Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

John Carter

24 Listopad 2012, 13:03 
Kompozytor: Michael Giacchino

Orkiestracje: Tim Simonec i 6 in.

Dyrygent: Tim Simonec

Wykonanie: The Hollywood Studio Symphony

Rok wydania: 2012
Wydawca: Walt Disney Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
John Carter

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
Wydana prawie 100 lat temu Księżniczka Marsa Edgara R. Burroughsa to dziś klasyk amerykańskiej literatury popularnej. Historia Johna Cartera, byłego amerykańskiego kawalerzysty, który trafia na Marsa (tu zwanego Barsoom), gdzie ratuje z opresji piękną księżniczkę i u jej boku zostaje bohaterem trwającej tam wojny domowej, swoje powodzenie zawdzięcza zgrabnemu połączeniu konwencji fantastyki i opowieści spod znaku magii i miecza. Od lat 30. XX wieku kilka razy przymierzano się do ekranizacji powieści Burroughsa, jednak po raz pierwszy sfilmowano ją dopiero w 2009 r. jako niskobudżetową produkcję kategorii B z udziałem takich „gwiazd”, jak Antonio Sabato Jr. czy Traci Lords. Tegoroczny film Andrew Stantona, twórcy animowanych hitów Gdzie jest Nemo? i Wall-E, to już dzieło z liczonym w setkach milionów dolarów budżetem i imponującą stroną wizualną. Mimo wcześniejszej wyjątkowo udanej współpracy reżysera z kompozytorem Thomasem Newmanem, zadanie napisania ścieżki dźwiękowej tym razem powierzono innemu wyjadaczowi ze stajni Pixara, zdobywcy Oscara za Odlot, Michaelowi Giacchino.

Mimo awanturniczej tematyki samego filmu, Giacchino napisał muzykę tylko w niewielkim stopniu ocierającą się o nastrój przygody i frywolnej zabawy. Utrzymany w westernowej stylistyce utwór Get Carter oraz rozładowujący napięcie melodyjnym walczykiem Gravity of the Situation to raczej wyjątki niż reguła. Na ścieżce dominują kompozycje dramatyczne. Już początkowy A Thern for the Worse najpierw obezwładnia słuchacza potężnym brzmieniem sekcji instrumentów dętych blaszanych, a następnie wciąga w pełną suspensu intrygę minimalistycznymi partiami smyczków i dętych drewnianych. Giacchino sięga po nie raz jeszcze w finałowym, trzymającym w napięciu Ten Bitter Years, zamykając w ten sposób film efektowną muzyczną klamrą. Rozbudowana sekcja dęta, w tak szerokim zakresie wykorzystująca możliwości brzmieniowe, jakie dają jej poszczególne instrumenty, to w czasach, w których szczytem wyrafinowania są smyczkowe ostinata, prawdziwa rzadkość.

Równie istotną rolę pełnią tu perkusjonalia, które dodają całości egzotycznego kolorytu i służą podkreśleniu dzikiej natury czerwonej planety i jej mieszkańców (Thark Side of Barsoom, Temple of Issus, Zodanga Happened). W analogiczny sposób kompozytor wykorzystał je w Land of the Lost (2009). Czasami Giacchino zaskakuje, w niecodzienny sposób łącząc ze sobą metalicznie brzmiącą perkusję z żeńską wokalizą lub śpiewną partią fletu.

Nieco słabsze wrażenie robi muzyka do scen akcji, sprowadzająca się w większości do repetowanych krótkich fraz (no. Sab Than Pursues The Princess czy The Second Biggest Apes I`ve Seen This Month). Momentów pozwalających jej wyjść poza rolę dźwiękowej tapety jest niewiele. W samym obrazie, jak to w zazwyczaj bywa, tego typu dźwiękowa „rąbanka” sprawdza się bez zarzutu, niską oryginalność rekompensując energią.

Elegijne fragmenty utworów Carter They Come, Carter They Get czy Change of Heart to z kolei typowa dla Giacchino liryka. Przewijający się w nich temat poświęcony został postaci księżniczki Dejah, choć pojawia się również w scenie, gdy tytułowy bohater wraca do wspomnień o swojej tragicznie zmarłej rodzinie. Wszystko to wzmocnione jest oczywiście gigantycznym ładunkiem patosu. W kinie realistycznym taki sposób pisania muzyki uznany by został za kicz, jednak w ramach przyjętej tutaj konwencji jest jak najbardziej na miejscu. Giacchino ma tego doskonałą świadomość i bez skrępowania korzysta ze wszystkich dostępnych trików. Najlepszym przykładem tego jest ilustracja sceny przerwanych zaślubin (The Prize Is Barsoom), w której przesadnie dramatyczne crescenda orkiestry kompozytor kontrastuje z rozedrganym brzmieniem samotnych skrzypiec. Smaku w tym niewiele, ale efekt jest murowany.

Zaskakująco kameralnie na tym tle wypada finałowa suita (John Carter of Mars). W porównaniu z głośnymi, intensywnymi ilustracjami, które wypełniają cały soundtrack, ostatni utwór jest wyjątkowo spokojny i stonowany. Poszczególne tematy odgrywane są bez zbędnego pośpiechu ani popisów aranżacyjnych. Takie rozwiązanie nie przytłacza słuchacza, zostawiając pozytywne wrażenie na zakończenie tego nierównego albumu.

