Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Los utracony (Fateless / Sorstalanság)

22 Styczeń 2006, 18:03 
Kompozytor: Ennio Morricone
Lisa Gerard

Rok wydania: 2005
Wydawca: EMI Music

Muzyka na płycie:
Los utracony (Fateless / Sorstalanság)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Patrząc na ostatnie dokonania i sukcesy węgierskich filmowców nie można oprzeć się wrażeniu, że ich kino przechodzi renesans. Wiele obrazów znad Dunaju – zarówno niezależnych jak i komercyjnych – spotkało się z entuzjastycznymi opiniami publiczności oraz krytyki. Dowodem tego są główne nagrody na różnych festiwalach filmowych, na przykład zwycięstwo "Kontrolerów" Nimroda Antala w Warszawie (2004r.) czy "Losu utraconego" Lajosa Koltaia na zeszłorocznym Camerimage. Ten ostatni jest adaptacją autobiograficznej powieści Imre Kertesza, który jako chłopiec był więźniem obozów koncentracyjnych. Niestety dzieła nie miałem okazji zobaczyć, ale z wielu źródeł słyszałem o jego niezwykłej sile wyrazu. Po wysłuchaniu samej muzyki Ennia Morricone z jeszcze większą niecierpliwością czekam na możliwość obejrzenia tego filmu.

Do zapoznania się z najnowszą kompozycją włoskiego maestro zachęcili mnie czytelnicy naszego portalu. Chciałbym im bardzo serdecznie podziękować, bowiem i ja jestem nią urzeczony. To muzyka o prostej i nieszablonowej ekspresji, bardzo świeża, wzruszająca i pełna czystego piękna. Zachwyca swą subtelnością i autentyzmem uczuć takimi jak nadzieja, smutek czy tęsknota. Emocje te wyrażane są w jakby dziecięcy sposób – szczerze, spontanicznie, naturalnie. Kompozycję oprócz wielkiego artyzmu cechuje również bardzo wysoki poziom techniczny, co dla znawców Morricone jest oczywiste. Artysta po raz kolejny perfekcyjnie i oryginalnie zaaranżował wszystkie utwory, a także zróżnicował je pod względem brzmieniowym. "Fateless" może nie jest arcydziełem, ale ma zadatki na klasyka i z pewnością stanowi jedną z najciekawszych propozycji 2005 roku.

Utwory zostały rozpisane na orkiestrę symfoniczną z wysuniętymi na plan pierwszy instrumentami często używanymi przez kompozytora, a więc fletni pana, cymbałów, oboju, *waltorni czy organów. Możemy usłyszeć również śpiew Lisy Gerrard, która w charakterystyczny dla siebie sposób wykonuje tematy przy akompaniamencie orkiestry i chóru żeńskiego. Na szczęście jej wokalizy ograniczają się wyłącznie do prowadzenia melodii bez typowych dla niej ozdobników, które już zaczynają nudzić. Tu i ówdzie pojawiają się również syntezatory wzbogacające brzmienie. Bardzo podoba mi się sposób w jaki zostały użyte organy, bo nie służą zwiększeniu monumentalności, lecz nadają muzyce swoistej kościelnej zadumy ("Return to the Life"). Pięknie gra tu również fortepian, jego delikatne dźwięki kojarzą się ze snuciem marzeń małego dziecka ("Home Again") oraz skrzypce nadające utworom kameralny charakter.

W całej partyturze możemy wyróżnić dwa tematy. Oba są bardzo liryczne i wzruszające, urzekają cudownymi melodiami oraz harmonią, a także kunsztowną orkiestracją. Słychać w nich nawiązania do wcześniejszych dzieł kompozytora takich jak "Misja" czy "Dawno Temu na Dzikim Zachodzie", nie ma jednak mowy o jakimkolwiek "samoplagiacie". Wprawdzie jak już wspomniałem tematy są subtelne, to cechuje je tez siła, która przejawia się w zdecydowanych wejściach sekcji smyczkowej, bez zbędnego stopniowania *agogicznego i dynamicznego. Szkoda tylko, że występują na tyle często, że po kilkukrotnym wysłuchaniu płyty, nie wyczekuje się ich już z takim utęsknieniem. To jedyny powód obniżenia przeze mnie oceny. Należy też powiedzieć, że "Fateless" to nie tylko liryka, ale również dramatyzm. Słychać go w takich utworach jak ciężki wyrazowo "The Beginning of the Tragedy" z charakterystycznymi dla kompozytora powtarzanymi dźwiękami smyczków, czy "The Field", w którym wybrzmiewa przejmująca *progresja opadająca dwu-nutowego motywu, a także współbrzmienia orkiestry smyczkowej stawiane w podobny sposób jak w niektórych utworach z "Oldboya" Yeong Wook Jo.

Najnowszego dzieła Ennia Morricone nie ma sensu rozbierać na czynniki pierwsze. Jest po prostu piękne. Gorąco polecam!

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Fateless - 3:08
2. Return To Life - 5:57
3. The Field - 3:30
4. Home Again - 1:50
5. The Beginning Of The Tragedy - 4:01
6. A Song - 1:55
7. At The Table - 2:44
8. Psychological Destruction - 2:00
9. About Solitude - 1:34
10. To Return And To Remember - 1:54
11. A Voice From The Inside - 3:35
12. A Mirror - 0:47
13. About Solitude II - 2:41
14. Voiceless - 1:54
15. Fateless II - 4:35

Razem: 42:05



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Dobra muzyka i tyle. Jest masę innych lepszych o wiele filmowych liryków, i w postaci kompozytorów i w postaci ścieżek dźwiękowych. Zresztą po co ten koment, zaraz tu będą lamenty nad geniuszem Ennia Malma Morricone. Stale zapominam, że przecież Ennio jest wciąż naprawdę aldente...

Patryk:

Moja ocena:
bez oceny

Adamie co do tych "lirycznych" kompozytorów, niech zgadnę - John Barry? Piszesz, że zaraz zaczną się lamenty nad Malma aldente bla bla bla. Jeśli zacznie się głupia, nic nie wnosząca pyskówka o wyższość jakiegoś tam kompozytora nad innym, to głównie dzięki takim komentarzom jaki ty właśnie napisałeś. "Cała masa" to 10 czy 100? I w jaki sposób zmierzyłeś ich poziom liryzmu - jakiś uniwersalny miernik posiadasz? A to wszystko pisze redaktor najczęściej odwiedzanego serwisu w Polsce, który niejako wpływa na gusta czytelników. Jak zachwycasz się pod wieloma ścieżkami nad geniuszem swojego "Maestro", to też jest lament, czy może już należałoby to zaliczyć do innej kategorii? Naprawdę, tak nie można. Może przydało by się trochę obiektywizmu? W końcu są różne gusta i różne poziomy wrażliwości. Albo przed takim kategorycznym zdaniem warto by było dodać "moim zdaniem"?. Bo tego typu wypowiedzi to zaproszenie dla Flaco i innych mniej opanowanych do rozpoczęcia bezsensownej wymiany zdań. Pozdr

Tomek:

Moja ocena:

Patryk ma absolutną rację: poziomy wrażliowści. A Morricone jest geniuszem muzycznym i mówię to totalnie obiektywnie. Może Olek (cieszę się że zrecenzował to dzieło muzyczne) nie napisał tego w recenzji, ale wystarczy się wczytać między wiersze, że to przyznaje ;-) Zgadza się Olek? :) Trochę szacunku dla tej żyjącej legendy Panowie.

Olek Dębicz:

Moja ocena:

No fakt. Morricone to żywa legenda muzyki filmowej :)

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Czy jak gdzieś uszczypliłem wagę szacunku dla Ennia? Co do Barry`ego - ma więcej ścieżek od Ennia które są bardziej liryczne - to nie chodzi tylko o odczucia czy technikę. Pozatym akurat Barryego ścieżki to mniejsza część tej "lepszej liryki". Jest wielu innych kompozytorów, a prac nie będę tu wymieniał bo by dnia nie starczyło. Po drugie mój lekko ironiczny komentarz ma swoje podstawy. Wystarczy sie przejść po sklepach, wypożyczalniach czy poczytać programy telewizyjne. Wszędzie gdzie się tylko da widnieje napis "muzyka Ennio Morricone" - nawet gdy o filmie jest dwu linijkowa wzmianka. W innych krajach tak nie jest. Polska to taki dziwny kraj. Morricone ma może z 10,15 genialnych ścieżek. Polska propaguje to nazwisko tylko ze względu na mniej lub bardziej elokwentne melodyjki z westernów które w dobie komunizmu mogły zawitać do cenzurowanych kin. I dlatego te melodie są jakoś tam rozpoznawalne bo ludzie nie mieli zbyt dużego wyboru w kinie. Los Utracony nie wnosi nic nowego do muzyki filmowej, tak samo jak pare ostatnich prac Barryego. I nie pisałem przy nich że są genialne, i nie dawałem żadnej z nich maksa. Co więcej - dawałem mniejsze oceny niż ta czwórka dla Fateless.


  Do tej recenzji jest jeszcze 6 komentarzy -> Pokaż wszystkie