Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Boom!

02 Listopad 2008, 18:53 
Kompozytor: John Barry

Rok wydania: 1968/2008
Wydawca: Harkit Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Boom!

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Z pewnością uznany zostałby za osobnika niespełna rozumu, ktoś, kto jeszcze kilka lat temu przepowiedziałby, iż w roku 2008 fani Johna Barry’ego będą mogli cieszyć się kompaktowymi wydaniami takich klejnocików z najlepszego okresu twórczości artysty jak: Petulia, Przygody Alicji w Krainie Czarów czy Maria, królowa Szkotów. Zaginione lub zdewastowane taśmy z nagraniami, problemy z ustaleniem praw autorskich, zamknięte na cztery spusty drzwi do archiwów kilku hollywoodzkich wytwórni filmowych sprawiały, iż niejeden miłośnik twórczości Anglika definitywnie stracił nadzieję na to, iż kiedykolwiek będzie mu dane posłuchać w domowym zaciszu tych i innych klasyków. Od pewnego czasu jednak tacy producenci muzyczni jak Lukas Kendall czy Douglass Fake przekonują scoremaniaków, iż nie ma rzeczy niemożliwych - mamy prawdziwą złotą erę wydań klasyki muzyki filmowej.

W 2008r lista tytułów dzieł Johna Barry’ego, które oficjalnie nigdy miały się nie ukazać na CD skurczyła się o kolejną istotną pozycję, albowiem ciesząca się niezbyt dobrą opinią angielska wytwórnia muzyczna Harkit odkurzyła jedną z najbardziej wyszukanych z jego prac, a mianowicie Boom! z 1968r wzbudzając ożywienie w środowisku fanów kompozytora. Ilustracja ta powstała w okresie, gdy Anglik po astronomicznych sukcesach pierwszych Bondów a także Elzy z afrykańskiego buszu praktycznie był już ustawiony finansowo do końca życia i skupiał się przede wszystkim na komponowaniu do bardziej ambitnych produkcji realizując się jako artysta. Po projektach realizowanych z Brianem Forbesem, Arthurem Pennem, Johnem Hustonem (odrzucony Zbereźnik) i Richardem Lesterem, Barry dostał możliwość współpracy z Josephem Loseyem, który parę lat wcześniej zasłynął wyśmienitym Służącym - zapadającym w pamięć studium degeneracji osobowości. Ozdobiony blaskiem gwiazd Elizabeth Taylor i Richarda Burtona wystawny dramat psychologiczny za 10 mln dolarów, jakim był Boom!, to już jednak dzieło znacznie mniejszego kalibru. Seans tego chaotycznego i pretensjonalnego widowiska nie prędko się zapomina przede wszystkim za sprawą nadekspresyjnej i rozgorączkowanej Liz Taylor kreującej wyjątkowo nieznośną postać despotycznej, egocentrycznej bogaczki Flory Goforth spędzającej dnie na gnojeniu służby, faszerowaniu się lekami i czekaniu na śmierć. Obsadzenie jej w tej roli jest kompletnym niewypałem, co wraz z brakiem chemii między postaciami i nawałem bezsensownych krzątanin czyni chwilami obraz Loseya całkowicie nieoglądalnym.

