Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Karate Kid (The Karate Kid)

16 Październik 2010, 20:04 
Kompozytor: James Horner

Dyrygent: James Horner
Orkiestracje: James Horner, J.A.C. Redford & Dallas Aimer
Wykonanie: The Hollywood Studio Symphony Orchestra

Rok wydania: 2010
Wydawca: Madison Gate Records / iTunes

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Karate Kid (The Karate Kid)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 8.99
W latach 1984-1994 powstają w Hollywood cztery filmy z serii Karate Kid. Muzykę do każdej części pisze Bill Conti. Moda na odkurzone scenariusze, tak bardzo popularna w USA, nie omija nawet tego filmu. Realizacji The Karate Kid AD 2010 za kwotę 40 mln dolarów podejmuje się Harald Zwart, twórca takich komedii jak Agent Cody Banks z muzyką Johna Powella lub Różowa Pantera 2 z muzyką Christophe`a Becka. 10 czerwca film startuje w kinach i w ciągu miesiąca zarabia aż 155 milionów dolarów. Muzycznym zwiastunem filmu jest hip-hopowy singiel Justina Biebera pt. Never Say Never. Muzykę do obrazu miał napisać protegowany Hansa Zimmera, Atli Örvarsson, autor ilustracji do Babylon A.D., 8 części prawdy i Czwartego stopnia. Nieoczekiwanie kompozytor zostaje zwolniony (żaden materiał nie został nagrany), a reżyser sięga po świeżo opromienionego ubiegłorocznym Avatarem Jamesa Hornera. Miała to być klasyczna, w miarę wygładzona symfonia do której Horner lepiej się nadawał niż pasujący bardziej do lat 80-tych Bill Conti, czy utrzymany w stylu RC Atli Örvarsson. Ostatnio częstym zjawiskiem jest odchodzenie producentów od tradycyjnego soundtracku na CD. Tak było i tym razem. 15 lipca ukazuje się oficjalnie album nakładem Madison Gate Records w postaci płyty CD-R, sprzedawanej na zamówienie przez sklepy Amazon. Do tego dochodzi jeszcze sprzedaż muzyki w postaci internetowej (iTunes).

James Horner tworzy nieco odmienną partyturę niż cztery odsłony Billa Contiego. Przede wszystkim większy nacisk zostaje położony na użycie klasycznego instrumentarium. Nie brakuje też klimatycznej muzyki elektronicznej, do czego świetnie przydaje się zeszłoroczne doświadczenie z filmu Jamesa Camerona. U Contiego dominującym instrumentem dętym drewnianym była Fletnia Pana, zaś u Hornera mamy tradycyjny, dalekowschodni flet *shakuhachi oraz różnego rodzaju cymbały i klawesyny, dobrze oddające klimat Chin, gdzie toczy się akcja filmu. „Pierwsze skrzypce” tradycyjnie już u Jamesa gra fortepian oraz miękka *sekcja smyczkowa. Uczucie tajemnicy i mistycyzmu, kompozytor dodatkowo podkreśla obecnością syntetycznych wokali i „żywych” wokaliz, co przypomina klimat Titanica i Avatara. Pewną, mało oryginalną nowością na płycie, jest inspirowanie się twórczością Hansa Zimmera przy budowaniu muzyki akcji; mowa tu o charakterystycznym dla szkoły RC wielokrotnym powtarzaniu lejtmotywu smyczkowego w niższych rejestrach oraz pulsującej, syntetycznej perkusji – nie ukrywam, że dziwnie brzmi Horner imitujący Zimmera.

Na potrzeby filmu James Horner komponuje cztery tematy przewodnie – główny, liryczny (epicki) i miłosny oraz tytułowy temat karate (a raczej kung fu). Pierwszy z nich to urocza melodia w stylu amerykańskim rozpisana na sekcję smyczkową, instrumenty dęte drewniane i nieodzowny fortepian oraz solową trąbkę – Leaving Detroit. Przypomina to nieco liryczne konstrukcje kompozytora do Dnia Zagłady, szczególnie fortepianowa wariacja w Dre`s Gift and Apology. Temat epicki – liryczny to urzekająca w swojej łagodności melodia oparta na symbiozie smyczkowo-fortepianowej, nawiązującej do najlepszych wzorów romantyzmu w stylu W cieniu przeszłości. Równocześnie nie brakuje w niej instrumentarium dętego drewnianego, symbolizującego tytułowe Zakazane Miasto w Kraju Środka - "I Want to Go Home" / The Forbidden City. Miłosna tematyka nigdy nie stanowiła problemu dla Hornera, więc i tym razem jej nie brakuje, aczkolwiek w formie bardziej subtelnej – rolę sekcji smyczkowej częściej przejmowały: flet, harfa oraz cytra i klasyczny już fortepian (The Lunchroom lub Mei Ying`s Kiss). Klimaty emocjonalne i fortepian zdominowały najdłuższą kompozycją na albumie, ponad 10-minutowy (!) From Master to Student to Master. Przypomina to miłosne granie Jamesa z jego poprzednich prac o charakterze dramatycznym, choćby dwa filmy z 1996 roku, jak W cieniu przeszłości lub Miłość z marzeń.

