Amerykanin zdał się nie do końca dostrzec wymogi i ograniczenia, jakie niesie pisanie pod obraz. Co niektóre z odrzuconych fragmentów po wstawieniu do filmu byłyby z pewnością tylko efekciarskim, krzykliwym dziwadłem, idącym w obrazie Friedkina swoim własnym torem. Innym razem muzyka Ellisa jest nazbyt humorystyczna, przerysowana i mogłaby nieco zburzyć ową paradokumentalną formułę filmu. Nadto część ilustracji, którą można by zatytułować „Co gryzie Popeye Doyle’a” mająca jak najbardziej wiarygodnie oddawać stany emocjonalne pełnej determinacji i nie do końca zrównoważonej psychicznie postaci nowojorskiego policjanta okazała się być przeszarżowana. Nazbyt intensywna i hałaśliwa muzyka brutalnie zdominowałaby obraz. W związku z powyższym wydaje mi się, iż wyeliminowanie przez reżysera tak wielkiej porcji muzyki było decyzją jak najbardziej słuszną. Tradycyjnie dla produkcji D’Antoniego bez oprawy pozostawiona też została sekwencja pościgu samochodowego. (Przy okazji warto wspomnieć, że słynną pogoń za uciekającym pociągiem Friedkin zmontował do rytmu klasycznego Black Magic Woman Carlosa Santany.) Śmiałe posunięcie reżysera nie sprawiło jednak, że mocno okrojona ilustracja dramatyczna stanowi jedynie ciekawy stylistycznie acz niewiele znaczący dodatek do obrazu. Co prawda ostały się tam głównie nieinwazyjne jazzujące, orkiestrowe kompozycje dobrze wtapiające się w miejskie tło opowieści, ale Friedkin pozostawił też najbardziej przemyślane i błyskotliwe kompozycje Ellisa. Bez niektórych trudno dziś sobie wyobrazić ten film – na wzmiankę zasługują szczególnie obsesyjny, złowieszczy utwór tytułowy, w którym orkiestra zdaje się imitować sygnały wysyłane Morse’m czy wyśmienita ilustracja finału, gdzie trąbka przepuszczona przez Echoplex (jeden ze znaków rozpoznawczych Dona Ellisa) wraz ze smyczkami niezapomnianie kreują schizofreniczny klimat.

Oficjalne wydanie kompozycji Dona Ellisa ukazało się dopiero trzydzieści lat po premierze Francuskiego łącznika. Zapewne producenci filmu uznali, iż muzyka posiada zbyt mały potencjał komercyjny, aby ja wydać, mimo, iż Ellis stworzył tu kilka naprawdę fantazyjnych, obdarzonych swobodnym feelingiem kompozycji źródłowych a i jeden z tematów głównych sprawia wrażenie napisanego głównie pod publikę, nie mając zbytnio związku z intrygą ani filmowymi charakterami. (Kompozytor świetnie i przebojowo „zcoverował” go potem na swoim albumie Connection). Słuchana po latach ilustracja Francuskiego łącznika wydaje się niestety solidnie trącona rydwanem czasu, co daje kolejny argument na to, iż Friedkin nie popełnił błędu usuwając kompozycje amerykańskiego artysty ze swojego filmu. Ponadto formalne zabawy kompozytora przyprawiają momentami o irytację, a to z powodu karmienia odbiorcy nieznośną kakofonią a to znów kilka zagrywek aranżacyjnych sprawiło, iż muzyka nabiera posmaku tandety. Don Ellis pozostawia po sobie mizerne wrażenia, by za chwilę olśnić odbiorcę ukazując się zarówno jako kompozytor przez duże K jak i znakomity wirtuoz trąbki.

Być może ta nieobliczalność i niedojrzałość Ellisa sprawiły, iż producent Philip D’Antoni nie zdecydował się go zatrudnić do swego następnego filmu policyjnego Od siedmiu wzwyż. Jednakże, gdy Johnny Mandel nie spełnił oczekiwań producenta, ten przypomniał sobie o Ellisie, który potraktował powyższy projekt wyjątkowo poważnie tworząc swój najbardziej funkcjonalny score, udowadniając swoim dziełem, iż komponowanie dla X muzy nie jest jego piętą achillesową. Wywalczył nim również angaż do wyreżyserowanego przez Johna Frankenheimera nieudanego *sequelu Francuskiego łącznika - filmu, który wraz z Branniganem zakończył złotą erę kina policyjnego w Hollywood. Słuchając Ellisowskiej ilustracji sequela odniosłem wrażenie, iż wchodzący po raz trzeci do tej samej rzeki kompozytor odczuwał już zmęczenie tematem i napisał ten score od niechcenia, bez entuzjazmu. Tematyczne ubóstwo i odniesienia do swych wcześniejszych prac. Wyrachowanie i chłód zamiast iskry oryginału, zarówno w nieco zblazowanym source music jak i muzyce akcji, która choć bardziej uporządkowana formalnie i przystępna, to pozbawiona jest drapieżności.

