Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Cena honoru (The Four Feathers)

10 Lipiec 2003, 10:01 
Kompozytor: James Horner

Rok wydania: 2002
Wydawca: Sony Classical

Muzyka na płycie:
Cena honoru (The Four Feathers)

Kontrowersyjny James Horner postanowił chyba dołożyć do ognia i jeszcze bardziej zaskoczyć swoich fanów oraz "wiernych" przeciwników. Zastanówmy się więc za co można by jeszcze skrytykować muzykę tego kompozytora? Otóż wydaje mi się, że rozwiązanie tej zagadki znajdziecie słuchając nowej pracy Hornera The Four Feathers.

Od razu na wstępie chciałbym zaznaczyć, że soundtrack ten zdecydowanie różni się od wcześniejszych dzieł Artysty. Ci, którzy zadają sobie odwieczne pytanie "czy Pan James uraczy nas jeszcze kiedyś oryginalną kompozycją?" mogą znowu spać spokojnie ponieważ odpowiedź brzmi "Tak, uraczy nas".

O tej jakże osobliwej innowacji przekonujemy się już na samym początku, wraz z pierwszymi nutami The Makings Of A Fine Soldier. Atmosfera jest tu dość nietypowa w porównaniu z wcześniejszym charakterem hornerowskich partytur. Słyszymy niezwykłe wokale, które wykonuje Rahat Nusrat Fateh Ali Khan. Ten bajkowy, arabski głos jak gdyby hipnotyzuje nas przez pewien czas trwania utworu ale klimat wydaje się być coraz bardzie mroczny. Słyszymy elementy etniczne takie jak motyw afrykańskiej perkusji natomiast w tle muzykę tworzy syntezator. Później wchodzi *róg i zostaje wykonany jeden z głównych tematów przewodnich na płycie. Jest on może trochę niemelodyjny jednak doskonały i bardzo trafny. Robi się zamieszanie, wchodzi trąbka i *smyczki. Wydaje się jakby każdy instrument grał inną melodię. Werble przyspieszają i Horner osiąga apogeum po którym następuje wspaniałe zakończenie z czarodziejskim głosem Nusrata. Coś pięknego!!!

Następny utwór The Dance jest całkiem odmienny, nie ma w nim żadnej agresji. Zaczyna się od sekcji smyczków, które brzmią bardzo spójnie i tworzy się nieco nużąca atmosfera w dobrym znaczeniu tego słowa. Ten muzyczny obraz jest smutny i szary. Następnie słyszymy drugi motyw, który został wykonany na fortepianie. Jest to kompozycja dość oryginalna jak na Hornera, który zyskał sobie miano "artysty - powielacza". Utwór kończy się *progresją akordową w konstelacji smyczków i delikatnych, syntetycznych dźwięków.

Harry`s Resignation rozpoczyna się od wojskowego werbla, który nieco podgrzewa panującą atmosferę. Wyczuwa się zmianę natężenia siły tonów. Horner sukcesywnie wprowadza smyczki co sprawia, że kompozycja staje się bardziej dynamiczna. Po chwili jednak wracamy do refleksyjnego nastroju i wszystko jak gdyby ustaję w miejscu. Melodia dość niechętnie posuwa się na przód, czas płynie niesłychanie wolno. Później wchodzi klarnet i temat z The Dance zostaje powtórzony bardzo subtelnie. Smętny nastrój trwa gdzieś do połowy i tu Artysta ponownie wprowadza werbel i motyw wojskowy. Utwór kończy się bardzo emocjonalnie i stanowi niejako preludium do kolejnego wątku muzycznego.

SNIPER!...!!! Jestem pod wielkim wrażeniem tego kawałka. Trwa on niespełna dwie minuty ale niesie ze sobą potężny ładunek emocjonalny. Zaskakuje nas drastyczna zmiana klimatu dlatego też nie łatwo jest się "przestroić" mając za sobą piętnaście minut sentymentów. Horner zastosował tu jedynie syntezator, bębny i wspaniały wokal Nusrata. Arabski głos brzmi bardzo agresywnie i nieźle dysonuje, doskonałe!!!

Kolejny utwór To Abou Clea rozpoczyna delikatny, żeński wokal przy wtórze perkusji etnicznej. Wyczuwa się delikatny powiew pustynnego wiatru dlatego przez chwilkę można się nawet zrelaksować. Później klimat staje się bardziej mroczny i ponownie słychać syntezator aż do momentu, w którym Horner zdecydowanie przyspiesza by pod koniec zbombardować nas ciężkim brzmieniem smyczków i trąbek.

The Martyrs - Usłyszymy tu ciekawy arabski śpiew, na dwa głosy, który z początku wydaje się być bardzo emocjonalny. W miarę upływu czasu wokale cichną i jak gdyby zanikają we mgle. Kompozytor wprowadził również dość nachalną perkusję, która podkreśla tragizm sytuacji.

Następny utwór The Mahdi jest według mnie jednym z najlepszych na płycie. Zaczyna się bardzo mrocznie, słychać syntezator i bębny. Przez pierwsze dwie minuty Horner stara się utrzymać kompozycję w jednym klimacie ale wyczuwa się sukcesywny wzrost napięcia. Następnie mamy dość nieoczekiwane wprowadzenie wokalu Nusrata i elementów perkusji etnicznej. Wszystko brzmi bardzo agresywnie aż do momentu kiedy kompozytor kolejny raz serwuje nam wojskowy temat przewodni. Harmonia trwa jednak krótko bowiem za chwilę Horner wprowadza niezły instrumentalny chaos oraz afrykańskie bębny. Jest to fragment ciężki w odbiorze ze względu na dość ostry element *dysonansu. Co ciekawe, Artysta unika tu zbędnego wprowadzania muzyki na wyżyny chociaż akcja jest naprawdę bardzo żywa. Następnie rozpoczyna się kapitalny wokal Khana, który stwarza bardzo mistyczną atmosferę. Ten arabski głos brzmi dość agresywnie ale jest tak świetnie wkomponowany w całość, że stanowi raczej echo. Końcówka utworu niesie ze sobą wielki ładunek emocji. Mamy tu partytury na całą orkiestrę. Najgłośniej słychać skrzypce, trąbki i wiolonczele w tle zaś dźwięczy syntezator. Rahat zamyka swoim pięknym głosem The Mahdi i tu można doszukać się podobieństw do partytury z Titanika. Generalnie kawałek ten jest nie do opisania, to trzeba po prostu usłyszeć!!!

Po bitwie klimat znowu drastycznie się zmienia. Kolejne dwa utwory są spokojne i stonowane. Horner wprowadza nowy temat grany na fortepianie. Jest on bardzo smętny i raczej nie robi na mnie większego wrażenia. The Letters to dość nastrojowy kawałek gdzie usłyszymy temat miłosny kilka razy. Należy zwrócić uwagę na piękną melodię wiolonczeli tańczącej we mgle gdzieś na początku drugiej minuty. Świetne syntezatory!!!

Poison From A Friend zaczyna się mrocznie od wprowadzenia tajemniczej melodii przez etniczny instrument. Później śpiewa (a właściwie zawodzi) Arab. Następnie słyszymy trąbki, które potem zostaną zastąpione przez smyczki. Atmosfera jest nużąca ale z pośród ciemności wyłania się flecik lub klarnet, który działa jak promyk słońca wyłaniający się zza chmur. Bardziej dynamiczna końcówka powinna co niektórych rozbudzić ze snu.

ESCAPE...!!! - Tu trzeba od razu powiedzieć: ewidentnie najlepszy kawałek na płycie. Zaczyna się podobnie do Poison From A Friend ale już po chwili muzyka zamienia się w smyczkowy chaos. Trudno jest doszukać się w tym "bałaganie" właściwej melodii ale jeśli ktoś ma dobry słuch na pewno ją znajdzie. Gdzieś w połowie drugiej minuty Horner wprowadza wokal Nusrata i to jest chyba najbardziej emocjonujący fragment na płycie. Śpiew araba jest bardzo agresywny i doskonale przemyślany. Może wydawać się trochę nachalny ale o to chyba właśnie chodziło. Później do wokalu i afrykańskich bębenków dołącza trąbka co razem powoduje, że wszystko brzmi jak dysharmonia. Niektórzy zapewne odbiorą ten fragment jak rażącą sprzeczność dźwiękową ponieważ zakłóciło to zgodną harmonię. Dla mnie jest to coś niebywałego i rzadko spotykanego. Nigdy jeszcze nie miałem okazji usłyszeć tak "zdziwaczałej" kompozycji. Po wokalu następuję ostry dysonans, który wprowadza pełną orkiestrę. Od tej pory melodię prowadzą smyczki. Utwór kończy się dynamicznym fragmentem, który poprzedza łagodniejszy już śpiewem Nusrata.

Ethne`s Featherr zaczyna się tak samo jak The Letters i nie ma tu wielu innowacji. Właściwie ten kawałek mógłby dla mnie nie istnieć. Horner powtarza tu motyw miłosny ale dużo łagodniej i wprowadza więcej klawiszy.

Następny utwór Ghost Of Serenity to bardzo ciekawa kompozycja. Słyszymy tu cichy wokal Araba i głos żeński. Bardzo przyjemnie słucha się tej frazy zwłaszcza po dynamicznych partyturach. Można się naprawdę zrelaksować. Głos araba jest bardzo delikatny ale czasem lekko dysonuje.

Płytę kończy najdłuższy kawałek A Coward No Longer. Mamy tu zestawienie wszystkich wykorzystanych wcześnie motywów. Utwór zaczyna się dość nieśmiało i taka atmosfera panuje przez kilka minut poczym słyszymy krótki śpiew Rahata. Po nim orkiestra gra już bardzo głośno i pełnie wykonując temat miłosny na smyczkach. Płyta kończy się tematem przewodnim, który ją otwierał ale mamy tu więcej werbli a głos araba staje się bardziej delikatny.

The Four Feathers rzuciła nowe światło na osobę Jamesa Hornera i jego styl tworzenia. Nowe pomysły i wciąż zaskakujące partytury świadczą tylko o tym, że ten wybitny kompozytor dopiero wkracza w swój złoty wiek a cała przyszłość muzyczne jeszcze przed Nim. Jestem pewien, że w tej kwestii mam sporo racji no a jeśli nie to i tak jestem fanatykiem i dobrze mi z tym.

Recenzję napisał(a): Marcin Wojtanowski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. The Makings Of A Fine Soldier - 3:27
2. The Dance - 2:22
3. Harry`s Resignation - 10:09
4. Sniper! - 1:27
5. To Abou Clea - 3:08
6. The Martyrs - 2:40
7. The Mahdi - 10:47
8. The Letters - 6:52
9. Poison From A Friend - 6:56
10. Escape - 6:54
11. Ethne`s Feather - 4:21
12. Ghost Of Serenity - 6:29
13. A Coward No Longer - 13:49

Razem: 79:14



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

No, w końcu oryginalny Horner, ale...raz jeszcze za długi. Ostatnich dwóch utworów nie mogłem już znieść normalnie. Za to dwa świetne kawałki - właśnie te wyeksponowane w recenzji pozostają w pamięci na dłużej. Reszta niestety przeciętna.

Zuczek:

Moja ocena:

To nie jest dobry Horner,brakuje tej iskry ,polotu i swiezosci.Film az sie prosi o dobra partyture lecz horner po raz kolejny tego nie wykorzystal i to jest prawda!

Mystery:

Moja ocena:

Marudzicie. Takiego nowego Hornera, All The King`s Men, The New World, The Legend of Zorro, The Missing czy właśnie The Four Feathers można słuchać w nieskończoność a kawałki takie jak A Coward No Longer to kwintesencja stylu Hornera który jak dla mnie, wciąż potrafi pozytywnie zaskakiwać. Oczywiście Cena Honoru nie jest jakiś moim ulubionym soundtrackiem Hornera (plasuje się gdzieś w 3 dziesiątce) ale nadal jest to kawał porządnie wykonanej muzyki. Recenzja świetna i szkoda tylko, że pan Wojtanowski nie pisuje już tu recenzji.

Krystian:

Moja ocena:

To jest chyba jedna z nielicznych prac Hornera, w której nie przeszkadza mi długość płyty. "Ceny honoru" słucha się świetnie, głównie z powodu pewnej świeżości, która u Jamesa jest ostatnio bardzo rzadko spotykana. Ciekawe tematy, oraz świetne wokale Rahata... zadecydowały o mojej dosyć wysokiej ocenie, jak na tą partyturę. Jest niestety kilka momentów nudnych, to jednak warto zaczekać do świetnego podsumowania w "A Coward No Longer". Mocna czwóra, w pełni zasłużona.