Michael Giacchino, obwołany niegdyś nadzieją hollywoodzkiej muzyki filmowej, po raz kolejny pokazał, że jest solidnym rzemieślnikiem. Na tle przeżartych elektroniką, nierzadko prostackich dzieł wielu swoich kolegów, jego kompozycje wciąż stanowią kawał przyzwoitej rozrywki. Nie inaczej jest w przypadku Johna Cartera. Właściwy rozmach i szczypta przygody to gwarancja, że ścieżka dźwiękowa do filmu Stantona znajdzie swoich amatorów. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że swoje złote lata Giacchino ma już za sobą (chciałbym się jednak mylić). Carterowi, przy całej swojej słuchalności, daleko jest do pełnych fantazji, brawurowo zaaranżowanych ilustracji do gier Medal of Honor (całej serii), Secret Weapons over Normandy, animacji w rodzaju Iniemamocnych i Ratatuja, a nawet niesławnego Speeda Racera Wachowskich. Brak tamtej oryginalności i tamtego polotu to tak naprawdę największa wada tejże muzyki (podobnie zresztą rzecz miała się ze Star Trekiem (2009)). Jeśli komuś to niespecjalnie przeszkadza, powinien śmiało sięgać po Johna Cartera.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

01. A Thern for the Worse – 7:39
02. Get Carter – 4:35
03. Gravity of the Situation – 1:20
04. Thark Side of Barsoom – 2:56
05. Sab Than Pursues the Princess – 5:34
06. The Temple of Issus – 3:25
07. Zodanga Happened – 4:02
08. The Blue Light Special – 4:13
09. Carter They Come, Carter They Fall – 3:55
10. A Change of Heart – 3:06
11. A Thern Warning – 4:04
12. The Second Biggest Apes I’ve Seen This Month – 2:36
13. The Right of Challenge – 2:23
14. The Prize Is Barsoom – 4:29
15. The Fight for Helium – 4:34
16. Not Quite Finished – 2:07
17. Thernabout – 1:19
18. Ten Bitter Years – 3:13
19. John Carter of Mars – 8:55

Razem: 74:22



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

Lepiej późno, niż wcale :) Dobry tekst.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Ocena ciut za niska, jeden z topowych scorów tego roku. W Top5, a już na pewno w Top10. Gjaczino jest jedynym godnym następcą symfonicznego Williamsa z lat 80.

Krzysztof Ruszkowski:

Moja ocena:

No właśnie w tym problem, że godnym następcą to się on wydawał 10 lat temu, zanim jeszcze na dobre wkręcił się do kina. Bogate aranżacje, świetne tematy, orkiestra brzmiąca jak w najlepszych hollywoodzkich filmach - to wszystko można usłyszeć w "Medal of Honor" czy pierwszych animacjach. W ciągu paru ostatnich lat, niestety, jakość jego muzyki znacząco się obniżyła. Od czasu "Odlotu", który przecież też nie był nie wiadomo jakim arcydziełem, żaden jego soundtrack nie zainteresował mnie na dłużej, choć ani "Super 8", ani "Star Trekowi" nie można odmówić słuchalności. "Carter" IMO plasuje się na tym samym poziomie. Dla mnie wciąż jego najlepszym scorem do filmu aktorskiego jest "Speed Racer".

Mystery:

Moja ocena:

Giacchino jest nieporównywalnie lepszym kompozytorem niż 10 lat temu. Jego gry (nie licząc Airborne seria MOH czy SWON) czy animacje (Iniemamocni, Ratatuj), to imitacje, do tego konwencjonalne i jakby chciał to tak jak Medalu brzmiałby w Star Treku czy Carterze, ale to nie jest jego muzyczny styl. Giacchino = Lost i właśnie w Star Treku, Let Me In, Super 8 czy Carterze, daje upust swojemu własnemu głosowi, a jego forma po apogeum jakim był ostatni sezon Lost, trzyma się w jak najlepszym porządku. Który kompozytor Hollywood w ostatnich latach miał tyle ponadprzeciętnych, równych prac, obdarzonych takimi tematami jak Odlot, Star Trek, Let Me In, Ghost Protocol, Super 8, John Carter czy La lune? Pewnie tylko Desplat, dlatego można krytykować jego ostatnie dokonania, ale zrobić w lepszym stylu takiego Super 8 czy Cartera, to nie wiem czy dziś komuś udałoby się odnieść na tym polu wielkiej, tematycznej, symfonicznej muzyki większy sukces.

Krzysztof Ruszkowski:

Moja ocena:

Nigdy nie przepadałem za "Lostem". Tylko jeden jedyny album z nie pamiętam już którego sezonu przykuł moją uwagę na dłużej. Zgadzam się jednak z Mysterym, że Giacchino obecnie mniej imituje, a częściej pisze od siebie. Jednak jego własny styl specjalnie nie porywa, bo jest dosyć toporny i pozbawiony tego wszystkiego, co na samym początku pozwoliło zwrócić na niego uwagę i rozbłysnąć jego gwieździe, a o czym wspomniałem we wcześniejszym komentarzu.


  Do tej recenzji jest jeszcze 1 komentarz -> Pokaż wszystkie