Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Wysłannik piekieł (Hellraiser)

13 Październik 2007, 02:00 
Kompozytor: Christopher Young

Orkiestracje: Christopher Young
Dyrygent: Paul Francis Witt

Rok wydania: 1987
Wydawca: Silva Screen

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Wysłannik piekieł (Hellraiser)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Po długiej wędrówce przez dyskografię Christophera Younga, podczas której starałem się zaprezentować wiele muzycznych wcieleń tego szalenie wszechstronnego, lecz niedocenianego twórcy przyszła pora przyjrzeć się dziełu, które wywarło niebagatelny wpływ zarówno na karierę tego artysty jak i na hollywoodzkich kompozytorów zajmujących się pisaniem muzyki do horrorów. Young otworzył nim sobie drogę do kolejnych projektów z tego gatunku, które uczyniły go legendarną postacią wśród fanów kina grozy i najważniejszym hollywoodzkim ilustratorem horrorów ostatnich dekad. Miało to również swe złe strony – Amerykanin został przez producentów z fabryki snów zamknięty w szufladzie z horrorami i przez kolejne lata mało, kto był skłonny zatrudnić do innych projektów filmowych. Dziełem, o którym mowa jest oczywiście Hellraiser z 1987r. Choć od powstania tej ilustracji muzycznej minęło równe 20 lat i dorosło kolejne pokolenie fanów muzyki filmowej to wciąż cieszy się ona niegasnącą popularnością(podobnie jak równie wyśmienita ilustracja *sequela ). Najlepszą odpowiedź na pytanie o fenomen tej kompozycji uzyskamy po obejrzeniu pierwszej z ośmiu części sagi Hellraiser, obrazem będącym jednym z najznamienitszych wykwitów gatunku i dziełem, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Trudno nie zachwycić się niesamowitą wyobraźnią reżysera Clive’a Barkera (a zarazem autora powieści Powrót z piekła na podstawie, której powstał Hellraiser), imponującą stroną wizualną filmu, sposobem budowania atmosfery czy wreszcie po mistrzowsku skrojonymi postaciami z kultowym Pinheadem na czele.

Każdy z powyższych czynników złożył się na ostateczny sukces produkcji Clive’a Barkera, lecz moim zdaniem to nasycona sporą siłą wyrazu ilustracja muzyczna stanowi główny motor napędowy Hellraisera. Gdyby tak zamiast Christophera Younga, jak wcześniej chcieli producenci, oprawę muzyczną stworzył industrialowy zespół Coil z pewnością historia horroru wyglądałaby dziś odrobinę inaczej. Ledwie 30-letni wówczas Young miał już na koncie kilka epizodów z gatunku horroru, dzieł prezentujących co najwyżej solidny poziom. Ich twórca jawił się jako artysta nie mający jeszcze ukształtowanego własnego muzycznego głosu, który składa niekończące się hołdy mistrzom gatunku: Herrmannowi i Goldsmithowi a także eksperymentuje z nurtem musique concrete. Christopher Young okazał się jednak zbyt odważnym kompozytorem i artystą całkowicie niezrozumiałym dla hollywoodzkich decydentów, stąd odrzucono mu ilustrację napisaną do horroru sci-fi Najeźdźcy z Marsa. Piszę o tym dlatego, że odrzucenie to miało pewien wpływ na ostateczny kształt ilustracji muzycznej Hellraisera. Young stał się twórcą nieco bardziej konwencjonalnym i skorym do artystycznych kompromisów. Dzięki tej zmianie stylu komponowania jego kolejne ilustracje horrorów zyskały na autonomiczności. Na efekt prac kompozytora miała też wielki wpływ ciekawa konwencja Hellraisera, który był m.in. połączeniem filmu gore, mrocznego love story i dramatu psychologicznego. Wątki perwersyjnej miłości, wiarołomstwa, przemian fizycznych i psychicznych wyjątkowo zainspirowały kompozytora, ale też zmusiły go do sporego wysiłku oraz zaowocowały powstaniem najbogatszej artystycznie i emocjonalnie z dotychczasowych kompozycji Younga.

