Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Speed Racer

21 Lipiec 2008, 21:31 
Kompozytor: Michael Giacchino

Orkiestracje: Tim Simonec, Jack Hayes, Chris Tilton, Peter Boyer, Richard Bronskill, Chad Seter i Larry Kenton
Wykonanie: The Hollywood Studio Symphony i Page LA Studio Voices

Rok wydania: 2008
Wydawca: Varèse Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Speed Racer

Odtwarzaj / Zatrzymaj

O tym, że aktorska adaptacja kultowych seriali animowanych jest zadaniem ryzykownym przekonało się już paru twórców. Ostatnio do tego grona dołączyło rodzeństwo Wachowskich z filmem Speed Racer, opartym na popularnej kreskówce telewizyjnej z przełomu lat 60. i 70. Speed Racer, a w zasadzie jego japoński pierwowzór Mach GoGoGo, powstał spod ręki Tatsuo Yoshidy najpierw jako manga, a dopiero następnie jako serial TV. Inspiracją dla opowieści o naszpikowanych gadżetami samochodach wyścigowych był m.in. słynny Goldfinger Guy’a Hamiltona. Serial został szybko zakupiony przez Amerykanów i po obowiązkowej adaptacji kulturowej został przedstawiony młodej widowni właśnie jako Speed Racer. Również w Stanach produkcja cieszyła się duża popularnością a niektóre jej elementy weszły na stałe do kanonu amerykańskiej popkultury. Przeniesienie historii na wielki ekran wyglądało na zadanie idealnie stworzone dla Wachowskich, których Matrix był przecież zanurzony w kulturowej i popkulturowej tradycji obu krajów. Film jednak sukcesu nie odniósł. Kiepski scenariusz i bijąca po oczach kampowa stylizacja na pewno w tym nie pomogły.

Muzykę do Speeda Racera napisał Michael Giacchino i jest to jego pierwsza współpraca z Wachowskimi. Amerykański kompozytor stworzył partyturę bardzo dynamiczną, bogatą w adrenalinę i testosteron. Jej oś stanowi oryginalna melodia Nobuyoshiego Koshibe, pochodząca z otwierającej serial piosenki, napisanej wspólnie z Yoshidą Yoshiyukim. Giacchino umiejętnie rozłożył powyższy temat na czynniki pierwsze, po czym poszczególne jego elementy wplótł w różne miejsca swojej ilustracji. Adaptacja tego materiału jest bardzo ciekawa. W zależności od rozłożenia *akcentów, czasem służy on jedynie za podkład rytmiczny, innym razem wychodzi na pierwszy plan. Niektóre utwory akcji, jak Thunderheart czy 32 Hours, bazują głównie na klasycznej melodii, natomiast inne, jak Casa Cristo albo Go Speed, Go, wykorzystują ją tylko w kluczowych momentach. Już pierwszy utwór na albumie – I am Speed – oparty jest przede wszystkim na charakterystycznym ostinato pochodzącym z kompozycji Koshibe oraz pierwszych taktach serialowego tematu.

Instrumentarium, na którym bazuje Giacchino, jest bardzo szerokie. Oprócz rozbudowanej sekcji dętej i smyczkowej, stosuje również gitarę basową, fortepian oraz ksylofony. Miłą odmianą w stosunku do większości powstających obecnie kompozycji akcji jest to, że w tej muzyce prawie nie uświadczymy syntezatorów. Owszem pojawiają się i one, ale za to w dawce minimalnej (32 Hours i Let Us Drink Milk). Sam styl, w jakim Speed Racer został napisany, jest jak najbardziej charakterystyczny dla Giacchino. Słuchacze takich prac, jak M:I 3, ale też The Incredibles czy Ratatouille na pewno w mig rozpoznają swoiste kompozytorowi brzmienie, w którym epicki rozmach sąsiaduje z quasi jazzowym wtrętami i – niekiedy – również z orkiestrową sieczką. Wszystko to zostało bogato zaaranżowane i zorkiestrowane na poziomie, którego próżno szukać wśród popularnych kompozycji ze stajni Hansa Zimmera. Pewnego rodzaju nowością dla muzyki Giacchino są wokalizy, same w sobie niezbyt odkrywcze, tu jednak wprowadzające pożądaną różnorodność. Szczególnie interesującą jest ta z utworu Casa Cristo, w którym imituje okrzyki i westchnięcia, oraz ta z End of the First Leg, która swoim ulotnym charakterem kojarzy się z wokalizami Jana A.P. Kaczmarka (np. z Unfaithful albo The Evening). Pozostałe służą już głównie budowie patosu (Tragic Story of Rex Racer czy The Maltese Ice Cave), czym nie wybiegają poza hollywoodzki standard.

Oprócz czerpania z twórczości Koshiby, Giacchino wniósł do ilustracji kilka swoich melodii. Część z nich to różnorodne motywy akcji, z których niektóre słyszymy kilkukrotnie. Najciekawszym jest według mnie ten z Taejo Turn Trixie – niesamowicie chwytliwy a przy tym naładowany bardzo dużym ładunkiem energii. Inna sprawa, że intensywności nie można odmówić żadnemu z utworów akcji, z których każdy to ostra – nomen omen – jazda „bez trzymanki”. Przeciążenia, którym poddawani są bohaterowie, dają się we znaki również słuchaczom, tym bardziej, że im dalej w spojrzeć w listę utworów, tym muzyka staje się coraz dramatyczniejsza. Wzbogacony o militarny sznyt Grand Ol’ Prix to już utwór o proporcjach znanych z Godzilli Davida Arnolda czy The Matrix Revolutions Dona Davisa.

Na szczęście Speed Racer to nie tylko muzyka akcji. Kilkukrotnie pojawia się również temat liryczny, grany najczęściej na smyczkach z towarzyszeniem perkusji i gitary *basowej. Słyszymy go m.in. w World’s Best Autopia, Tragic Story of Rex Racer, Reboot oraz Let Us Drink Milk. Inne interesujące liryczne melodie pojawią się w He Ain’t Heavy, ilustrującym scenę rozmowy Speeda z ojcem oraz we wcześniejszym Racing`s in Our Blood. Te kompozycje są doskonałą okazją do wytchnienia po scenach wyścigów. Jednym z moich ulubionych utworów na płycie jest z kolei Vroom and Board. Rozpoczyna się bardzo dramatycznym akcentem, który stanowi wprowadzenie dla bardzo ciekawej melodii. Stopniowo rozwijana osiąga epickie rozmiary, by za chwilę przybrać lekkie brzmienie rodem z kreskówki o Tomie i Jerrym, a w drugiej części utworu zmienić postać na zwiewną, niemal staromodnie romantyczną.

Finał albumu to przede wszystkim patetyczny Let Us Drink Milk, w którym zbiegają się poszczególne tematy. O ile użyty w tej kompozycji wokal uważam za banalny, a wręcz całkowicie zbędny, tak sam utwór stanowi idealne zwieńczenie przygodowego – jakby nie było – soundtracku. Nie licząc Johna Williamsa, obecnie mało który kompozytor pozwala sobie na tak efektowne zakończenia. Dla niektórych może to być z pewnością passe, dla mnie to niewątpliwa zaleta w czasach, gdy umieszczana na albumach muzyka nie układa się w żadną sensowną całość. Podobna rzecz tyczy się utworu zamykającego krążek. Giacchino już kilkukrotnie udowodnił, że od dawna zaniedbywana sztuka budowania specjalnych utworów pod napisy końcowe nie jest mu obca. W tym przypadku mamy do czynienia dekonstrukcją piosenki Koshiby i Yoshiyukiego, w której fragmenty oryginału zmiksowane zostały z jazzującą wersją instrumentalną, przypominającą trochę klasyczne Casino Royle Bacharacha. Efekt jest może odrobinę kiczowaty, ale nie można odmówić mu oryginalności.

Gdy już przejażdżka ze Speedem Racerem dobiegnie końca, należy zadać pytanie, jak – jako całość – prezentuje się kompozycja Giacchino. Na pewno jest to solidna ilustracja, jakiej należałoby oczekiwać od nie mającego większych ambicji letniego akcyjniaka. Czy to jednak wystarczy na dobry, godny polecenia album? Nie ulega wątpliwości, że muzyka Giacchino do filmu Wachowskich nie jest ani arcydziełem, ani nawet szczytem możliwości kompozytora. Pozostaje żałować, że przy zawrotnym tempie ścigających się bolidów autor nie miał specjalnie szansy napisania utworów naprawdę bogatych w treść, jak to miało miejsce np. w przypadku serii Medal of Honor. Omawianej ścieżce dźwiękowej bliżej jednak do trzeciej odsłony Mission: Impossible, aczkolwiek w porównaniu z nią, mamy tu album bardziej różnorodny, a co więcej muzyka nie-akcji jest na zdecydowanie wyższym poziomie niż ta w filmie Abramsa. Tak czy owak, jednorazowe przebrnięcie przez cały krążek może okazać się dla niektórych zbyt męczące. Dlatego też nie polecam go osobom nie gustującym w szczególnie intensywnych score’ach. Fani tego typu pozycji powinni być jednak ukontentowani, tym bardziej, że zdominowany przez coraz bardziej syntetyczne i ubogie – zarówno artystycznie, jak i rzemieślniczo – produkcje rynek nie rozpieszcza. Dlatego też Speed Racer Michaela Giacchino dostaje ode mnie czwórkę. Trochę naciągniętą, ale jednak czwórkę.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. I Am Speed - 0:37
2. World`s Best Autopia - 1:15
3. Thunderhead - 3:07
4. Tragic Story of Rex Racer - 4:49
5. Vroom and Board - 3:38
6. World`s Worst Road Rage - 2:41
7. Racing`s in Our Blood - 1:52
8. True Heart of Racing - 4:05
9. Casa Cristo - 4:02
10. End of the First Leg - 2:20
11. Taejo Turns Trixie - 1:37
12. Bumper to Bumper, Rail to Rail - 3:07
13. The Maltese Ice Cave - 2:04
14. Go Speed, Go! - 1:24
15. He Ain`t Heavy - 1:45
16. 32 Hours - 3:49
17. Grand Ol` Prix - 6:13
18. Reboot - 3:08
19. Let Us Drink Milk - 4:33
20. Speed Racer - 4:21

Razem: 60:14



Komentarze czytelników:

Mystery:

Moja ocena:

Bardzo porządna recenzja. Speed Racer to mój najukochaniszy score roku. Ileż to godzin z nim spędziłem. W dzisiejszych czasach żadko zdarza się, by z takim rozmachem, a przy tym z ogromną pieczołowitością, różnorodnością i wykonaniem, score wyglądał na światło dzienne.
Jest tu tyle wspaniałych utworów, że jak zawsze wracam do jednego, to i tak nie może obejść się bez wysłuchania całości. Świetny Thunderhead, tajemnicze Tragic Story of Rex Racer, komedyjno-nostalgiczny Vroom and Bard, zjawiskowa Casa Cristo, jazzowy Bumper to Bumper, heroiczne The Maltese Ice Cave i Go Speed, Go!, epickie Grand Ol` Prix, wzniosłe Let Us Drink Milk czy prześmiewcza piosenka Speed Racer. Soundtrack cały czas czymś zaskakuje, wejściem chóru, gitarą basową, jazzującymi momentami, monumentalnym orkiestrowym brzmieniem czy użyciem jak choćby w Reboot nietypowych instrumentów.
Jedyną wadą ścieżki jest jej długość i to, co znalazło się na ścieżce. Po Internecie krąży 2 godzinny complete score, który uważam za lepszy od oficjalnego wydania. Tylu znakomitych utworów, tematów i przeróżnych aranżacji, nawet po przesłuchaniu regularnego wydania, się nie spodziewałem. Weźmy taki Vroom and Board. W tym utworze słyszymy 4! różne tematy. Na CS każdy ma swoje rozwinięcie. Sporo tu także nowego materiału. Jest przyjemny walczyk, utwór wykorzystujący instrumenty dalekiego wschodu, na jednym z tracków chór wykrzykuje gromkie Alleluja, a piosenka końcowa jak i pozostałe utwory są wydłużone i przearanżowane. Szkoda, że film odniósł taką porażkę, gdyż nie pozwoli to szerszej rzeszy słuchaczy na zapoznanie się z tym świetnym scorem i wydanie 2 CD pewnie nigdy nie ujrzy oficjalnie światła dziennego. Do maksymalnej oceny Speed Racerowi trochę brakuję, ale patrząc na poziom ścieżek w tym roku, to jest to naprawdę pozycja warta wyróżnienia. Tak więc z czystej sympatii i za niesamowitą słuchalność stawiam 5.
Ps. W filmie muzyka ponoć ostro daje czadu :)

Mefisto:

Moja ocena:

Faktycznie, dobra recka. Co do samej muzyki to też jest dobra, ale album niestety za długi. 30 minut w zupełności zaspokoiłoby potrzeby każdego, podczas gdy 60 minut zwyczajnie męczy.

Krystian:

Moja ocena:

Nie przepadam za stylem Michael Giacchino, chociaż jego kompozycja do Ratatuj nawet mi się podoba. Jednak Speed Racer wydaje mi się bardzo prosty, muzyka akcji taka sobie. W sumie nic specjalnego. Spodziewałem się lepszej partytury, świetnej akcji i chociaż jednego chwytliwego tematu. Taki przeciętny score, żadna rewelacja. Jak dla mnie trochę słaba trója.

scoreman:

Moja ocena:

Jak zwykle u Giacchino - dobre rzemiosło i żadnego nowego pomysłu. Słabiutko.

Mystery:

Moja ocena:
bez oceny

Za długi, bardzo prosty, muzyka akcji taka sobie, brak chwytliwego tematu, żadnego nowego pomysłu?. Chyba słuchaliśmy dwóch różnych płyt. Score jest bardzo różnorodny. Co utwór to inny temat. Jazz, orkiestra, wokalizy, chóry, czego dusza zapragnie. Wszystko wykonane perfekcyjnie, ze świetnymi aranżacjami i orkiestracjami. Co do utworów akcji Grand Ol` Prix, World`s Worst Road Rage czy The Maltese Ice Cave, jak na film dla dzieci, brzmią bardzo potężnie, a co najważniejsze są idealnie dopasowane pod obraz i jak pozostałe utwory doskonale spisują się w filmie, a napisać i podłożyć dobrze muzykę pod tak specyficzny obraz, to nie lada zadanie. Giacchino bawi się konwencjami i idzie mu to świetnie. W jakim współczesnym scorze uświadczymy taką gitarę basową, trąbki czy tak dźwięczne ksylofony, świadomy ukłon w stronę mistrzów Manciniego i Schifrina. Oczywiście można było pójść na łatwiznę. Wziąć jakiś skoczny, chwytliwy temp-track, wrzucić parę sampli, zmiksować i obrobić w komputerze, pewnie wszyscy byli by zadowoleni. Przecież obecnie takie rzemiosło jest bardzo cenione. Rozumiem, że styl jaki zaprezentował nam tutaj kompozytor, może nie każdemu odpowiadać, ale za choćby samą warstwę techniczną należy się uznanie. Jeżeli SR ocenić na 2-3, to jaką notą obdarzyć Iron Mana, Kung Fu Pande, Dark Knighta czy Hancocka? Myślę, że nota wystawiona przez recenzenta, jest jak najbardziej adekwatna i sprawiedliwa, co pan Krzysztof celująco zaargumentował, no ale każdy ma przecież prawo do własnej oceny.


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie