Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Coco Chanel (Coco Avant Chanel)

30 Czerwiec 2009, 13:09 
Kompozytor: Alexandre Desplat

Rok wydania: 2009
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Coco Chanel (Coco Avant Chanel)

Należało przypuszczać, że muzykę do wysokobudżetowego francuskiego filmu o Coco Chanel napisze Alexandre Desplat. To był oczywisty wybór, zarówno z punktu widzenia komercyjnego, jak i artystycznego. Desplat jest obecnie najbardziej utytułowanym kompozytorem muzyki filmowej z Francji, plasuje się on w ścisłej światowej czołówce, współpracując z wybitnymi reżyserami. Przede wszystkim jednak ma doświadczenie w ilustrowaniu obrazów, których akcja rozgrywa się na początku XX wieku a także specyficzny styl i wrażliwość, idealnie pasujące do dzieła Anne Fontaine.

Jego utwory stanowią przede wszystkim dopełnienie warstwy wizualnej filmu. Dodają i tak już bardzo zgrabnej narracji lekkości, współtworzą klimat epoki i kształtują przyjemny, nieco staroświecki (w dobrym tego słowa znaczeniu) nastrój opowieści. Wyrażenie emocji artysta pozostawił aktorom – ich sugestywna, pełna niuansów gra nie wymagała specjalnego podkreślenia dźwiękami.

Najistotniejsze jednak jest to, że muzyka Desplata uwypukla oryginalny styl tytułowej projektantki mody. Tematy i motywy są bowiem dokładnie takie jak sukienki Chanel – piękne, wyrafinowanie proste, eleganckie. Temat przewodni urzeka prostotą konstrukcji oraz wyszukanym, przejrzystym brzmieniem. Składa się on z drobnych powtarzających się motywów, granych na przemian na fortepianie i na klarnecie w *unisonie z gitarą akustyczną (kapitalny pomysł!), które opierają się na kilku podstawowych akordach kwintetu smyczkowego. Miarowy akompaniament a także skromna melodyka są jak prosty krój Chanel, a oryginalne rozwiązania brzmieniowe czy motywiczne (dwudźwiękowe odpryski głównego motywu, pojedyncze głębokie wejścia basu, *kontrapunkt skrzypiec itp.) jak małe, ale bardzo szykowne dodatki – czarny pasek, gustowna broszka itp. Gatunek dźwięku i fraz, osiągany przez muzyków London Symphony Orchestra porównałbym z kolei do najlepszych tkanin.

Taki jest temat przewodni, taki jest również uroczy stylowy walc (Chez Chanel, Casino de Deuville) oraz niezwykle wzruszający utwór Coco and Boy, odzwierciedlający uczucie pomiędzy dwójką tytułowych bohaterów.

Muszę jednak zaznaczyć, że większość rozwiązań kompozytorskich słyszeliśmy już we wszystkich ostatnich dziełach Desplata, poczynając od Malowanego Welonu, na Ciekawym przypadku Benjamina Buttona kończąc. Ten zatem, kto oczekuje od Coco Chanel nowych przeżyć artystycznych może się zawieść. Z drugiej strony nowy soundtrack francuskiego artysty dostarcza na tyle dużo doznań estetycznych, że nie powinien wzbudzać irytacji powtórzeniami. Narzekałbym raczej na mało ciekawe utwory ilustracyjne, ale też zdaję sobie sprawę z ograniczeń nakładanych przez niektóre sceny. W Coco Chanel słyszymy Desplata jakiego znamy i lubimy.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. L`abandon - 04:07
2. Chez Chanel - 02:33
3. Coco & Boy - 02:48
4. Royallieu - 02:54
5. Couture - 02:28
6. Avenue du Bois - 01:38
7. Premier baiser - 01:40
8. Gabrielle Bonheur - 01:54
9. L`Hippodrome - 02:55
10. Arthur Capel - 02:09
11. Confession de Balsan - 01:27
12. Coco reve de Paris - 01:32
13. L`Atelier - 01:48
14. Un seul Amour - 01:54
15. Le Chagrin de Coco - 03:00
16. Casino de Deauville - 01:38
17. Little Black Baby - 01:37
18. Qui qu`a vu Coco - 01:42

Razem: 39:44



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

Płyta jest krótka, co zaliczam na plus (poprzednie Desplaty były za długie), natomiast sama muzyka jest dość przeciętna. Desplat nie pokazał tu nic, czego już byśmy u niego nie słyszeli. Może po obejrzeniu filmu patrzy się na album inaczej, ale jako autonomiczne dzieło jest to muzyka i owszem ładna, dostojna, ale nie robi na słuchaczu większego wrażenia.

Mystery:

Moja ocena:

Fakt, nic nadzwyczajnego, ani w dyskografii Desplata, ani w tym roku, ta pozycja nie stanowi. Bardziej podoba mi się Chéri.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Płyta jest przeciętna. Wszystko już było. Recenzenci niszczą klony MV za ich wtórność, a Desplat co robi? Jedzie na autopilocie od kilku płyt już. A w przypadku takiego Desplata jak tutaj wolę posłuchać entego klona MV w którym przynajmniej się coś dzieje, niż przynudzające romantyczno-stylistyczno-senne plumkania niczym nie różniące się od Buttona, Welonu czy Lust Caution. Desplat dla mnie swoje najlepsze dzieła tworzył na początku tej dekady i w drugiej połowie lat 90, a później wzorem Hornera, klepie wciąż to samo. Gdzie teraz takie ścieżki jak Luzin, Birth, Girl.., Milles.. Nie ma!

scoreman:

Moja ocena:

Ja tam wolę powtarzającego się Desplata niż powtarzającego się Hornera, a tym bardziej kopistów z MV. Tu rzeczywiście mamy powtórkę z rozrywki, ale za to takiej na wysokim poziomie. Doskonałe to dzieło na pewno nie jest, ale ma swój urok i warto po nie sięgnąć. Ze świeżych prac Desplata wolę jednak "Cheri". Po krótkim namyśle daję 3,5.