Sytuację ratuje nieco muzyka Johna Barry’ego budując wielokrotnie rwącą się w czasie seansu nić między widzem a dziełem Loseya. Rytmiczny, fikuśny temat główny wprowadza odbiorcę w groteskową rzeczywistość filmu, w centrum, której znajdują się życiowi rozbitkowie poszukujący bliskości drugiego człowieka. Owa tęsknota a także *progresje akordowe tematu i zastosowanie w nim brzmienia katarynki zawieszają ten wytwór wyobraźni artysty gdzieś pomiędzy kompozycjami z The Quiller Memorandum i Nocnego kowboja. Poszczególne, dość liczne w pracy Anglika motywy dzięki swej hipnotycznej, powtarzalnej konstrukcji bezwolnie wciągają widza w konkretną scenę i skłaniają do zagłębienia się w zakamarki psychiki skomplikowanych postaci milionerki i złotoustego, tryskającego witalnością poety granego przez Richarda Burtona. Wyjątkowe osobowości, specyficzna historia wraz z jej wielce barwnym tłem zainspirowały kompozytora do stworzenia nietuzinkowej ilustracji muzycznej. Dość szybko można się zorientować, kto za nią stoi, a to w związku ze wspomnianymi wyżej atrybutami tematu głównego, *kontrapunktami od zawsze stosowanymi przez Anglika oraz repetytywną konstrukcją utworów. Mamy tu jednakże do czynienia z dziełem niepowtarzalnym. Wplecione w warstwę wizualną filmu elementy kultury greckiej i hinduskiej skłoniły Anglika do wtłoczenia w kompozycje metalicznego brzmienia greckich cymbałów strunowych a także buzuki i sitara, przy czym ten ostatni dyskretnie zostaje ukryty w orkiestrowej szacie kompozycji. Co innego cymbały, szeroko użyte, niemal stają się spoiwem całej pracy, zaś w połączeniu z pojawiającymi się w poszczególnych utworach elementami symfonicznymi i elektroniką nadają kompozycjom wyjątkowego smaku.

Pomijając trzy bliźniaczo podobne wariacje na jeden temat, każdy z pozostałych utworów, jak to się niejednokrotnie u w przypadku twórczości Anglika zdarzało, stanowi szybko otwierający się w pamięci słuchacza, wyrazisty odnośnik do konkretnej sceny. Między innymi w różnorodności tkwi siła tej pracy. Nadziewamy się tu m.in. na gęste, duszne przestrzenie, przechodzimy potem przez wyniosłą ceremonialność, aż do mrocznej psychodelii. Po drodze trafią nam się jeszcze luźniejsze chwile przy tanecznym, wręcz transowym Capito. Nie wszystko jednak w muzyce Barry’ego jest cacy. Niektóre utwory sprawiają wrażenie niedopracowanych, tworzonych w pośpiechu i w zasadzie nie dziwi to biorąc pod uwagę, że Anglik musiał się uwinąć w kilkanaście dni ze skomponowaniem oraz nagraniem score’u. Kolejnym poważnym minusem albumu jest numer wokalny Hideaway, powstały już po tym jak Barry opuścił plan filmu. Skomponowany przez znanego angielskiego jazzmana Johna Dankwortha a wykonywany przez Georgie Fame’a song to rozlazła jazzowo-popowa chała, która kompletnie nie przystaje do ilustracji dramatycznej, wywołując na koniec odsłuchu nieprzyjemne odczucia.

Stanowiący jedyne w swoim rodzaju dokonanie w karierze Johna Barry’ego Boom! chciałbym polecić przede wszystkim osobom czującym już przesyt muzyczną poezją angielskiego kompozytora i spragnionym doznań innego rodzaju. To jedno z dzieł najbardziej mrocznych, enigmatycznych i oddalonych od późnej twórczości artysty z Yorku. Muzyka momentami abstrakcyjna, unikająca szczerych, intensywnych przekazów od serca do serca, za to dająca odbiorcy znacznie większe pole do interpretacji, a przy okazji przykład rozsądnego eksperymentatorstwa, który dziś całkiem dobrze się trzyma.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Boom! - 2:27
2. Urgentissimo - Like Everything This Summer - 1:52
3. Of A Year Unknown - 2:10
4. Pain Gone Till Tomorrow - 2:14
5. Have I Changed Very Much Since You Last Saw Me? - 2:14
6. You`ve Got More Things Going For You Than Teeth, Baby - 1:48
7. Mister Death Angel Flanders - 3:29
8. Through Caverns Measureless To Man - 2:43
9. Capito - 2:03
10. Which Way Is The Sun? - 2:39
11. A Mobile Called "Boom" - 1:53
12. The Shock Of Each Moment Of Still Being Alive - 3:31
13. Hideaway (wokal Georgie Fame) - 2:51

Razem:32:36



Komentarze czytelników:


Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy!