Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Drużyna A (The A-Team)

03 Lipiec 2010, 14:24 
Kompozytor: Alan Silvestri

Dyrygent: Alan Silvestri
Orkiestracje: John Ashton Tomas, Alan Silvestri
Wykonanie: The Hollywood Studio Symphony

Rok wydania: 2010
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Drużyna A (The A-Team)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
W latach 1983-1987 przez „mały” ekran przewinęło się 97 odcinków popularnego serialu akcji pt. Drużyna A z hasłem przewodnim „Bohaterowie do wynajęcia”. Wizytówką muzyczną serii był triumfalny temat przewodni, który stworzyli Mike Post i Pete Carpenter, weterani muzycznych seriali od prawie 40 lat. Melodia prowadząca była typowym żywiołowym produktem z lat 80. z wojskowymi werblami, sekcją dętą blaszaną, elektryczną gitarą i nieodzownym w tamtym okresie instrumentarium elektronicznym. Ponad 20 lat po zakończonej emisji ostatniego odcinka, reżyser Joe Carnahan postanowił nakładem 110 mln dolarów, przenieść Drużynę A na duży ekran, oczywiście z odświeżoną obsadą. Film wystartował 11 czerwca 2010 roku i na otwarciu zarobił 26 mln „zielonych”. Twórca zatrudnił na stanowisko kompozytora, po raz pierwszy w swojej karierze, specjalistę od wybuchowego kina akcji – Alana Silvestri, twórcę ostatnio m.in. dwóch części Nocy w muzeum, Beowulf lub G.I. Joe: Czas Kobry. 22 czerwca nakładem Varèse Sarabande ukazał się soundtrack zawierający pokaźną dawkę ponad 70 minut muzyki z nieodzownym tematem głównym The A-Team Theme autorstwa duetu Post/Carpenter, oczywiście w interpretacji Silvestriego.

Najprościej można by określić nowy „score” Alana Silvestri jako G.I. Joe 2. Czy takie były oczekiwania twórców, czy sam kompozytor poszedł po linii mniejszego oporu (wyeksploatowany twórczo bardzo pracowitym rokiem 2009)? Jakby nie było, ten soundtrack prezentował typową, rzemieślniczą pracę spod pióra kompozytora. Podobieństw do Czasu Kobry było sporo, choćby duża ilość lejtmotywów, przy braku wyraźniejszej bazy tematycznej, duża dawka instrumentarium elektronicznego i obecność gitary elektrycznej oraz tradycyjna, choć nieco uboższa *orkiestracja. Oczywiście przewodnią częścią całego materiału była muzyka akcji; potężna, agresywna z nieodzownym werblem, ale jakby mniej czytelna i wyrazista niż w G.I. Joe. Dużo większą rolę odgrywała elektronika i klimaty gitarowe, rodem z Tomb Raider 2, Beowulf lub G.I. Joe. Był to z jednej strony hołd oddany serialowemu brzmieniu z lat 80., ale też chęć odmłodzenia całej ilustracji, skierowania jej w stronę młodego odbiorcy (uczciwie trzeba przyznać, że takie „ukłony” nie zawsze spełniały swoją rolę, często przypominając rockowe riffy rodem z Iron Mana Ramina Djawadi) – Welcome To Baghdad lub Retrieving The Plates.

Dodatki elektroniczne sprawdzały się mniej lub bardziej w Egzekutorze lub *sequelu Lary Croft, ale w Drużynie A było ich stanowczo za dużo. Momentami to już nie były dodatki, ale całe konstrukcje mające budować klimat. Niestety, wyszło to mało ciekawie, na przykład w Frankfurt lub usiłującym „grać liryczne skrzypce” Safehouse, The Docks Part 2, czy I Love It When A Plan Comes Together. Liryka nie imponowała co prawda oryginalnością, ale prezentowała miły dla ucha standard kompozytorski, nawiązujący choćby do tematu Pandory z Kolebki ŻyciaShell Game lub inspirowany tematem Anny Valerious z Van Helsinga - Court Martial). Oryginalności brzmienia nie poprawiała także symboliczna etnika w stylu meksykańskiej gitary w Somewhere In Mexico (przypominało to wyraźnie Szybkich i martwych) lub arabskich klimatów w Welcome To Baghdad.

Z tematami głównymi problem polegał na tym, że były one obecne, ale nie były przewodnie. Pojawiały się i znikały. W danej chwili zwracały uwagę, jednak nie stawały się wizytówkami filmu. Taką rolę odgrywał tylko temat główny Drużyny A, przearanżowany z oryginału z lat 80. Ogólnie rzecz biorąc, Alan nie dokonał w nim poważniejszych modyfikacji; nieco go tylko odświeżył, dodając troszkę swojego brzmienia (trąbki zostały zastąpione przez idealne dla „anthemów” *waltornie, a i same werble zabrzmiały mocniej, „podbite” dudniącym uderzeniem kotłów) i większą ilość instrumentów, ale nic poza tym. I to tę melodię można zapamiętać z całej płyty – rozpoczynający i kończący płytę Original The A-Team Theme.

