Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Beowulf

03 Grudzień 2007, 19:27 
Kompozytor: Alan Silvestri

Dyrygent: Alan Silvestri
Orkiestracje: John Ashton-Thomas, Alan Silvestri

Rok wydania: 2007
Wydawca: Warner Bros

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Beowulf

Odtwarzaj / Zatrzymaj

W tym roku upływa kolejna rocznica współpracy Roberta Zemeckisa i Alana Silvestri. Tu już 23 wiosna i ich 12 wspólny film. Reżyser po nakręceniu najbardziej kosztownego filmu animowanego w historii (kosztujący 170 mln $ Ekspres Polarny w 2004 roku), postanowił nakręcić w jeszcze bardziej zaawansowanej technologii (za 150 mln dolarów) adaptację klasycznego poematu Beowulf, napisanego w Anglii przez nieznanego autora ok. 1000 roku. Porusza on pradzieje Skandynawii – Danii i Szwecji. Akcja filmu rozgrywa się w VI wieku. Tytułowy bohater - Beowulf jest nieustraszonym Wikingiem. Kiedy przybywa na dwór duńskiego króla Hrothgara okazuje się, że tutejsi poddani nękani są przez przerażającego potwora – Grendela, żywiącego się ludzkim mięsem. Tym samym naraża się on na zemstę bezlitosnej i uwodzicielskiej matki demona.

23 stycznia 2005 roku Robert Zemeckis podpisał się pod projektem Beowulf. W tym samym miesiącu Alan Silvestri potwierdził swój udział w filmie i przeprowadził pierwsze rozmowy z reżyserem na temat charakteru muzyki. W marcu 2006 roku Glen Ballard zaangażował się w pracę nad piosenkami do filmu (pracował z Alanem w 2004 roku na planie The Polar Express i w 2006 roku przy The Legend of Mythica). Do maja 2007 roku Alan Silvestri napisał ok. 20 minut muzyki. Siedmio i półminutowa suita została zaprezentowana na koncercie kompozytora w Madrycie w czerwcu tego samego roku. Premiera filmu została ustalona na 16 listopada 2007 roku, zaś trzy dni wcześniej Warner Bros wydał soundtrack zawierający ok. 40 minut muzyki ilustracyjnej i 6 minut oryginalnych piosenek.

Gdy Alan Silvestri zaczął tworzyć zręby całej konstrukcji musiał przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: czy Beowulf jest filmem familijnym, skoro to gatunek fantasy i animacja? Okazało się, że nic bardziej mylnego. Ta ekranizacja pełna jest mroku, różnych przerażających stworów, nieustannych pojedynków na śmierć i życie. To był ważny kierunkowskaz dla kompozytora. Nic dziwnego więc, że muzyka do Beowulfa była tak samo mroczna, drapieżna i epicka jak sam film. Przypominało to układ, w którym rdzeniem całej inspiracji był Van Helsing, uzupełniony o „ciemną” tematykę Powrotu Mumii i 2 części Tomb Raider. Oczywiście, będzie można znaleźć tu porównania stylistyczne lub orkiestracyjne do wspomnianych partytur, jednak tym razem, Silvestri mając 10 miesięcy, postanowił stworzyć ilustrację zupełnie nową jakościowo, bogatą tematycznie, pełną epickiego rozmachu i literackiego mroku, która jedynie od czasu do czasu „mrugnęłaby okiem” w stronę starszych partytur. Czy zamiar ten powiódł się?

Na pewno nie można zarzucić tej ilustracji braku epickiego przepychu – odpowiadała za to 97-osobowa orkiestra pod batutą kompozytora posiłkowana 40-sobowym chórem. Orkiestracją zajął się, obok samego Alana Silvestri, także John Ashton-Thomas, nowy człowiek w ekipie Alana – pracował z nim po raz pierwszy w ubiegłym roku na planie Night At the Museum. Od razu muszę przyznać, że wykonali dobrą pracę, jednak nie rewelacyjną – bogactwo aranżacyjne nie rzuca na kolana, co do tej pory było mocnym punktem w technicznym przygotowaniu jego partytur. Bez wątpienia uczucie mroku i tajemniczości są stałą cechą oferowanej muzyki – nawet elementy liryczne zachowują właściwą sobie dawkę dramatyzmu i powagi. Żadnych miłosnych uniesień, żadnego „mickey – mousingu”: pod tym względem mocno odbiega od stylu Powrotu Mumii, za to wiernie trzyma się koncepcji Van Helsinga.

