Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Harry Potter i Insygnia Śmierci: część II (Harry Potter and The Deathly Hallows: Part 2)

16 Lipiec 2011, 15:49 
Kompozytor: Alexandre Desplat

Rok wydania: 2011
Wydawca: Sony Music

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Harry Potter i Insygnia Śmierci: część II (Harry Potter and The Deathly Hallows: Part 2)

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plOczekiwania przed premierą ostatniej części filmowych przygód Harry’ego Pottera były ogromne, zarówno wśród miłośników powieści J. K. Rowling, zwykłych (mugolskich?) kinomanów, jak i słuchaczy muzyki filmowej. Ja nigdy nie czułem większego przywiązania do tytułowego czarodzieja, więc nie nastawiałem się na wiele, liczyłem jednak na utrzymanie poziomu poprzedniej części Insygniów Śmierci, która bardzo mi się podobała. Ostatecznie z kina wyszedłem zachwycony. David Yates stworzył film intensywny, trzymający w napięciu i niezwykle efektowny wizualnie. Wiele jego scen zapiera dech w piersiach, na przykład te, w których widzimy lot smoka albo pojawienie się kamiennych żołnierzy broniących Hogwartu czy finałową bitwę (nakręconą bez efekciarstwa, a wręcz elegancko jak na dzisiejsze czasy). W pamięć zapadają też kreacje aktorskie, zwłaszcza Ralpha Fiennesa, który nawet pod grubą warstwą charakteryzacji potrafił przekonująco stworzyć mrożącą krew w żyłach postać złego lorda Voldemorta. Film ani na moment nie wychyla się poza ramy konwencji, a napięcie zostało w nim zbudowane bardzo konsekwentnie. Wszystko to sprawia, że widz w pełni angażuje się emocjonalnie w opowiadaną historię, niezależnie od jego podejścia do całego zjawiska kulturowego, jakim jest Harry Potter.

Wszyscy ci natomiast, którzy liczyli na niezapomniane przeżycia muzyczne w drugiej części Insygniów Śmierci, mogą się poczuć trochę zawiedzeni. Bynajmniej nie dlatego, że Alexandre Desplat napisał muzykę przeciętną, bo według mnie przeszedł samego siebie. Większość jego utworów została po prostu zmarnowana przez reżysera, montażystów i dźwiękowców. Kompozycja francuskiego artysty jest niezwykle bogata, bardzo dużo się w niej dzieje, w związku z czym ma olbrzymi potencjał ilustracyjny. Wymaga jednak od zespołu technicznego czujności i elastyczności. W produkcji Insygniów Śmierci niestety tego zabrakło, przez co wiele kapitalnych, niezwykle energetycznych utworów nie spełniło w stu procentach swojej funkcji. Moim zdaniem muzyka jest w większości scen zwyczajnie za słabo nagłośniona, jakby bano się, że wielowarstwowe utwory Desplat odwrócą uwagę widza od fabuły albo przykryją istotne efekty dźwiękowe. Być może też obowiązująca moda na prostą, sekwencyjną muzykę ilustracyjną w wielkich produkcjach rozleniwiła ekipy filmowe, które zatraciły umiejętność kontroli nad bardziej rozbudowanymi materiami muzycznymi. Świadczy o tym choćby fakt, że najprostsze konstrukcyjnie utwory Insygniów Śmierci, utrzymane w stylu popularnych ilustracji kompozytorów z grupy Remote Control Production - Statues i Coutyard Apocalypse - wybrzmiały w filmie najdobitniej.