Spośród całej masy atutów, jakie posiada dzieło amerykańskiego kompozytora szczególnie cenna wydaje się wyrazistość i charakterystyczność każdego z poszczególnych rozwiązań kompozycyjnych jak i całych sekwencji muzycznych. Głębokie, industrialne dźwięki natychmiast wywołują w pamięci obraz badaczy wyższych sfer doznań, czyli Cenobitów na czele z Pinheadem, podobnie jak skrzypcowy motyw współczucia wyraźnie zaczerpnięty z ilustracji Nie oglądaj się teraz Pino Donaggio, który odsyła nas przed przerażające oblicze wskrzeszonego nikczemnika Franka. Young zmyślnie kilka razy stosuje mocne kontrasty by uczynić swe utwory bardzo oryginalnymi i wywołującymi szybką reakcję u odbiorcy linkami do scen danego rodzaju. Wystarczy już kilka nut tematu wygrywanego na pozytywce i już otwierają się wrota do piekieł, makabrycznej scenerii kręcącego się pala, na którym zawieszone zostały ludzkie szczątki, lecz pomysł ten przebija zastosowanie wspaniałego, romantycznego walca w niezapomnianej scenie odrodzenia się Franka, przydając jej rozkosznej groteskowości. To zresztą nie jedyny moment filmu, w którym warstwa wizualna i muzyczna osiągają genialną harmonię. Mało tego, ich wymienianie zajęłoby kolejny akapit, trzeba jednak wspomnieć o pierwszorzędnej scenie, w której demoniczna muzyka Younga ukazuje jak wielkiemu zdemoralizowaniu uległa jedna z głównych postaci kobiecych. Z równie doskonałą jednością mamy do czynienia w pełnej erotyzmu retrospektywnej sekwencji zilustrowanej fantastycznym wręcz tematem lirycznym, którym Amerykanin zaskakująco dojrzale pokazuje fatalne seksualne zniewolenie wspomnianej wyżej damy i tragizm tej sytuacji. Jest to melodyczny i narracyjny majstersztyk.

Hellraisera można nazwać istną kopalnią świetnych pomysłów kompozytorskich, tak dobrych, że wielokrotnie kopiował je później sam twórca tej ilustracji. Zastosowana w Hellraiserze stylistyka na stałe zadomowi się w kolejnych pracach Christophera Younga, można więc powiedzieć, że *score ten bardzo przyczynił się do narodzin języka muzycznego i własnego stylu komponowania amerykańskiego ilustratora. Zarówno elegancka liryka, mroczny romantyzm, w którym gdzieś unosi się duch Bernarda Herrmanna, przyprawiająca o dreszcz gotycka symfonika z utworu tytułowego, bardzo sprawna motorycznie muzyka akcji oparta na soczystym brzmieniu *waltorni czy wreszcie ambientowy i industrialny soundscape design staną się składnikami dziesiątek ilustracji muzycznych Christophera Younga, także tych najnowszych jak Grudge 2. Hellraiser jest więc *scorem odznaczającym się wybitną efektywnością w filmie jak i dziełem, które z perspektywy dnia dzisiejszego należy uznać za przełomowe. Nie jest niestety kompozycją skończenie doskonałą, co szczególnie da się odczuć podczas odsłuchu muzyki na płycie. Co prawda Hellraiser cechuje się sporą płynnością narracyjną, hipnotyzującą atmosferą czy wreszcie kunsztownością tematyczną zaskakującą dla tak młodego twórcy, mówiąc krótko dzieło to jak na ilustrację horroru obdarzone jest rzadko spotykaną słuchalnością, problem jednak leży w wydaniu płytowym. Album wydaje się odrobinę za długi i niewłaściwie zbalansowany. Zniknięcie kilku dłuższych fragmentów niezainspirowanego underscore czy też industrialnej tapety nie uczyniłoby dziełu Younga żadnej szkody. Mimo tego mankamentu Hellraiser w oderwaniu od obrazu jest kompozycją wielce atrakcyjną i ponadczasową, która znajdzie swych wielbicieli nie tylko w kręgach miłośników kina grozy.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Hellraiser - 01:47
2. Resurrection - 02:33
3. Hellbound Heart - 05:07
4. The Lament Configuration - 03:32
5. Reunion - 03:13
6. A Quick Death - 01:19
7. Seduction And Pursuit - 03:04
8. In Love`s Name - 02:59
9. The Cenobites - 04:16
10. The Rat Slice Quartet - 03:17
11. Re-resurrection - 02:35
12. Uncle Frank - 03:01
13. Brought On By Night - 02:18
14. Another Puzzle - 04:07

Razem: 43:08



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

Jeśli horror, to tylko Hellraiser - muzycznie w sensie :D Bardzo dobra recka :D

Mystery:

Moja ocena:

Wzorowa partytura do horroru choć bardziej podoba mi się druga muzyczna odsłona Hellraisera.