Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Terminator: Ocalenie (Terminator Salvation)

11 Czerwiec 2009, 13:47 
Kompozytor: Danny Elfman

Orkiestracje: Steve Bartek, Edgardo Simone, David Slonaker, Jeff Atmajian

Dyrygent: Rick Wentworth

Rok wydania: 2009
Wydawca: Reprise Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Terminator: Ocalenie (Terminator Salvation)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Płytę dostarczyła firma:
Warner Music
Pierwszy Terminator powstał w 1984 roku. Na pierwszy rzut oka było to typowe kino klasy B – niskobudżetowe, mroczne i pełne przemocy. Reżyser James Cameron miał dotychczas za sobą zaledwie jedno doświadczenie reżyserskie, jakim był żenujący horror Pirania II. Mimo wszystko opowieść o starciu ludzi z maszyną-mordercą okazała się wielkim hitem, zarabiając wielokrotność swojego budżetu, a reżyserowi i aktorom dając przepustkę do kariery. Na sukces obrazu zapracowała z pewnością również jego strona techniczna – realistyczne (jak na ówczesne czasy) efekty specjalne Stana Winstona, przeszywające chłodem zdjęcia Adama Greenberga i wreszcie muzyka Brada Fiedela.

Kompozycja Fiedela, choć utrzymana w popularnym dla tego okresu elektronicznym brzmieniu, wyróżniała się industrialnym charakterem. Ostre, metaliczne dźwięki kowadeł oraz miarowe szumy i trzaski przywodziły skojarzenia z pracą maszyn, budując zimną, wręcz odczłowieczoną atmosferę. Ludzkiego wymiaru dodawał tam jedynie temat przewodni, który w swojej lirycznej wersji posłużył także za motyw miłosny. Melodia Fiedela błyskawicznie zapadała w pamięć i do dzisiaj należy do najbardziej rozpoznawalnych kompozycji filmowych.

Drugi Terminator (1991) był już filmem skierowanym do masowego widza. Stracił coś ze swojej niszowości, w zamian zyskując rozmach i – co rzadko się zdarza – głębię. Muzyka Fiedela, choć również efektowniejsza i bardziej różnorodna, zachowała swój elektroniczno-industrialny charakter. W zupełnie innym kierunku poszedł natomiast Marco Beltrami, któremu przypadła rola napisania ilustracji do trzeciego filmu. Kompozytor przeniósł punkt ciężkości na orkiestrę symfoniczną, emulując za jej pomocą (z pewnym, choć mniejszym niż u Fiedela, udziałem syntezatorów) niektóre z rozwiązań znanych z prac poprzednika.

Wreszcie dochodzimy do najnowszego odcinka, zatytułowanego Terminator: Ocalenie, w którym za muzykę odpowiadał Danny Elfman. Zatrudnienie tego właśnie kompozytora przyjęto z pewnym zaskoczeniem, gdyż jego nazwisko w ogóle nie pojawiało się „na giełdzie”. Przez długi czas mówiło się nawet, że reżyser McG życzył sobie Gustavo Santaolallę i Johnny`ego Greenwooda, jednakże zaangażowanie obu artystów do typowo komercyjnego projektu było w sumie od początku mało realne.

Już pierwszy kontakt z muzyką Elfmana pokazuje, że kompozytor poszedł swoją własną drogą, nie cofając się do elektronicznego minimalizmu Fiedela, ani nie tworząc orkiestrowej sieczki, tak jak to w znacznej mierze zrobił Beltrami. Muzyce z Ocalenia bliżej do ścieżek dźwiękowych do epickich obrazów s-f niż do filmów akcji. Tak więc w warstwie muzycznej mamy zarówno zamaszyste brzmienie sekcji smyczkowej, jak i heroiczne dźwięki instrumentów dętych blaszanych. Orkiestra wyraźnie dominuje nad elektroniką, choć i ta znajduje swoje miejsce.

Elfman, tak jak wcześniej Beltrami, zachował kilka najbardziej charakterystycznych brzmieniowo elementów oryginalnych ścieżek dźwiękowych, przede wszystkim w warstwie perkusyjnej. Zawiodą się jednak ci, którzy oczekiwali usłyszeć tu klasyczny temat Fiedela. O ile na albumie Rise of the Machines pojawia się raz (za to w orkiestrowej aranżacji), tak na omawianym krążku nie ma go w ogóle. Zamiast niego obecny jest dość powszechnie inny, nowy temat, który zresztą swoją konstrukcją bardzo przypomina ten Fiedelowski. Kompozytor trzyma się go konsekwentnie przez całą ścieżkę, nadając mu ton patriotyczny (Broadcast), liryczny (Fireside, Farewell, Salvation), buduje też opartą na nim muzykę akcji (Reveal/No Plan, Final Confrontation).

Ta ostatnia konstruowana jest w sposób, który stanowi dość ciekawą mieszankę stylów samego kompozytora. Słuchacze mogą wychwycić rozwiązania typowe dla jego starych prac (np. Mission: Impossible, Planet of the Apes) a także tych zeszłorocznych (Hellboy II i przede wszystkim Wanted). Mamy więc zarówno głośną perkusję, intensywną sekcję dętą blaszaną i charakterystyczną dla ostatniego okresu rytmiczną grę instrumentów smyczkowych. Ta właśnie zasługuje na szczególną uwagę, gdyż momentami (np. w The Harvester Returns i Marcus Enters Skynet) prezentuje się wyjątkowo efektownie.