Całościowo, muzyka została podzielona na cztery części: prezentację tematu głównego, lirykę, „suspense” i dominujący *„action score”. A w tym ostatnim Silvestri mimo wszystko pokazał, że nadal pozostaje w czołówce w tym gatunku muzyki. Schemat całej tej konstrukcji był bardzo typowy, a przy tym od razu rozpoznawalny. Trzon tej ilustracji to charakterystyczne, szablonowe wręcz rozwiązania – wzniosłe motywy sekcji dętej blaszanej odpowiedzialnej głównie za heroiczny temat rodem z [G.I. Joe] (choć stanowiący tylko jego kolejnej wcielenie), prujące *pasaże smyczkowe, dudniące kotły i wibrująca perkusja oraz bijący po uszach armijny werbel - The Plan, Retrieving The Plates i The Docks Part 1. Schematyczne, ale dobrze się słuchało, zwłaszcza z klasycznym tematem wiodącym w roli przewodnika – Saving Face, Alpha Mike Foxtrot i Flying A Tank. Niestety, nie zawsze takie molochy akcji prezentowały właściwą sobie ciągłość. Problem niejednokrotnie stanowiły elektroniczne przerywniki, które miały stanowić pomost pomiędzy kolejnymi częściami, jednak często wytracały cały rytm i płynność poszczególnych tracków – Putting The Team Back Together lub Safehouse Aftermath. Było to widoczne w sytuacji, gdy cały album przekraczał 70 minut – prosiłoby się o nieco lepszy montaż płyty.

Alan Silvestri nadal się sprawdza w kinie akcji, choć Drużyną A zaznaczył pewien niepokojący sygnał w inwencji twórczej kompozytora. Patrząc choćby na [Noc w muzeum 2, G.I. Joe i teraz Drużyna A zaczyna chyba szwankować tak wyraźna dotąd baza tematyczna. Tematy są obecne, melodyjnie jak zawsze, ale z trudem zaznaczają swój byt na albumie. Także muzyka akcji, choć raczej zadowalała fanów Alana, to jednak zaczęła jakby zamykać się w pewnym kręgu już ustalonych pomysłów. Silvestri powinien koniecznie zrobić w tej materii krok naprzód; zatrzymać proces postępującego zaniku nowatorstwa stylistycznego kompozytora. Być może to tylko chwilowa niedyspozycja autora. Podsumowując. Drużyna A to praca rzemieślnicza i poprawna, bez żadnych fajerwerków.

p.s. Muzyka adekwatnie ilustruje wybuchowo-pościgową fabułę filmu, choć niejednokrotnie natężenie decybeli na ekranie potrafiło przytłumić kompozycje Alana dość skutecznie, za co należy się „minus” za montaż.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Somewhere In Mexico / Original "The A-Team Theme" * - 2:13
2. Saving Face - 3:32
3. Alpha Mike Foxtrot - 4:29
4. Welcome To Baghdad - 4:23
5. The Plan - 6:11
6. Court Martial - 3:09
7. Putting The Team Back Together - 3:39
8. Flying A Tank - 6:11
9. Frankfurt - 4:11
10. Retrieving The Plates - 4:10
11. Safehouse - 3:50
12. Safehouse Aftermath - 4:57
13. Shell Game - 2:46
14. The Docks Part 1 - 7:36
15. The Docks Part 2 - 5:47
16. "I Love It When A Plan Comes Together" / Original "The A-Team Theme" * - 5:26

Razem:72:39

* serialowy temat główny "The A-Team Theme" - Mike Post i Pete Carpenter



Komentarze czytelników:

Rafalski:

Moja ocena:

bardzo przeciętna płyta, bylem zdumiony prawie zerowym wykożystaniem słynnego motywu... JI Joe było duuuuużo lepsze :)

Rafalski:

Moja ocena:

oczywiście "wykorzystaniem" :P exciuzemła

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Żenada. Kolejne dobijanie Legendy. Silvestri miał przebłysk z fantastycznym Christmas Carreya, a teraz znów taki szajs.. Jakby wybrać z tego 30 min to by nawet sie dało słuchać, a nie taki kolos jeszcze z kiepską muzą..

Mefisto:

Moja ocena:

Recka dobra, ale jak dla mnie ten score to bida z nędzą i hałas na hałasie.

Neimoidian:

Moja ocena:

Soundtrack - słabizna. Silvestri chyba myślał, że jest Davidem Arnoldem, a wyszedł z tego podrzędny Brian Tyler. Połączenie orkiestry z elektroniką i gitarą wypadło tym razem wyjątkowo nieprzekonująco, natomiast całość jest przeraźliwie nudna. Już "GI Joe" miał więcej momentów. Jak człowiek sobie przypomni emocjonujący soundtrack Posta i Carpentera, to aż się płakać chce. Byłoby 2, ale połówkę daję za wykorzystanie na końcu oryginalnego tematu, a takie coś - w perspektywie wielu ostatnich remaków - wcale nie było zagwarantowane.


  Do tej recenzji są jeszcze 3 komentarze -> Pokaż wszystkie