Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Piraci Karaibów: Klątwa Czarnej Perły (Pirates of the Caribbean: The Curse of the Black Pearl)

21 Wrzesień 2003, 11:39 
Kompozytor: Klaus Badelt

Rok wydania: 2003
Wydawca: Walt Disney Records

Muzyka na płycie:
Piraci Karaibów: Klątwa Czarnej Perły (Pirates of the Caribbean: The Curse of the Black Pearl)

 Kup tę płytę w:

iTunes za 6.99
Piraci Karaibów to wspólny projekt reżysera Gore Verbinskiego i producenta Jerry`ego Bruckheimera, którzy postanowili przypomnieć zapominany już film o piratach. Ostatnim dużym przedsięwzięciem "pirackim" był Cutthroat Island Renny Harlina. Choć sam film okazał się finansową klapą, to już muzyka do niego autorstwa Johna Debney stała się jednym z klasyków kina przygodowego.

Kiedy pojawiły się informacje, że Verbinski i Bruckheimer robią film o piratach każdy wiedział, czego może się spodziewać - zwłaszcza po Bruckheimerze. Oczekiwania były jednak szczególnie wysokie nie w stosunku do samego filmu, ale do... muzyki. Każdy (prawie każdy) oczekiwał czegoś w rodzaju Wyspy Piratów. Pierwotnie pod projektem podpisał się specjalista od kina akcji - Alan Silvestri. I fani już wyobrażali sobie "score" w stylu The Mummy Returns. A tu nagle niespodzianka. Bruckheimer rezygnuje z usług Silvestri`ego i ściąga na plan dwóch kompozytorów z *Media Ventures - Hansa Zimmera i Klausa Badelta. Decyzja ta nie dziwi odnośnie producenta - wszak niemal zawsze korzystał z muzyki ze "stajni" Hansa Zimmer, ale Verbinski. Wszak współpracował z Alanem dwukrotnie - Mouse Hunt i The Mexican. Wszystko jednak zmieniło się po The Ring, gdzie reżyserowi bardzo zaimponowała muzyka Zimmera i szybko dał się przekonać producentowi o konieczności zamiany.

To jeszcze nie koniec sensacji. Nagle okazało się, że harmonogram Zimmera jest tak napięty (m.in. Matchstick Men Ridleya Scotta i The Last Samurai Edwarda Zwicka), że w końcu cały projekt przejął Klaus Badelt. Ten młody kompozytor Media Ventures ma już w dorobku kilka znaczących projektów - Gladiator, The Time Machine, Equilibrium i K19: The Widowmaker. Dla pewności jednak Bruckheimer i Zimmer ściągnęli mu do pomocy cały legion współpracowników - aż siedmiu kompozytorów uzupełniających, w tym Nick Glennie-Smith i Steve Jablonsky, dziewięciu orkiestratorów, w tym Bruce Fowler i Conrad Pope (ten ostatni współpracuje z Alanem Silvestri), trzech speców od syntezatorów, w tym sam Hans Zimmer i dodatkowo trzech dyrygentów - od orkiestry Blake`a Neely i od chórów Nick Ingman i Rick Wentworth. Cała ta armia pod naczelnym dowództwem Klausa Badelta i Hansa Zimmera jako naczelnego producenta stworzyła rasową partyturę akcji nawiązującą do takich projektów Media Ventures jak Backdraft, Crimson Tide, The Rock i Gladiator.

Osobiście nawiązania te absolutnie mi nie przeszkadzają. Przypominają mi bowiem "stare dobre czasy" gdy Hans Zimmer pisał swoje typowe "action scory". Zawsze kochałem temat przewodni Hummel Gets the Rocket z The Rock. Tutaj na jego podstawie Klaus Badelt stworzył heroiczny motyw przewodni głównego bohatera kapitana Jacka Sparrow - The Medallion Calls. Klimat The Rock obecny jest także w świetnym "action" utworze Barbossa Is Hungry. Z kolei główny temat akcji został oparty na klimacie Drop Zone, The Rock i Gladiator - The Black Pearl, Sword Crossed, Will and Elizabeth, To the Pirates Cave!, Skull and Crossbones i Bootstrap`s Bootstraps. Już dawno nie słyszałem takiej jatki z głośników. Pojawiły się tutaj nawet wzniosłe motywy z Shrek, które posłużyły do stworzenia kolejnego tematu, tym razem triumfalnego - One Last Shot.