Największą wadą muzyki Fiedela była jednostajność utworów. Tu na szczęście są one dość różnorodne. Ponadto u Elfmana ciężka muzyka akcji jest odpowiednio równoważona przez momenty liryczne lub dramatyczne, co jest krokiem naprzód również w porównaniu z Terminatorem 3. Ważną rolę spełnia delikatne brzmienie gitary akustycznej. Słuchając utworu Fireside staje się jasne, że pomysł zaangażowania Santaollali nie wziął się z niczego (zapewne jego muzyka stanowiła podkład tymczasowy).

Muszę powiedzieć, że mimo początkowych wątpliwości co do tego, jak ta ścieżka dźwiękowa będzie się prezentować, jestem bardzo zadowolony z rezultatu. Terminator Salvation to nie tylko kolejna udana (choć nie rewolucyjna) praca Elfmana, ale także najbardziej słuchalny soundtrack z serii, przynajmniej jeśli chodzi o jego odbiór z płyty. Kompozytor zmyślnie połączył swoje współczesne brzmienie ze stylistyką muzyki z pierwszych Terminatorów, a samemu albumowi nadał strukturę, dzięki której poszczególne jego fragmenty układają się w sensowną narrację – taką z początkiem, rozwinięciem, punktami kulminacyjnymi i zakończeniem. W kontekście poprzednich wydań można narzekać, że nie uświadczymy tu oryginalnego tematu Fiedela. To rzeczywiście minus, ale w niczym nie umniejsza jakości zgromadzonego materiału. Na tle ostatnich kompozycji Elfmana do filmów akcji Terminator Salvation również wypada całkiem dobrze – nie znajdziemy tu ani tak chaotycznych momentów, jak w drugim Hellboy`u, ani tak nudnych, jakie zdarzyły się w ogólnie niezłym Wanted.

W samym filmie muzyka niestety nie ma odpowiednich możliwości, aby rozwinąć skrzydła, i ginie w powodzi głośnych efektów dźwiękowych. Niewiele jest scen, gdzie zostaje odpowiednio wyeksponowana, a szkoda, bo tam, gdzie jest, prezentuje się naprawdę dobrze. Podejście obrane przez Elfmana właściwie koresponduje z charakterem filmu, który w końcu mocno różni się od tego, co znamy z filmów Camerona, a nawet Jonathana Mostowa. Kultowy perkusyjny motyw Brada Fiedela pojawia się w obrazie bodaj dwa razy, jednak sprawia wrażenie "doklejonego" na etapie montażu, a nie integralnego elementu ścieżki dźwiękowej. W porównaniu z albumem parę kompozycji zostało w filmie wyraźnie skróconych, natomiast na krążek nie trafiło kilka utworów akcji, w tym całkiem efektowne fragmenty z sekwencji finałowej.

Na koniec dodam, że nie mam wątpliwości, że na niekorzyść odbioru tej pracy przemawiać będzie kultowy status, jakim cieszy się praca Fiedela, przede wszystkim do drugiego z filmów. Jeśli więc ktoś nie wyobraża sobie muzyki do najnowszego Terminatora w innej niż tamta postaci, to w zasadzie może sobie krążek Elfmana od razu darować. Natomiast dla pozostałych może on stać się źródłem naprawdę solidnej rozrywki.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Opening – 5:59
2. All is Lost – 2:44
3. Broadcast – 3:15
4. The Harvester Returns – 2:43
5. Fireside – 1:30
6. No Plan – 1:42
7. Reveal/Escape – 7:42
8. Hydrobot Attack – 1:48
9. Farewell – 1:39
10. Marcus Enters Skynet – 3:21
11. A Solution – 1:43
12. Serena – 2:26
13. Final Confrontation – 4:13
14. Salvation – 3:04
15. Alice in Chains – Rooster – 6:14

Razem: 50:34



Komentarze czytelników:

Mystery:

Moja ocena:

Po przeczytaniu recenzji korciło mnie na 4, ale zostanę przy 3.5. Kolejna udana praca Elfmana.

Wawrzyniec:

Moja ocena:

A mnie niestety ciągle korci na 2,5, ale ze względu na sympatię do Elfmana pozostaję przy 3. Co nie zmienia faktu, że jest to jednak z gorszych prac Elfmana jakie miałem okazje ostatnio słuchać. Parę dobrych momentów to za mało, abym mógł tę pracę wyżej ocenić. Zresztą w przeciwieństwie do prac Fiedela grozi jej niestety szybkie popadnięcie w zapomnienie. Szkoda, ale wierzę, że Elfman się czymś dobrym zrewanżuje.

scoreman:

Moja ocena:

Recenzja pełna trafnych uwag. W zasadzie zgadzam się na całej linii. A ocenę nawet podniosę :) Świetny score.

Mefisto:

Moja ocena:

Najbardziej słuchalny score? No cóż, w sumie rzecz gustu, ale...dla mnie maks 3.

Jaszczur:

Moja ocena:

Porządna, solidna muzyka. Rewelacji nie ma, ale udany soundtrack - owszem ;)
Mocne 3 gwiazdki. Dałbym pół punktu (a nawet punkt) więcej gdyby w filmie częściej pojawiał się motyw przewodni znany z T1 i T2. A pojawia się - nie licząc napisów początkowych i końcowych - jeden raz...


  Do tej recenzji jest jeszcze 5 komentarzy -> Pokaż wszystkie