Dla najważniejszych postaci z filmu Silvestri skomponował 5 tematów przewodnich lub motywów uzupełniających, które wypełniły cały album od początku do końca. Fakt, nie słychać tu żadnych typowo ilustracyjnych przestojów. Pod tym względem muzyka zachowuje pełną ciągłość – jak nie temat, to choćby motyw. Oczywiście pytanie brzmi: jakie to były tematy i czy rzeczywiście Silvestri`emu udało się stworzyć ilustrację bez żadnych zapożyczeń? Główny bohater Beowulf dostał dwa tematy – heroiczny i liryczny, własne tematy napisane zostały dla zabójczego trolla Grendela oraz matki potwora, nie zabrakło także odpowiednio 2 tematów akcji, które były eksponowany albo w całości, albo z podziałem na kolejne motywy. Tak więc, bogactwo tematyczne wystawia soundtrackowi wysoką ocenę, ale to nie ilość decyduje o ocenie, lecz ich jakość.

Beowulf Main Title to temat główny Beowulfa, bez wątpienia lepszy niż analogiczny temat triumfalny z Van Helsinga, choć ustępujący Powrotowi Mumii. Jaki on jest? Przede wszystkim heroiczny, monumentalny, mroczny, pełen masywnego chóru (z dominująca częścią męską), z prowadzącą melodią na *waltornie, puzony i trąbki, z charakterystycznym, rytmicznym podkładem marszowym na kotły, bębny i werble. Ciekawostką niech będzie użycie niskobrzmiącej gitary elektrycznej podkreślającej wybijany rytm – jej brzmienie przypominało to użyte przy Identity oraz nieodzowne, aczkolwiek wyraźne wypełnienie wszelkich luk przez syntetyczne sample. Ciekawe rozwiązanie, jak na temat ilustrujący okres VI wieku; nie każdemu przypadnie to do gustu. Niektórym może to przypominać rozwiązania Joela Goldsmitha z Kull the Conqueror. Całość przypominała odmianę jednego z tematów głównych z Powrotu Mumii, ale w brzmieniu Van Helsinga. Stanowił on oś całej partytury i jego muzyczną wizytówkę. Co ciekawe, pełne rozwinięcie tematu Beowulfa ze wszystkimi tworzącymi go motywami mamy w What We Need Is A Hero. Nie zabrakło także bardzo ciekawego wykonania tematu w wersji patetycznej, tylko na potężnie brzmiące instrumenty dęte blaszane - I`m Here To Kill Your Monster. Nawiązywało to nieco do stylu Powrotu Mumii i 13 Wojownika. Heroizm powyższy idealnie nadawał się też do podkreślania scen akcji w filmie – a tych nie brakowało.

Życie Beowulfa to nie tylko wojna, lecz także uczucie, nawet to zakazane. Do tego celu został napisany temat liryczny. Lecz pełnił on także funkcję reprezentacyjną, epicką dla samego Beowulfa. Wszystko uzależnione było od stosownej orkiestracji i uzyskanego klimatu. Po raz pierwszy możemy usłyszeć go w I Am Beowulf. Kolejne odsłony to He Has A Story To Tell z podkreślającymi emocjonalną stronę brzmieniem wiolonczel i smyczków oraz Full Of Fine Promises, gdzie subtelnego charakteru ilustracji nadawało delikatne brzmienie sekcji dętej drewnianej. Na podstawie tematu lirycznego powstała później tytułowa piosenka z filmu A Hero Comes Home (o której później). Identyczną rolę odegrała melodia na harfę, flet i waltornię, która została użyta do napisania kolejnej piosenki przewodniej Gently As She Gors. Silvestri umiejętnie dozował kolejne elementy tematu – raz na solowe instrumenty lub chór, raz na połączenie dużej orkiestry, głównie rozbudowanej sekcji smyczkowej oraz kobiecego chóru. Tworząc ten temat Silvestri inspirował się dwoma podobnymi tematami lirycznymi z Tomb Radier 2 (Pandora`s Box) i Van Helsing (Reunited). Porównując jednak te trzy tematy, Beowulf pozostaje na 3 miejscu. Jest naprawdę dobry, ale czegoś w nim brakuje – jakiegoś wewnętrznego żaru. Podobnie jak w przypadku obu tych produkcji, także w Beowulf Alan Silvestri dokonał emocjonalnej i epickiej kulminacji filmu piękną suitą liryczną ze wszystkimi możliwymi rozwinięciami tematycznymi – He Was The Best Of Us. Silvestri wzbogacił go nawet o elementy tematu Grendela i jego matki. Wszystko po to, aby pogrzeb Wikinga zawierał w sobie nawiązania do najważniejszych rzeczy jego minionego życia.

Siły Ciemności także dostały dwa tematy – oba utrzymane były w konwencji mrocznej, tajemniczej, podkreślającej świat fantasy. Temat Grendela podzielony został na 2 części: pierwszą stanowiła prezentacja jego przerażającej fizyczności; zostało to osiągnięte odpowiednim połączeniem dramatycznych, urywanych fraz sekcji dętej blaszanej i dudniących bębnów. Trochę to przypominało podobne klimaty z Blown Away. Krwawy charakter demona został zilustrowany przeciągłym i potęgującym uczucie grozy brzmieniem chóru oraz *kontrapunktujących smyczków. To ostatnie nawiązywało do stylu Van Helsinga. Najlepszą odsłonę tematu można usłyszeć w First Grendel Attack, I Am Beowulf i King Beowulf. Z kolei matka potwora (kolejny demon, tym razem we wcieleniu cyfrowo generowanej Angeliny Jolie) otrzymała idealnie podkreślający jej dwie strony: krwiożerczą naturę oraz fizyczne piękno w lirycznym, tajemniczym, ale nie pozbawionym uczucia niebezpieczeństwa i klimatu fantasy temacie – The Seduction. Alan osiągnął to połączenie poprzez użycie kompilacji harfy, czelesty, solowego fletu, subtelnych smyczków i delikatnych chórów kobiecych. Rytmika części elektronicznej przypominała nieco Jerry`ego Goldsmitha w Basic Instinct. Trzeba przyznać, że melodia ta doskonale spełnia swoją rolę. Finał tematu stanowiła już kumulacja użycia pełniejszego chóru i sekcji smyczkowej. Co ciekawe, to właśnie rekapitulacja tego spokojnego, acz tajemniczego tematu stanowiła zakończenie filmu – The Final Seduction.

Tradycyjnie największą uwagę przywiązywałem do ilustracji scen akcji autorstwa Alana Silvestri. Materiał ten stanowił w sumie ponad 12 minut. Mogło być więcej, ale ważna jest przede wszystkim jakość. Did Not Win The Race reprezentuje to co w “action score” najlpesze. Silvestri podzielił konstrukcję na 2 części – na początek niesamowity motyw oparty na męskim chórze (wielka szkoda, że nie był on szerzej eksponowany – poza tym pierwsze sekundy zabrzmiały jak kolejna odsłona Predatora), potem potężne i wzniosłe dęciaki zaprezentowały inspirację jednego z tematów akcji z Ekspresu Polarnego; nie brakło oczywiście heroicznej wariacji tematu przewodniego. Wszystko to bardzo epickie, żywiołowe, z wszędobylską perkusją (w sporej części syntetyczną) wzorowaną na Tomb Raider 2. Kolejna kompozycja tego typu to Second Grendel Attack. Bardzo podobało mi się użycie nisko brzmiącego fortepianu rodem z Predatora. Tradycyjnie, głośniki wypełniła ściana muzyki z dudniącymi bębnami, tematem heroicznym i akcji á la The Polar Express oraz co najważniejsze – nowym tematem akcji opartym na rytmicznym i stopniowo nabierającym mocy użyciu sekcji dętej blaszanej, z szeroką gamą instrumentów perkusyjnych, jak bębny, kotły, talerze itp. Ciekawe tło tworzył „predatorowski” fortepian. Pełną eksplozję kina akcji mamy w Beowulf Slays The Beast, gdzie dodatkowo Silvestri wprowadził nowe elementy: rytmiczną kombinację męskiego chóru i „szorującego” werbla, a poza tym w tej kompozycji niemal 100-osobowa orkiestra bombardowała non-stop słuchacza obu tematami akcji plus heroiczną fanfarą, zaś nad całością unosił się wszechmocny chór. Stylistycznie nawiązywało to do kulminacyjnej konfrontacji z Van Helsinga. Werble, które stanowiły wizytówkę Alana Silvestri tym razem „pozostały w domu”. Szkoda, bo ich obecność podkręciłaby dodatkowo adrenalinę niektórych motywów, nadając im tego militarystycznego wydźwięku. A tak, kompozytor częściej posługiwał się dudniącymi bębnami i talerzami, które (notabene) były swego czasu kolejną stałą częścią muzyki, zwłaszcza w scenach akcji. Mam nadzieję, że werbel pojawi się na kompletnym wydaniu partytury – tak, jak to było z Van Helsingiem.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem, że w Beowulf będą też piosenki pomyślałem: „znowu, jakaś popowa balladka!”. Ale bardzo pozytywnie się rozczarowałem. Po pierwsze nie psują one klimatu filmu – dwie z nich zawarte w środku albumu są krótkie i odpowiednio do filmu zaaranżowane, zaś bardziej popowa ballada z orkiestrowym podkładem umieszczona została na końcu płyty, na napisach końcowych z filmu. Autorem słów był Glen Ballard, zaś muzyki Alan Silvestri i Glen Ballard. Pierwszy z nich odpowiadał za aranżację symfoniczną, natomiast drugi za słowa oraz gitarę i syntezatory. Jak już wspomniałem piosenki te stanowiły wokalny odpowiednik dwóch tematów wiodących. Podstawowy – liryczny zaprezentowany został w A Hero Comes Home, która w nostalgicznej wersji na harfę i flet wykonana została przez Robin Wright-Penn, zaś w odmianie rozbudowanej na *smyczki, gitarę, perkusję i syntezatory (finałowej) przez Idinę Mendel. Druga z tematycznych piosenek (także zaśpiewana przez Robin Wright-Penn) to kolejna nostalgiczna ballada pt. Gently As She Goes z typowym średniowiecznym brzmieniu – harfa, flet i tamburyn. Muszę przyznać obaj panowanie wykonali świetną robotę i obecność piosenek na płycie tylko ją wzbogaciła.

Pora na ocenę końcową. Konstrukcję Beowulf możemy podzielić na 2 części. Pierwsza poświęcona jest głównym bohaterom filmu, ich postaciom, osobowościom i motywom ich działania – Silvestri nadał muzyczną wizytówkę nie tylko krwiożerczemu trollowi Grendelowi, lecz także jego demonicznej matce. Sama postać Beowulfa to z jednej strony potężny wojownik i król, zaś z drugiej strony człowiek ze wszystkimi swoimi wadami. Temu celowi służyło użycia tematu heroicznego i lirycznego. Natomiast druga część partytury to nieodzowna w takich przypadkach muzyka akcji wzbogacona o dwa tematy prowadzące ilustrację scen pojedynków ludzi i potworów. Album zawiera tylko 40 minut muzyki ilustracyjnej: to stanowczo za mało. Zaś film trwał 3 razy dłużej. Aż prosi się o wydanie wersji kompletnej, w której z pewnością dane będzie ocenić wkład całej pracy, jaką Silvestri włożył w tę superprodukcję. Brakuje w nim choćby kompozycji źródłowych, trzymających klimat Wieków Średnich (to nowość w twórczości kompozytora, tym bardziej warto posłuchać), kilku ciekawych motywów heroicznych – fanfar dla Beowulfa, a także części muzyki akcji, zwłaszcza z kulminacyjnej sceny walki. Dokonując tradycyjnego już porównania doszedłem do subiektywnego wniosku – pod względem epickości dorównywał Van Helsingowi, tak samo było z rozbudową tematyczną partytury. W tej materii Tomb Raider 2 pozostawał w tyle. Jakością tematów przewodnich ustępował jednak filmowi Sommersa, choć przebijał Larę Croft 2 (poza tematem lirycznym). Podobnie było w muzyce akcji. Bogactwo orkiestracyjne prezentowało się nieco słabiej od dwóch powyższych filmów. Uwzględniając te czynniki uważam, że Beowulf zasługuje na cztery punkty w ocenie. Ale wiadomo, że to kwestia gustu. Dla niektórych Beowulf może być tylko próbą napisania Van Helsinga 2.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Beowulf Main Title - 0:56
2. First Grendel Attack - 1:53
3. Gently As She Goes (wykonawca: Robin Wright-Penn) - 1:37
4. What We Need Is A Hero - 1:42
5. I`m Here To Kill Your Monster - 1:49
6. I Did Not Win The Race - 2:18
7. A Hero Comes Home (wykonawca: Robin Wright-Penn) - 1:09
8. Second Grendel Attack - 4:03
9. I Am Beowulf - 4:34
10. The Seduction - 4:04
11. King Beowulf - 1:46
12. He Has A Story To Tell - 2:42
13. Full Of Fine Promises - 1:13
14. Beowulf Slays The Beast - 6:02
15. He Was The Best Of Us - 5:25
16. The Final Seduction - 2:26
17. A Hero Comes Home (End Credits Version) (wykonawca: Idina Menzel) - 3:13

Razem: 46:52



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

A czy to nie jest Van Helsing 2 ;-) Zresztą, czy to ma znaczenie... Fajnie się tego słucha i o to chodzi. Kolejna świetna recenzja Szymona, szacunek!

Ludi:

Moja ocena:

Ciekawy, ryzykowny Silvestri... tylko ten spojler na koniec siódmego akapitu zwalił mnie z krzesła. Ostrzega się przed takimi rzeczami :/

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Eeeee tam, wiadomo, że każdy wiking umiera z mieczykiem w dłoni by wypić kolejeczkę taniego wina z Bragiem i wejść do raju o 540 bramach.. a w filmach to tym bardziej oni umierają zawsze, więc żaden spojler ;-) Pozdrawiam :)

Mystery:

Moja ocena:

Świetna recenzja, choć budżety Expresu Polarnego i Beowulfa do poprawki - pierwszy kosztował 165 mln$, drugi 150 mln$ (boxofficemojo.com) ale mniejsza o budżety.
Na muzykę do tego filmu czekałem od bardzo dawna i był to chyba jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie muzycznych tytułów tego roku. Oczywiście jak to zawsze bywa w przypadku oczekiwania uczucia po przesłuchaniu są mieszane. O ile muzyka w filmie spisywała się znakomicie tyle na płycie wypada już trochę słabiej. Poza wtórnością muzyki i wykonaniem nie cieszy też sama długość ścieżki. Co prawda mamy tutaj wiele dobrze rozwiniętych świetnych tematów, klimatyczne piosenki w wykonaniu Robin Wright-Penn ale czegoś tu jednak brakuje. Słucha się natomiast tego bardzo dobrze. Już po pierwszym przesłuchaniu miałem pełny ogląd całej ścieżki co w połączeniu z obrazem dawało świetny efekt. Niestety pół gwiazdki mniej od Van Helsinga a szkoda bo myślałem, że otrzymamy jednak coś lepszego.

Mefisto:

Moja ocena:

Bardzo dobra płyta - może i pachnie na kilometr Mumią i Van Helsingiem, ale słucha się wybornie :)


  Do tej recenzji jest jeszcze 6 komentarzy -> Pokaż wszystkie