Ponieważ akcja filmu dzieje się na Karaibach obok brzmienia klasycznej orkiestry i syntezatorów możemy usłyszeć także kilka momentów "etnicznych", co mnie przypominało nieco Black Hawk Down. Wartość partytury zawsze podnosiła obecność chórów, częstych w Media Ventures. Są one obecne i tutaj, choć nie tak często jak byśmy chcieli. Dobrym przykładem takiego dramatycznego i wzruszającego utworu jest Underwater March, który w końcówce staje się naprawdę marszowy. Chóry pojawiają się też w pierwszej części Blood Ritual, zaś druga część to już typowy *"action score". Choć Piraci Karaibów to przede wszystkim dynamiczna muzyka akcji nie mogło zabraknąć też klimatów bardziej romantycznych. Jednak tak jak w przypadku chórów nie ma ich zbyt dużo. Piękną melodię zaaranżowaną z głównego motywu mamy w Moonlight Serenade, choć w połowie utwór eksploduje typowym brzmieniem The Rock. Ciekawym urozmaiceniem są utwory Fog Bound i Walk the Plant, gdzie mamy naprawdę miłą dla ucha partię solową na skrzypcach symbolizującą klimat jakiejś tawerny na Karaibach. Na zakończenie dostajemy jeszcze jednego mocnego kopniaka - główny temat przewodni w dynamicznej aranżacji - He`s A Pirate. Brzmi on szczególnie "zimmerowsko".

Pirates of the Caribbean na pewno nie staną się drugim Cutthroat Island, ale biorąc pod uwagę żywioł i dynamikę jakie zieją z tej partytury dorównują jej. Nie jest ona co prawda tak oryginalna jak muzyka Johna Debney, ale sprawdza się doskonale nie tylko na ekranie, ale też na soundtracku. I od razu trzeba powiedzieć, że niecałe 45 minut to naprawdę za mało. Przydałoby się jeszcze jakieś 15 minut extra, zwłaszcza z końcówki filmu, gdy "action score" i tematy wiodące bombardowały nas na przemian. Jeśli ktoś (ja dla przykładu) oczekiwał po tym soundtracku silnych, heroicznych tematów przewodnich i dynamicznej muzyki akcji to dokładnie to dostanie. Tutaj nie ma co nastawiać się na klimaty romantyczne i brzmienie etniczne. Ta partytura to prawdziwe pole bitwy. Zresztą kto słucha muzyki kompozytorów z Media Ventures wie czego może się tutaj spodziewać. Dla mnie osobiście to jeden z najlepszych soundtracków akcji - prosty w konstrukcji, ale bardzo efektywny. Czysta rozrywka!

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Fog Bound - 2:16
2. The Medallion Calls - 1:52
3. The Black Pearl - 2:16
4. Will and Elizabeth - 2:08
5. Swords Crossed - 3:15
6. Walk the Plank - 1:58
7. Barbosa Is Hungry - 4:06
8. Blood Ritual - 3:32
9. Moonlight Serenade - 2:08
10. To the Pirates` Cave! - 3:30
11. Skull and Crossbows - 3:24
12. Bootstraps` Bootstraps - 2:38
13. Underwater March - 4:12
14. One Last Shot - 4:46
15. He`s A Pirate - 1:30

Razem: 43:39



Komentarze czytelników:

Roman Babuch:

Moja ocena:

Zgadzam się z panem Szymonem. Piraci to z pewnością najlepszy "typowy action score" od kilku lat który pojawił się na rynku muzyki filmowej. Dynamizm wylewa się z niego, wypływa jak rzeka... Można pomstować na brak oryginalności, ale moim zdaniem nie jest to czynnik dyskwalifikujący tą płytę. Słuchalność to największy plus tej nowej produkcji MVT. Spróbujcie włączyć ją w samochodzie, naprawdę trudno jest przestrzegać przepisów drogowych przy takim tępie sączącym się z głośników. Żal rzeczywiście pozostaje, że muzyki jest tu tak mało, pewnie znów wyjdzie jakaś "expanded edition" tylko dla kolekcjonerów- debilna jest taka polityka.... Byż może fani Alana Silvestriego zabiją mnie za te słowa, ale w sumie cieszę się, że to nie on skomponował muzykę do tego filmu. Score Badelta doskonale współpracuje z parodystyczną koncepcją filmu, jest nowoczesny (nie znaczy to że nowatorska), więcej czerpiący z typowych filmów sensacyjnych niż z klasyki gatunku typu Wyspa Piratów. Dzięki temu mamy jedność obrazu i dźwięku. Prawdopodobnie gdyby skorzystano z muzyki Silvestriego dostalibyśmy symfoniczne brzmienie całości (akcentujące komediowy charakter za pomocą tzw "mickey mousingu" w którym Alan jest naprawdę niezły) zalane sosem patetycznych chórów nawiązujących do kanonu muzycznego ilustrowania pirackich filmów. U Badelta mamy prostą akcję, dynamizm i energię bijącą z całości. To chyba lepiej pasuje do istoty filmu, a co więcej słucha sie tego wyjątkowo dobrze. Badelt stał się rzeczywiście obok Powella i Gregson- Williamsa najlepszym "uczniem" Zimmera. Wciąż nie znalazł własnego stylu, ale ten jego eklektyzm ma duży plus- zawsze dobrze się go słucha (goldsmithowsko hornerowska Time Machine, K19, czy teraz typowo oparta na MVT ścieżka z Piratów). Eklektyzm tego soundtracku nie pozwala na wystawienie noty maksymalnej, ale na 4,5 spokojnie zasługuje. Za tą słuchalność....

Adam Krysiński:

Moja ocena:
bez oceny

Niewątpliwie osobiście uważam że score Badelt`a z "Piraci Z Karaibów" to jeden z trzech najlepszych scorów tego roku (wraz z "Sindbad - Legenda Siedmiu Mórz" Harry`ego Gregson-Williams`a , oraz "Gods And Generals" Randy`ego Edelman`a). Na scorze Badelt`a dla mojego ucha za dużo jest elektroniki :P Ale oczywiście nie przeszkadza to w tym że jest to doskonała partytura. Jednak mam małe "ale"... Jako score sam w sobie (nie związany z filmem) partytura Badelt`a jest prawie że doskonała (niecałe 5/5). Jednak gdyby potraktować ją w kategorii "Muzyka z Filmów o Piratach" to według mnie nie jest zbyt dobra. Wymienię tu tylko o niebo lepsze (bardziej pasujące moim zdaniem klimatem muzycznym) scory z "Wyspy Piratów" John`a Debney`a, czy muzykę Philippe`a Sarde`a do dość wiekowego już filmu Romana Polańskiego - "Piraci" (z 1986 roku), z genialną rolą Walter`a Mattheau. Te dwa scory są dla mnie lepsze od partytury Badelt`a i chyba są też bardziej "pirackie" że się tak wyraże :) Dlatego nie wystawiam oceny w tym komentarzu. Partytura Badelt`a sama w sobie jest prawie że genialna (o czym wspomniałem już wyżej - i to jest jedna ocena prawie 5/5) ale w porównaniu z muzyką z innych świetnych filmów o piratach to wypada według mnie średnio (i to jest druga ocena - tak około 3/5). Oczywiście to moje zdanie - każdy ma inny gust. A co do recenzji... Kolega Szymon (specjalista od Goldsmith`a Seniora oraz Alan`a Silvestri`ego) pokazał tą recenzją szerokiej widowni, że również lubi kompozytorów z "Media Ventures", o czym niektórzy (głównie z poza redakcji tego portalu) mogli jeszcze nie wiedzieć. Podoba mi się w recenzji jej zwięzłość. Może troszkę za krótka ale nie sposób tu chyba było pisać więcej o tym scorze (w końcu to typowa muzyka młodego pokolenia "zimmerowskiego", o czym Szymon dokładnie ze szczegółami wspomniał). Abstrachując od doskonałej recenzji Szymona nie mogłem nie zauważyć że może (choć nie musi) być ona mało zachęcająca (na przykład do kupna płyty) dla osób nie znających partytur kompozytorów z "Media Ventures". Teks jest troszkę chyba według mnie pisany dla zagorzałych fanów tej grupy kompozytorów. Ale oczywiście nie jest to żaden błąd, a może to ja mam spaczone domysły :P Zresztą "Piraci z Karaibów" to ostatnio wielki hit w polskich kinach i każdy kto widział film nie musi czytać tej recenzji - muzyka jest tak zauważalna podczas seansu że duże i obszerne wyjaśnienia są zbędne. Możliwe też że ten konkretny score Badelt`a z "Piraci z Karaibów" może wpłynie trochę na rozruszenie kulejącego polskiego rynku soundtracków (co ja mówe - soundtrackowego polskiego rynku będącego dziś w powijakach) na którym nie sprzedaje się prawie nic z muzyki filmowej oprócz "Władcy Pierścienie" czy "Harryego Pottera". I ja temu albumowi, sobie i fanom muzyki filmowej w Polsce życzę z całego serca. Kto lubi Zimmer`a czy Glennie-Smith`a, niech nie siedzi więcej przy komputerze tylko prędziutko niech biegnie do najbliższego sklepu po album "Piraci z Karaibów" - poza ceną (pokoło 55 złotych) nie będzie na pewno zawiedziony. Kto szuka muzyki nastrojowej w stylu partytury mojego Wielkiego Mistrza John`a Barry`ego do "Pożegnania z Afryką" czy "Tańczącego z Wilkami" to niech zdecydowanie odpuści sobie album Badelt`a bo nic go na nim nie zainteresuje... A i jeszcze jedno! Wreszcie w Hollywood zauważono że temat pirackich przygód dość długo leżał w zapomnieniu, a Jerry Bruckhaimer przypomniał światu że filmy o piratach mogą jeszcze cieszyć się dużym zainteresowaniem oraz co chyba ważniejsze, można zrobić w dzisiejszych czasach naprawdę świetny piracki film...

