Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Otchłań / Głębia (The Abyss)

28 Sierpień 2006, 12:50 
Kompozytor: Alan Silvestri

Rok wydania: 1989
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Otchłań / Głębia (The Abyss)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plJames Cameron należy do tych reżyserów, którzy pozwalają się wykazać kompozytorom piszącym muzykę do jego wysokobudżetowych produkcji. Tak było z The Terminator z 1984 roku i muzyką Brada Fiedela oraz Jamesem Hornerem przy Aliens z 1986 roku. Cameron był (jest) fascynatem kinem science – fiction i jego pierwsze trzy „blockbustery” należały do tego gatunku. W dniu 9 sierpnia 1989 roku zaprezentował swój „podwodny” thriller science – fiction pt. The Abyss – tytuł polski Otchłań lub Głębia. Film kosztował prawie 70 mln dolarów i przyniósł reżyserowi Oskara za efekty specjalne oraz 3 kolejne nominacje za zdjęcia, dźwięk i scenografię.

Gdy przyszło do zatrudnienia kompozytora, reżyser stanął przed dylematem. Charakter muzyki był z góry określony. Miał obejmować zarówno część symfoniczną z użyciem chóru oraz muzyka stricte elektroniczna. To tak, jakby połączyć Jamesa Hornera i Brada Fiedela. Problem polegał na tym, że stosunki Horner – Cameron popsuły się na planie Aliens i obaj panowie nie współpracowali ze sobą przez najbliższych 10 lat (aż do Titanica). Z kolei rozpoczynający dopiero karierę w Hollywood Brad Fiedel nie miał należytego bagażu doświadczeń w pracy z dużą orkiestrą symfoniczną. Mówiąc krótko, Cameron nie był przekonany, czy sobie poradzi. Stąd wybór nowego kompozytora. Został nim Alan Silvestri. I był to strzał w dziesiątkę. Kompozytor ten doskonale czuł się w kinie z epickim rozmachem oraz klimatach science – fiction. Wspomnieć należy takie tytuły, jak Back to the Future i Predator. Poza tym druga połowa lat 80-tych stała pod znakiem sporego użycia przez Alana instrumentarium elektronicznego – Romancing the Stone, The Clan of the Cave Bear lub Delta Force. To bogate doświadczenie przemawiało za wyborem Silvestri`ego, który miał połączyć oba klimaty w jedną całość.

Owoc pracy Alana Silvestri, ponad 47-minutowa część partytury na albumie Varese Sarabande Records „ujrzała światło dzienne” 22 sierpnia 1989 roku. Całość ilustracji składa się jakby z dwóch światów – symfonicznego, którym kompozytor operował tworząc tematykę filmu oraz ilustrując jego najbardziej widowiskowe sceny. Z kolei świat muzyki elektronicznej stał się idealnym, muzycznym dopełnieniem wszechobecnej na ekranie klaustrofobii głębi oceanu. W muzyce Alana Silvestri te dwa światy istnieją obok siebie, „nie wchodzą sobie w paradę”, a każdy z nich w sposób najbardziej wierny, by nie powiedzieć klimatyczny, opisują swoim specyficznym stylem kolejne rozdziały.

Dominującą, najbardziej melodyjną i bez wątpienia najlepszą częścią albumu są kompozycje rozpisane na orkiestrę i chór. Na potrzeby filmu Alan Silvestri napisał 3 tematy wiodące (chóralny, Obcych i liryczny) oraz kilka tematów pobocznych, w tym 2 tematy akcji, dodatkowy temat Obcych (a raczej Miasta Obcych) i 2 tematy tzw. pierwszego kontaktu. Za to ostatnie trzeba pochwalić kompozytora. Nie nadużywał nagminnie tematów głównych, lecz na potrzeby podobnych tematycznie scen stworzył nowy materiał. W niektórych przypadkach nawet szkoda, że mogliśmy usłyszeć go tylko raz.

Uwagę słuchacza, ze względu na niezwykłe połączenie dwóch klimatów, zwraca otwierający album Main Title. Najpierw Silvestri zainicjował piękny temat na chór, choć w dość okrojonej postaci; potem nagle słyszmy kulminację orkiestry (coś w rodzaju fanfar), po czym druga część utworu przeszła w potężny wojskowy marsz wybijany przez sekcję werbli. Kompozytor uwielbia ten instrument, ale tutaj jego użycie „przekracza dopuszczalne normy”. Brzmi po prostu rewelacyjnie. Te zaledwie półtorej minuty stanowią prezentację muzycznego kontrastu na płycie i w filmie – delikatny chór ilustrujący obcą cywilizację oraz wojskowe werble obrazujące obecność „zbrojnego ramienia” rządu USA – Korpusu Piechoty Morskiej (Komando „Foki”). Od tego momentu możemy być pewni, że gdzie usłyszymy te piękne partie chóralne (czasem podzielone na osobną sekcję żeńską i męską, czasem śpiewające razem) na ekranie będziemy mieli do czynienia z „bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia”. Szczególną rolę w tych klimatach odegrała para kompozycji (trwających w sumie 12 minut) z pierwszej części albumu – The Manta Ship i The Pseudopod. Są to utwory, w których mieszają się dwa tzw. tematy „pierwszego kontaktu” z użyciem orkiestry, temat chóralny i dość sporo klimatycznej muzyki elektronicznej. Oba tematy z użyciem bardzo stonowanych sekcji orkiestrowych (bez żadnych eksplozji) prezentowały dramatyczne klimaty, które mi przypominały inspirację Aliens Jamesa Hornera oraz Back to the Future Part II i Predatora. Towarzyszyła im ta charakterystyczna u Silvestri`ego „metalicznie” brzmiąca elektronika, świetnie oddająca mrok i chłód tytułowej Głębi. Ciekawie zostało rozwiązanie podsumowanie całości – w The Manta Ship użyty został chór (najpierw delikatny, żeński; potem donośny, męski), zaś w The Pseudopod – optymistyczna melodia na sekcję smyczkową, stanowiąca najbardziej wesołą część całego soundtracku. Choć końcówka stanowiła powrót do motywu „mrocznego”, za który odpowiadała odpowiednio dostrojona sekcja dęta blaszana.

Najmocniejszą częścią partytury jest ostatnich 12 minut, dla której niektórzy gotowi są kupić ten soundtrack. Alan Silvestri zaprezentował w niej idealne połączenie tematu chóralnego, lirycznego i Obcych oraz dodatkowo tematu Miasta Obcych w trzyczęściowej imponującej suicie. Czego tutaj nie ma? Szybujące dosłownie sekcje smyczkowe, mocarne partie na instrumenty dęte drewniane oraz imponujący chór, idealnie ilustrujący obcą cywilizację. Jest to jedna z najlepszych rekapitulacji tematycznych w karierze Alana Silvestri. Można naprawdę żałować, że cały album nie był taki. Pokrótce przedstawiając tę „trójkę”. Bud On The Ledge obok anielskiego wręcz chóru, w którym w niezwykły sposób łączą się sekcje żeńska i męska oraz dynamicznych fanfar (temat Obcych) na dęte blaszane, wprowadza „do obiegu” niezwykły, trochę tajemniczy, trochę marszowy temat Miasta Obcych, gdzie Silvestri operuje solidnym brzmieniem sekcji dętej blaszanej z akompaniamentem chóralnym. Całość brzmi po prostu fenomenalnie. Dużo bardziej subtelną wariację tematu chóralnego z delikatnymi szarpnięciami harfy słyszymy w pierwszej części Back On The Air, zaś część druga to kolejne rozwinięcie tematu – fanfar Obcych. Finał stanowi właściwa prawie 7-minutowa suita Finale, gdzie na przemian Silvestri płynnie przechodzi od narastającego tematu Obcych do kulminacji potężnych fanfar, po czym powraca do klimatów subtelnych – najpierw solowe partie na sekcje chórów, które zwiastują prezentację wspaniałego tematu lirycznego – na wstępie w wykonaniu chóralnym, a następnie na docelową sekcję smyczkową, uzupełnionej w końcówce instrumentarium dętym. To przepiękna melodia, w której nie usłyszmy żadnych zbędnych „słodkości”, typowych dla komedii romantycznych. Kompozytor nie zapomniał, że ma do czynienia z dramatem. Zakończenie albumu i suity stanowi powrót do cichego podania melodii przez chór aż do finalnego uderzenia fanfar. Silvestri naprawdę osiągnął tą kompozycją, czy raczej trzyczęściową suitą zawodowe wyżyny.

Należałoby także powiedzieć, że nim dane nam było usłyszeć ten niezwykły finał, Alan już wcześniej zasugerował istnienie tematu lirycznego, które w bardzo wyciszony, wręcz stonowany sposób używał w Resurrection. Na przemian posługiwał się brzmieniem sekcji smyczkowej, harfy, fletu, wybranych instrumentów dętych blaszanych oraz oboju. Przypominało to późniejsze o rok klimaty liryczne z Back to the Future Part III.

Muzyka akcji nie jest elementem dominującym na soundtracku. De facto zajmuje zaledwie 7 minut. Choć nie jest to część najbardziej oryginalna (słychać tu kolejne inspiracje motywami przewodnimi z Predatora) to i tak brzmi co najmniej dobrze. Tym bardziej, że w oparciu o tytułowego Predatora Silvestri napisał dwa poboczne tematy akcji, przez co, sama muzyka brzmi jeszcze lepiej. Naprawdę szkoda, że na albumie mamy jej tak mało. Zresztą na pochwałę zasługują tylko dwie kompozycje tego typu – The Crane i Sub Battle. Tradycyjnie oba zostały rozpisane na całą orkiestrę z mocarnymi dęciakami, sunącą sekcją smyczkowa i solidnym podkładem perkusyjnym. W The Crane motyw przewodni prowadziły „pnące się do góry” puzony i trąbki z regularnym *beatem kotłów i werbli. Jedynie końcówka pozbawiona była tych emocji i nastawiona na „suspense” (tak samo jest w następnym tracku). Przy Sub Battle Silvestri postawił na solidny podkład marszowy, na którym następny „predatorowski” motyw został rozpisany na kolejne sekcje dęte blaszane (ciekawie brzmią szarże trąbek) i drewniane (piccolo doskonale nadaje się do klimatów wojskowych), „niski” fortepian i nieodzowne werble. Nie jest to z pewnością oryginale, ale nie można powiedzieć, że muzyka akcji rozczarowuje. Trzeci z „action” tracków (The Fight) to w pełni syntetyczny, najeżony pulsującą perkusją i sunącymi w tle „metalicznymi” samplami utwór, który co prawda ciekawie ilustruje scenę pojedynku (mano a mano), ale i tak ma się wrażenie, że Silvestri`ego stać na więcej. Choć z drugiej strony, kompozytor nie raz jeszcze będzie posługiwał się podobnymi rozwiązaniami w innych filmach akcji, przy scenach pojedynków – wspomnę choćby Predator 2, Judge Dredd lub Eraser.

Najbardziej klimatyczną, ale też najtrudniejszą w odbiorze częścią partytury jest muzyka elektroniczna; ciężki, „metaliczny” i atonalny „underscore”. Świetnie się spisuje w filmie, ale na soundtracku jest dużo gorzej. Gdy kompozytor połączy go jeszcze z instrumentami „żywymi”, nie jest tak źle – przypomina to wtedy typowy horror (Lindsey Drowns). W tym przypadku słyszymy charakterystyczne „drżące” i „przeciągłe” *smyczki z kotłami oraz masą elektroniki. W sumie z całej tej grupy on brzmi najlepiej. Długi ponad 6-minutowy Bud`s Big Dive mimo swoich rozmiarów został już pozbawiony części klasycznej (są to raptem króciutkie fragmenty) i przestrojony tylko w tryby mrocznej elektroniki. Trudno nawet powiedzieć, byśmy mieli do czynienia z muzyką. To raczej mozolna płynąca (a raczej opadająca) ilustracja pod konkretną scenę. Ten utwór naprawdę się dłuży. Nie pomagają nawet syntetyczne wstawki á la chóralne. Powiem tak, jego byt na albumie jest zbędny. Podobnie jest z jego wcześniejszym kolegą – Search The Montana. Niepotrzebnie zabrały 8 minut na płycie. Należałoby także wspomnieć o obecności tych klimatów w The Manta Ship i The Pseudopod, choć tam zostały skutecznie zneutralizowane obecnością muzyki symfonicznej i partii chóralnych.

Album ten jest dość nierówny. Poza doskonałą tematyką (główną i poboczną), a zwłaszcza niezwykłej urody chórami oraz w pełni poprawną muzyką akcji, mamy na płycie niezbyt miłą w odsłuchu, pozbawioną linii melodyjnej, muzykę elektroniczną, która sprawdza się w filmie, ale na soundtracku tylko jako element uzupełniający kompozycje orkiestralne. Wszędzie tam, gdzie przesuwana jest na pierwszy plan, traci na wyrazistości. Staje się tylko nużącym typem „underscore`u”. Na pewno wszelkie słabe punkty partytury, równoważy doskonała 12-minutowa suita na finisz. Z pewnością lepszy dobór materiału, korzystniej wpłynąłby na ocenę końcową. Mimo wszystko, The Abyss stanowi jedną z najlepszych ilustracji w dorobku kompozytora, zaś tych 12 minut powinno być obowiązkowe do odsłuchania dla każdego.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Title - 1:30
2. Search The Montana - 1:56
3. The Crane - 2:00
4. The Manta Ship - 6:23
5. The Pseudopod - 5:37
6. The Fight - 1:46
7. Sub Battle - 3:18
8. Lindsey Drowns - 4:44
9. Resurrection - 1:58
10. Bud`s Big Dive - 6:10
11. Bud On The Ledge - 3:13
12. Back On The Air - 1:40
13. Finale - 6:46

Razem: 47:08

Dyrygent: Alan Silvestri
Orkiestracje: James B. Cambell



Komentarze czytelników:

Łukasz Remiś:

Moja ocena:

Bardzo dobra kompozycja - głównie dzięki świetnie rozpisanym chórom. Dwa tematy - główny i liryczny - to też mocna strona tej partytury. Poza tym Silvestri bardzo dobrze ilustruje "podwodny świat", np. w "Lindsey Drowns", przy użyciu elektroniki.

Mefisto:

Moja ocena:

To prawda - solidna porcja muzyki, choć chwilami de facto nierówna

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Muzyczny geniusz... Obciach się przyznać, że kiedyś sprzedało się ten album :| Na szczęście opatrzność czuwała i po zapoznaniu się z wersją reżyserską filmu, krążek znów wrócił na należne mu miejsce na półce :) Jedna z najlepszych partii chóralnych jakie słyszałem, do tego muzyka w filmie - potęga! Nie znam dyskografii Silvestriego poza paroma płytami, ale Otchłań to dla mnie naprawdę wspaniałe dzieło. To trzeba znać!

Hélegorn:

Moja ocena:
bez oceny

"The Terminator" WYSOKOBUDŻETOWĄ produkcją Jamesa Camerona... Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć z recenzji soundtracków...