Bawiąc się jeszcze raz w porównania i zestawienia nie powiedziałbym, że Francuski łącznik 2 wypada dość konwencjonalnie na tle ilustracji wcześniej napisanych przez innych twórców dla kina policyjnego. Co prawda momentami przewija się tu motyw zaczerpnięty z Siły Magnum Schifrina, ale dzięki pójściu w znacznej części ilustracji w nieczęsto eksplorowane wcześniej przez Ellisa terytoria muzyki elektronicznej, score ten zyskał pewien wyróżnik. Kilka minimalistycznych, syntetyczno-orkiestrowych utworów towarzyszących heroinowemu wątkowi filmu, odurzaniu postaci „Popeye” Doyle’a a potem jego dzielnej walce z uzależnieniem to najosobliwsze punkty tej ilustracji. Konwencja muzyczna stworzona tu przez Ellisa, obfitująca we wżerające się w świadomość, wysokie i przeciągłe dźwięki wydaje się inspirowana bezkompromisową, eksperymentalną twórczością amerykańskiego jazzmana Gila Melle, ale polskiemu odbiorcy na pewno skojarzy się z… depresyjną, dziwaczną muzyką towarzyszącą filmom puszczanym kiedyś na lekcjach chemii.

Ilustracje muzyczne Dona Ellisa nie dorównują jakością ani stopniem innowacyjności pozafilmowym dziełom tego jazzmana. Nie ulega jednak wątpliwości, iż pomimo istotnych wad prace przezeń napisane do policyjnych produkcji Philipa D’Antoniego, wraz z dziełami Lalo Schifrina należą do najistotniejszych pozycji gatunku a także stanowią chlubną pozostałość po nieżyjącym już kompozytorze i wirtuozie trąbki, pokazując skalę jego talentu. Zapoznanie się z tym albumem polecam przede wszystkim osobom otrzaskanym już z trudną acz szalenie ciekawą muzyką filmową pierwszej połowy lat 70-tych. Płyta The French Connection/French Connection II zawiera całkiem sporo wartościowej oraz mocno oddziaływującej na wyobraźnię muzyki i myślę, że obcowanie z kompozycjami Dona Ellisa będzie z pewnością unikalnym doświadczeniem dla niejednego słuchacza.

Ocena Francuskiego łącznika w filmie: (3,5/5)
Ocena Francuskiego łącznika na płycie: (4/5)

Ocena Francuskiego łącznika 2 w filmie: (4/5)
Ocena Francuskiego łącznika 2 na płycie: (3,5/5)

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

Francuski Łącznik

01. Main Title - 00:58
02. Charnier - 01:07
03. Copstail - 04:02
04. The Old Fort - 01:18
05. Staking Out Sal - 02:24
06. The Car - 00:55
07. Popeye Blues - 00:56
08. Bugging Sal and Angie - 00:59
09. Hotel Chase - 05:23
10. Subway - 03:45
11. The Shot - 01:10
12. This Is It - 03:25
13. Lincoln Blues - 02:02
14. Rocker Panels - 02:17
15. Au Revoir - 01:12
16. The Last Roundup - 01:10
17. Frog One Is in That Room - 00:45
18. End Title - 02:43

Francuski Łącznik 2

19. Main Title / Waterfront - 03:36
20. Boat Ride - 01:20
21. Popeye`s Montage - 02:03
22. Volleyball - 01:37
23. Hit - 01:22
24. Heroin - 04:24
25. O.D. - 02:16
26. Pain (01:04
27. Rehabilitation - 02:03
28. Revenge - 01:17
29. Boat Bottom / Drydock - 03:06
30. Stalking / Here Come the Cops - 05:53
31. Big Chase - 02:33
32. Exhaustion - 02:23
33. End Title - 01:31

Razem:72:59



Komentarze czytelników:


Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy!