Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Star Trek

14 Maj 2009, 09:57 
Kompozytor: Michael Giacchino

Orkiestracje: Tim Simonec i in.

Dyrygent: Tim Simonec

Rok wydania: 2009
Wydawca: Varèse Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Star Trek

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Star Trek w reżyserii J.J. Abramsa cofa widzów do początków przygód załogi statku U.S.S. Enterprise. Jest to z jednej strony pełnoprawny prequel, jak i zarazem restart serii, stworzonej w latach 60. przez Gene`a Roddenberry`ego. Muzyczne korzenie produkcji spod znaku „Gwiezdnej wędrówki” sięgają telewizyjnego serialu, do którego temat napisał zmarły w zeszłym roku Alexander Courage. Jednak w historii muzyki filmowej o wiele istotniejsze znaczenie miały ilustracje do obrazów pełnometrażowych, a przede wszystkim pierwsza z nich – Star Trek: The Motion Picture Jerry`ego Goldsmitha (Goldsmith napisał muzykę do pięciu epizodów, a także tematy przewodnie do seriali The Next Generations i Voyager). Równie znacząca była przygoda z serią Jamesa Hornera (The Wrath of Khan i Search for Spock), która okazała się dla niego przepustką do kariery. Z pozytywnymi ocenami spotkała się również praca Cliffa Eidelmana do szóstego filmu z cyklu (The Undiscovered Country). Te cztery nazwiska nie wyczerpują jednak wyjątkowo długiej listy artystów związanych na krócej lub dłużej z serią. W tym roku wpisał się na nią Michael Giacchino.

Star Trek bez wątpienia spełnia wiele z wymagań, które można postawić ilustracji muzycznej do dużego widowiska science fiction, czy nawet w ogóle każdej szanującej się ścieżce dźwiękowej. Mamy tu bowiem wyraźny temat przewodni oraz inne tematy i motywy dodatkowe, wszystko razem łączy się wzajemnie w dość spójną całość. Obecne są – i w filmie, i na albumie – podstawowe struktury narracyjne, tj. początek, rozwinięcie i zakończenie. Niby wszystko gra, a jednak pozostaje pewien niedosyt. Temat główny, choć nie najgorszy, nie należy do najlepszych w dorobku Amerykanina. Muzyce Giacchino brakuje również tego klasycznego sznytu, jaki miała większość dotychczasowych ścieżek w serii. Bliżej jej do współczesnych score`ów akcji, niż do tych z dawnych kosmicznych eposów. Niewątpliwie taki nowoczesny charakter ma film Abramsa, ale z drugiej strony nawet w o wiele płytszym i bzdurniejszym Speedzie Racerze Giacchino wykrzesał więcej muzycznie bogatszych i pełnych polotu ilustracji.

Nie znaczy to jednak, że para poszła w gwizdek i nie ma na czym ucha zawiesić. Star Trek pod wieloma względami broni się jako praca naprawdę solidna, i fani twórczości Giacchino znajdą w niej sporo materiału, który powinien się spodobać. Prym wiodą cztery bardzo interesujące utwory. Labor of Love to śliczny liryczny motyw z początku filmu, stylistycznie bliski muzyce z serialu Lost. Kolejną świetną kompozycją jest Enterprising Young Men, w której Giacchino serwuje swój nowy temat przewodni w epicko-przygodowej aranżacji. Jest to jeden z niewielu utworów, w których pozwala tej melodii rozwinąć skrzydła. Finałowy That New Car Smell to natomiast okazja, by posłuchać w pełnej krasie tematu Spocka. Aby podkreślić egzotyczne korzenie postaci, Giacchino sięgnął po chińskie erhu. Tu również słyszymy bardzo przyjemne wykonanie tematu przewodniego na trąbkach i fletach. Album kończy End Credits, który - razem z wcześniejszym To Boldly Go - stanowi efektowną suitę, w której kompozytor inteligentnie połączył ze sobą wszystkie nowe melodie oraz pochodzący sprzed ponad 40 lat temat Courage`a. Tu, tak jak w przypadku Speed Racera, zestawienie zupełnie różnych stylów zaowocowało dość oryginalną mieszanką, co pewnie nie każdemu się jednakowo spodoba. Mimo wszystko to właśnie w tej kompozycji Giacchino zaprezentował ten rozmach i fantazję, których brakuje mi w wielu pozostałych utworach.

Wśród czterdziestu paru minut materiału, który trafił na album, dominuje muzyka akcji. Najbliżej jej do kompozycji z pierwszej połowy Medal of Honor: Airborne. Tu również Giacchino buduje muzykę z krótkich fraz, które następnie kilkukrotnie powtarza w charakterystyczny dla siebie sposób, wplatając między nie któryś z tematów. Pokaźne miejsce zajmuje tu choćby motyw okrutnego Nero (Nailin` The Kelvin, Nero Sighted...) – swoim niskim brzmieniem błyskawicznie sygnalizuje zagrożenie. Z drugiej strony, w przeciwieństwie do MoH: Airborne, Star Trek niestety nie może pochwalić się równie różnorodnymi instrumentacjami, ani tak dobrą jakością nagrania.

Ocena rzeczonej pracy Michaela Giacchino sprawia mi trudność. Star Trek wydawał się idealnym projektem dla Giacchino. Kompozytor dał się poznać jako artysta, który potrafił się perfekcyjnie odnaleźć w wielu różnych gatunkach. Co więcej, wielokrotnie udowodnił, że ma talent do wymyślania ciekawych melodii, które następnie rozwijał w sposób, którego nie powstydziliby się starzy wyjadacze muzyki filmowej. Jednym słowem, oczekiwania były duże. Być może zbyt duże... Przede wszystkim kompozytor musiał się zmierzyć z artystami, których wkład w serię Star Trek jest nie do przecenienia. Zadania nie ułatwiły mu także niektóre podobne gatunkowo dzieła z ostatnich dwóch dekad (np. Independence Day Arnolda, Starship Troopers Poledourisa, Lost in Space Broughtona, prequele Star Wars Williamsa czy The Matrix Revolutions Davisa), które dla wielu fanów, w tym dla mnie, stanowią punkt odniesienia. Także na tym tle najnowszy Star Trek wypada stosunkowo gorzej. Z drugiej strony, „gorzej” nie oznacza „źle”. Słuchalność albumu poprawia obejrzenie filmu, w którym muzyka jest – na szczęście – solidnie wyeksponowana i pełni ważną rolę. Z kolei zaletą krążka jest jego krótki czas trwania. Odbiło się to na pominięciu kilku ciekawych utworów, ale jednocześnie uchroniło przed uczuciem przytłoczenia. Podsumowując, Star Trek to bardzo dobrze skomponowana ścieżka dźwiękowa, której jednak daleko do największych osiągnięć serii, samego kompozytora i swojego gatunku w ogóle. Pod tym względem Star Trek podobny jest do zeszłorocznego Indiana Jones and the Kingdom of Crystal Skull Johna Williamsa. Trochę szkoda.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Star Trek - 1:03
2. Nailin’ the Kelvin - 2:09
3. Labor of Love - 2:51
4. Hella Bar Talk - 1:55
5. Enterprising Young Men - 2:39
6. Nero Sighted - 3:23
7. Nice To Meld You - 3:13
8. Run and Shoot Offense - 2:04
9. Does It Still McFly? - 2:03
10. Nero Death Experience - 5:38
11. Nero Fiddles, Narada Burns - 2:34
12. Back From Black - 0:59
13. That New Car Smell - 4:46
14. To Boldly Go - 0:26
15. End Credits - 9:11

Razem: 44:52



Komentarze czytelników:

voagar:

Moja ocena:

Jak dla mnie 4,5. Jedynym zarzutem może być małe zróżnicowanie tematów, ale te które dostaliśmy są świetne i chwytliwe. A całość jest bardzo epicka:) Według mnie najlepsza ścieżka tego roku, na równi z Lost 4.

VPFreeMan:

Moja ocena:

Jak dla mnie najlepszy score A.D.2009!!!!! W filmie prezentuje się wybornie :)

Krystian:

Moja ocena:

Zgadza się, trochę szkoda, bo ja myślałem, że Michaela poniesie jakaś wyobraźnia, z racji tematyki filmu, a tu w zasadzie klapa. Płytę przesłuchałem już 2-3 razy, i nie pamiętam z niej żadnego tematu, i praktycznie nie usłyszałem motywów wspomnianych przez recenzenta, w ogóle ich nie uchwyciłem, dlatego nie mam już nawet ochoty na ponowne jej odsłuchanie. Spodziewałem się czegoś lepszego, bardziej oryginalnego i zaskakującego, a otrzymałem tylko solidną porcję muzyki, gdzie pełno rąbanki w stylu Giacchino, znanej z poprzednich jego partytur.

Mystery:

Moja ocena:

Solidna recka, choć zabrakło mi wspomnienia o chóralnych momentach. Myśląc racjonalnie, zgodziłbym się z zaproponowanymi, muszę przyznać, sprawiedliwymi ocenami. Jednak radość, jaką czerpię ze słuchania i to jak muzyka spisuje się na ekranie, skłania mnie do podciągnięcia noty o pół oczka więcej, 4 na płycie, 4.5 w filmie. Motyw przewodni jest moim zdaniem fantastyczny, wprost idealnie oddaje klimat nowego, reaktywowanego "Star Treka" i jego młodej, pełnej wigoru i polotu załogi. Złowrogi temat "Nero" należy natomiast do najlepszych z pod ręki Giacchino, niezwykle mocny i potężny kawał muzyki. Jak dałem do zrozumienia wcześniej, muzyka w filmie prezentuje się o wiele bardziej okazale. Finał filmu w postaci "Nero Death Experience", "Nero Fiddles, Narada Burns", "Back From Black", robi ogromne wrażenie, to trzeba obejrzeć i usłyszeć. Podobnie jest z "End Credits". Giacchino świetnie prze aranżował motyw Couragea z serialu, łącząc go z swoim materiałem. Dla mnie bomba i jeszcze te wizualizacje, świetnie się ogląda i słucha, naprawdę warto zostać w kinie te parę minut dużej. Może muzyka nie zasługuje na tak hojną notę z mojej strony, ale niższa byłaby wbrew moim odczuciom.

Mefisto:

Moja ocena:

Zgadzam się - 3,5 to chyba najlepsza ocena, z czego to pół nieco na zachętę i za to, że działa to w filmie naprawdę dobrze. Na płycie jednak nieco zbyt jednolicie, bardziej taki Lost w kosmosie, jak Star Trek.


  Do tej recenzji jest jeszcze 13 komentarzy -> Pokaż wszystkie