Shaiman:

Moja ocena:

Faktycznie, jeden z najlepszych soundtracków jakie ukazały się w tym roku. Klaus Badelt wspólnie z Hansem Zimmerem stworzyli wspaniałe i niezwykłe dzieło, które według mnie, zasługuje na najwyższą ocenę! Takich klimatycznych i potężnych partytur nie słyszałem już od bardzo dawna! Słuchając ich nie ma się czasu na wytchnienie, czuje się prawdziwą bitwę piracką! Kapitalny motyw przewodni we wszelkich aranżacjach świetnie zdaje egzamin pomimo, że pojawia się na płytce bardzo często. Ścieżka do tego filmu jest żywiołowa i oryginalna dlatego żałuje, że nie została bardziej wyeksponowana w filmie, to się czuje dopiero po przesłuchaniu soundtracka.

A:

Moja ocena:

Nie, nie, nie! To największy zawód jaki zrobiła mi muzyka filmowa od dłuższego czasu. Pełna tłustego patosu, nadęta jak wielki goły cyc - niby jest na co popatrzeć (posłuchać tutaj), a jednak to nie to. Tak bardzo poprawny, zwyczajny, że aż przeciętny. TYPOWY do bólu. Co z tego że akcja, że tempo... Nie żebym liczył na jakieś porywy oryginalności, ale to prostu bardzo przeciętna rozróba - nic tutaj nie zapada w pamięć, nic nie porusza. Śmiertelna nuda, najbardziej tłusta ścieżka w moich uszach od dawna. Taki muzyczny tłusty pączek. Bez ducha, bez żaru, bez polotu, bez finezji.

krytyk:

Moja ocena:
bez oceny

Niech te oceny dadzą kupującym do myślenia: Filmtracks-ocena 1/5, Musicfromthemovies-2/5, Cinemusic-3/5,Soundtrack.net-3,5/5, Soundtrack-Express-1,5/5 i Moviewave.net- 3/5. He, he.


  Do tej recenzji jest jeszcze 47 komentarzy -> Pokaż wszystkie