Warto więc sięgnąć po soundtrack, żeby w pełni docenić walory omawianego dzieła. Dawno bowiem nie stworzono na potrzeby filmu tak ekscytującej muzyki symfonicznej. Moim zdaniem ostatnią tej klasy (ale zaznaczmy też – tego typu) kompozycją filmową były Gwiezdne Wojny: Zemsta Sithów Johna Williamsa. Alexandre Desplat, podobnie jak amerykański mistrz, napisał utwory, których siłą napędową są nieustannie nakładające się na siebie, coraz to nowe warstwy poszczególnych sekcji orkiestry. Artysta z wielkim wyczuciem wykorzystał przy tym możliwości brzmieniowe wszystkich instrumentów, posługując się całą ich paletą artykulacyjną. Szczególne wrażenie robi to w dynamicznych utworach akcji, na przykład w The Tunnel, Underworld czy Dragon Flight. Kiedy ich słucham, przechodzi mi po plecach dreszcz emocji, nie tylko za sprawą niesamowitej motoryki, ale właśnie bogactwa motywicznego i brzmieniowego, z którego wyłaniają się jasne myśli muzyczne. Bo jednym z największych walorów muzyki akcji Desplat jest czytelność przekazu. Zwróćmy uwagę, jak poszczególne motywy ze sobą rozmawiają. Wyczuć można zachodzące na siebie rymy, dialog, złowieszcze przedrzeźnianie. Narrację Desplat prowadzi w sposób fascynujący, a często bezkompromisowy. Na przykład w Underworld słyszymy w pewnym momencie samotne, brutalne uderzenia w kotły, które wprowadzają ekscytujące, drapieżne frazy smyczków, zawieszone na niepokojących dźwiękach *waltorni. W muzyce akcji często występują też niejednolite, wijące się albo chropowate motywy instrumentów dętych drewnianych (na których perfekcyjnie grają muzycy London Symphony Orchestra), nałożone na opadające sekwencje smyczkowe. Tyle się tu dzieje, że nie sposób wszystkiego opisać. Tym bardziej więc polecam zanurzenie się w każdym utworze soundtracku.

Bo nie tylko na akcji warto zawiesić ucho. Liryka, której w drugiej części Insygniów Śmierci jest mniej niż w pierwszej, wzrusza niebanalnymi zdobieniami głównych melodii. W Severus and Lily, wybrzmiewającym w retrospekcyjnej scenie, ukazującej młodość Snape’a i jego miłość do matki Harry’ego Pottera, słyszymy intrygujące frazy oboju, którym towarzyszą westchnienia eterycznych smyczków. Z kolei opisowy The diadem zachwyca kinową magią, tworzoną bajeczną instrumentacją.Także utwory, zaliczające się do tzw. underscore’u nie pozwalają przejść obok nich obojętnie. Na przykład Gringotts intryguje niepokojącymi, jakby przemykającymi pochodami klawesynu (na początku również fortepianu) i skradającymi się motywami wiolonczel i kontrabasów. W omawianej kompozycji podobnych smaczków jest całe mnóstwo, co czyni ją niezwykle interesującą. Warto dodać, że słynny Hedwig`s Theme Johna Williamsa pojawia się kilkakrotnie w oryginalnym Desplatowskim oświetleniu harmonicznym.

Muzyka do ostatniej części Harry’ego Pottera jest wspaniałym osiągnięciem Alexandre’a Desplat. Dla mnie artysta ten staje się godnym następcą największych mistrzów muzyki filmowej, bo w każdym gatunku tworzy dzieła bogate, niebanalne i zapadające w pamięć. Dzieła o wielkiej sile oddziaływania w obrazie, w co chyba nie uwierzyli twórcy Insygniów Śmierci.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Lily`s Theme (02:28)
2. The Tunnel (01:09)
3. Underworld (05:24)
4. Gringotts (02:24)
5. Dragon Flight (01:43)
6. Neville (01:40)
7. A New Headmaster (03:25)
8. Panic Inside Hogwarts (01:53)
9. Statues (02:22)
10. The Grey Lady (05:51)
11. In The Chamber Of Secrets (01:37)
12. Battlefield (02:13)
13. The Diadem (03:08)
14. Broomsticks And Fire (01:24)
15. Courtyard Apocalypse (02:00)
16. Snape`s Demise (02:51)
17. Severus And Lily (06:08)
18. Harry`s Sacrifice (01:57)
19. The Resurrection Stone (04:32)
20. Harry Surrenders (01:30)
21. Procession (02:07)
22. Neville The Hero (02:17)
23. Showdown (03:37)
24. Voldemort`s End (02:44)
25. A New Beginning (01:39)