James Horner zawsze lubował się w tworzeniu długich czasowo mini-suitach, które często stanowiły kompilację tematyczną oraz rozwijały wątki dramatyczne i klimatyczne– 9-minutowy Journey to the Spiritual Mountain: mamy tu skoczny temat treningowy w stylu Johna Williamsa, elementy etniczne z fletem shakuhachi w roli głównej oraz całą gamę instrumentów strunowych i dętych drewnianych plus kobiece wokalizy. Słuchać tu nawet podobieństwa do orientalnych lejtmotywów z Troi. Trochę szkoda, że finalna kompozycja Final Contest ze stylistyką rodem z Maski Zorro nie jest suitą tematów głównych, świetnych pod napisy końcowe – niewykluczone, że taką rolę miała odegrać piosenka tytułowa. Temat wschodnich sztuk walki zostaje przez Jamesa przedstawiony dwojako: w epickiej i wzniosłej postaci, skonstruowanej na rozbudowaną sekcję smyczkową i doniosły chór (Kungu Fu Heaven) oraz prosty, rytmiczny temacik smyczkowy w Looking for Mr. Han.

The Karate Kid to jednak film z akcją. Pierwsza próbka *„action score” pojawia się już w Backstreet *Beating. Niestety, ta pierwsza odsłona nie wypada zbyt ciekawie, ze względu na zbytnią inspirację stylem Hansa Zimmera. Całość sprowadza się raczej do „auto-pilota”, który dobrze ilustruje pojedynek na ekranie, ale na płycie nie wzbudza już entuzjazmu typowymi elementami RC. Lepiej pod względem balansu sekcji smyczkowej nad rytmiką brzmi Han`s Kung Fu, Hard Training i pierwsza część Tournament Time, w których temat akcji powraca wyraźnie na tory Avatara. W muzyce słychać dużo wyraźniejsze nawiązania do ostatniego filmu Camerona; dla przykładu temat Jake`a zostaje niemal skopiowany w Jacket On, Jacket Off i w drugiej części From Master to Student to Master – niemal identyczne *progresje fortepianowe, *pasaże smyczkowe i przewodnia prezentacja syntetycznego chóru (ukłon w stronę Titanica). Takich „ukłonów” można było znaleźć w muzyce troszkę więcej.

Każdy kto poznał już styl Jamesa Hornera, będzie wiedział czego się po tym soundtracku spodziewać i godzina czasu nie będzie zmarnowana. Melodyjnością i tematyką kompozytor nie zawodzi. Oczywiście, podobieństwa do starszych prac są widoczne (szczególnie w kwestii Avatara), ale tym razem nie była to ilustracja na typowym „auto-pilocie”. Kopiowanie siebie było dużo bardziej ograniczone: niektórzy mogliby stwierdzić – nie ma słynnego czteronutowca! Troszkę bardziej powinien Horner popracować nad muzyką akcji, bo inspirowanie się szkołą Hansa Zimmera nie wyszło mu najlepiej. The Karate Kid to solidna praca w dorobku kompozytora, którą udowodnił iż Avatar nie był chwilowym powrotem dobrej formy Hornera. Oby na dłużej.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

01. Leaving Detroit - 2:54
02. Looking for Mr. Han - 1:29
03. Kung Fu Heaven - 1:19
04. "I Want to Go Home" / The Forbidden City - 4:29
05. The Lunchroom - 2:29
06. Backstreet Beating - 3:34
07. Han`s Kung Fu - 1:39
08. Ancient Chinese Medicine - 1:25
09. Beijing Valentine - 1:34
10. Mei Ying`s Kiss - 3:22
11. Jacket On, Jacket Off - 2:32
12. Journey to the Spiritual Mountain - 8:49
13. Hard Training - 1:20
14. All Work and No Play - 1:41
15. From Master to Student to Master - 10:33
16. Dre`s Gift and Apology - 3:07
17. Tournament Time - 5:09
18. Final Contest - 6:47

Razem - 64:20



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Dobry score. Zaskakujący. 4/5. Płyta za długa - standard u Hornera. Jak ktoś zna dobrze jego scory, to za wiele nowego tu nie znajdzie. Szkoda, że wydali to tylko na CD-R, tym bardziej, że design wydania i książeczki jest fantastyczny.

bladerunner21:

Moja ocena:

za długo i za nudno, aczkolwiek z przebłyskami.

Althazan:

Moja ocena:

Bardzo dobry Horner. Świetnie się tego słucha :)

Mefisto:

Moja ocena:

Porządny, w miarę świeży Horner, ale po którymś z kolei odsłuchu jego moc nieco słabnie. No i na minus faktycznie długość płyty i kilka zbędnych fragmentów.

Pokemon:

Moja ocena:

Za długi? Jak na Hornera to płyta jest przecież króciutka;). A w ogóle, to jest to najlepszy Horner od lat (pomimo, że Avatar ma ode mnie również maksa, to jednak do KK wracam częściej), fenomenalny score, do dziś mi się nie znudził. Ilekroć słucham tegoż albumu to ciary po mnie biegają. I to ciary z gatunku cholernie przyjemnych. Kto by pomyślał, że Hornera zainspiruje coś tak z grubsza błahego. Wiem, że self plagiaty, że wtórnie, że bla bla bla. Ale słucha się tego absolutnie magicznie. Zabijcie mnie. Piątka jak nic.


  Do tej recenzji są jeszcze 3 komentarze -> Pokaż wszystkie