Razem: 68:03



Komentarze czytelników:

Wojciech:

Moja ocena:

Jeszcze nie przesłuchałem całej płyty ale za to muzyka w filmie spisuje się IMO rewelacyjnie. Cieszę się, że w filmie słuchać wiele motywów z poprzednich części, Samo Hedwigs theme rozbrzmiewa 4 lub 5 razy, a Leaving Hogwarts w epilogu sprawiło, że oczy lekko mi zamokły od łez. Piękne zwieńczenie całej sagi, zarówno pod względem dokonania filmowego jak i muzycznego.

DanielosVK:

Moja ocena:

Póki co, nie odkryłem w tej muzyce zbyt wiele, do czego mógłbym częściej wracać, ale sam score poziom trzyma. A 5 to chyba mocno przesadzona ocena...

JB:

Moja ocena:

Na razie jestem ostrożny. Piątka to w mojej opinii na pewno za dużo, trzy może się okazac za mało, na razie 3,5 z lekkim przechyłem na 4, ale muszę tej kompozycji przesłuchac jeszcze parę razy, bo niełatwo się w nią wgryźc. Co jest dla mnie pewne: słabsza niż pierwsze Insygnia, mniej bogata, mniej pomysłowa, bardziej toporna w zimmerowski sposób, gorzej wypada również tematycznie. Nie da się jednak ukryc, że masywne utwory pełne akcji i zawrotne tempo potrafią pochłonąc, a i wielowarstwowośc niektórych z nich faktycznie fascynująca. Tym niemniej ciarki mnie nie przeszły.

bartex9:

Moja ocena:

No sorry, ale jeżeli ten score ma mieć więcej gwiazdek niż Więzień Azkabanu to chyba coś z Wami nie tak. Tu w ogóle nie czuć magii. Tematycznie ten soundtrack leży na całej linii. Desplat całkowicie mnie zawiódł. Owszem, muzyka jest poprawna, ale tylko poprawna - niczym się nie wyróżnia, ot kolejny dobrze skomponowany score. Założę się, że po pewnym czasie nikt o tej muzyce pamiętał nie będzie w przeciwieństwie choćby do Więźnia Azkabanu. Zróbmy test puszczając przykładowemu widzowi choćby zaraz po seansie HP7 np. A window to the past Williamsa oraz Lily`s Theme. Wynik łatwy do odgadnięcia.

ultimate:

Moja ocena:

Zgodzę się z powyższymi opiniami. 5 to mocno przesadzona ocena. Desplat stworzył dobry score, który w filmie spełnia swą rolę. Poza filmem również można odnaleźć w nim ciekawe momenty, ale tak jak napisał bartex9 nie są to tematy, które zapadną na dłużej w pamięci. A już na pewno nie zasługuje na ocenę wyższą niż "Wiezień Azkabanu". Choć w porównaniu do pierwszych Insygniów Desplat użył tutaj więcej nawiązań do Williamsa to jednak i tak nie poczułem tej "magii" Najbardziej ucieszył mnie fakt wstawienia w końcowej scenie oryginalnego "Leaving Hogwarts". Dopiero słysząc ten kawałek zdałem sobie sprawę, że naprawdę opuszczam Hogwart i żegnam się z serią. Serią, która towarzyszyła mi przez młodzieńcze lata i z którą wiążę wiele miłych wspomnień. Ode mnie 3,5 bo mimo wszystko liczyłem na więcej.


  Do tej recenzji jest jeszcze 7 komentarzy -> Pokaż wszystkie